"Upadłe anioły", czyli poczet gwiazd, które po EURO U-21 błyszczały zbyt krótko - cz. 1

Jest rok 2007. Gorąc uderza w bramy ośrodka Valdebebas, gdzie trwa prezentacja bohatera EURO U-21 2007. 14 mln € za potencjalnie przyszłego najlepszego lewego obrońcę na świecie? „Okazja!” – pomyślał Ramón Calderón sprowadzając do stolicy Hiszpanii Roystona Drenthe. Chłopak, który do tej pory kopał piłkę w Feyenoordzie, podczas wspomnianych MME stanowił jedną z najważniejszych person zwycięskiej reprezentacji Holandii. Oranje tamten czempionat wygrali pokonując w finale Serbów 4:1, zaś Drenthe w całym turnieju zdobył jednego gola. Szybki, dynamiczny, znakomicie przygotowany motorycznie, z kapitalną lewą nogą – definicja idealnego bocznego obrońcy. Calderón nie wziął jednak pod uwagę, że za nieprzeciętnym talentem Roystona nie nadąży jego umysł.

Bramka z Superpucharu Hiszpanii pozostaje w zasadzie jedynym dobrze wspominanym momentem madryckiej przygody pochodzącego z Surinamu zawodnika. Była ona także początkiem ekscesów Holendra, do których zaliczyły się: zakup złotych zębów, spędzanie lwiej części czasu w nocnych klubach czy zdradzenie znajdującej się w zaawansowanej ciąży żony. Real, mając dość nieodpowiedzialnego postępowania zawodnika, postanowił się go pozbyć. Wypożyczenie do Herculesa Alicante niewiele jednak pomogło, bowiem Drenthe podpadł fanom Los Griegos. Kolejne etapy kariery krnąbrnego zawodnika to Everton i Reading. Angielskie powietrze także nie przewietrzyło mózgu Holendra, zaś zsyłka do rosyjskiego Władykaukazu, a następnie do Turcji i Arabii Saudyjskiej stanowiły ostateczny gwóźdź do trumny Roystona. 9 lutego 2017 roku w wieku 30 lat zakończył swoją „przygodę” z futbolem. Trudno bowiem mówić tutaj o karierze zawodowego piłkarza. Obecnie Drenthe trudzi się karierą… „rapera”.

Kiedy w 2008 roku ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski wraz z przedstawicielami Polskiego Związku Piłki Nożnej próbowali przekonać Roberta Acquafrescę do gry dla "Biało-Czerwonych", włoski napastnik polskiego pochodzenia udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej” w języku polskim. Mówił wówczas, że potrzebuje czasu na podjęcie decyzji, którą jak się później okazało była chęć reprezentowania Italii. Nad Wisłą wiele osób żałowało takiej decyzji utalentowanego snajpera. Utalentowanego, bowiem podczas EURO U-21 w 2009 roku rodowity turyńczyk zdobył trzy gole, zostając wicekrólem strzelców całej imprezy. W trakcie turnieju napastnik był zawodnikiem Interu Mediolan, ale wypożyczonym do Cagliari. Mimo olbrzymiego talentu, za jaki uznawano go na Półwyspie Apenińskim, zespół Rossoblù okazał się szczytem możliwości Roberta. W sezonie 2008/09, czyli tuż przed EURO U-21, zdobył 13 goli na poziomie Serie A, stając się tym samym łakomym kąskiem transferowym.

Po zakończonym sezonie i powrocie do Interu, gdzie przy olbrzymiej konkurencji nie miał szans na regularną grę, Nerazzurri bez żalu oddali go do Genoi. Bez żalu, bowiem klub ze Stadio Luigi Ferraris wyłożył nań aż 15 mln € – to kwota wyższa, niż ta, którą za Drenthe zapłacił Real Madryt. Historia Acquafrescy jest jednak zgoła odmienna. Po piorunującym starcie w dorosłą karierę atakujący spadał w hierarchii włoskiej piłki z każdym kolejnym sezonem. Niekiedy „pomagały” kontuzje, innym razem po prostu brak umiejętności. W Genoi rozegrał zaledwie dziesięć spotkań, strzelając w nich dwa gole. Kolejne lata to tułaczka po średnich klubach z ojczyzny i hiszpańskim Levante. Dziś Acquafresca kopie piłkę w drugoligowej Ternanie, a i to stwierdzenie jest dużym nadużyciem. W zakończonym niedawno sezonie rozegrał zaledwie sześć spotkań, nie zdobywając w nich ani jednej bramki. O powrocie do Serie A raczej trudno już marzyć. W wieku 29 lat niedoszły reprezentant Polski znajduje się zatem na peryferiach włoskiego futbolu, a marzenie o zagraniu w jakiejkolwiek kadrze chyba już nigdy nie zajrzy w oczy syna Polki i Włocha.

 Tweet o Aquafresce

EURO U-21 2006 rozgrywane w Portugalii nie było przesadnie udane dla reprezentacji Francji. Utalentowany skład, którym dysponował wówczas Réne Girard i który miał sięgnąć po mistrzostwo Europy, przeżył spore rozczarowanie, kiedy w półfinale turnieju przegrał po dogrywce 2:3 z Holandią, późniejszym triumfatorem. Pozytywów po MME było jednak kilka, a jednym z nich z pewnością należy uznać postawę 19-letniego wówczas Yoanna Gourcuffa. Rozgrywający, którego były reprezentant "Les Bleus" David Ginola określał jako przyszłego Zidane’a, grał w Stade Rennais, gdzie trafił w 2001 roku za sprawą… swojego ojca, Christiana. W 2002 roku Gourcuff senior został zwolniony z klubu z Bretanii, ale Yoann nie złożył broni i harmonijnie rozwijał swój talent. Tuż po udanym EURO U-21 przeniósł się za 4,5 mln € do wielkiego Milanu. Mimo że talent predestynował go do zespołu wielkości "Rossonerich", to charakterologicznie nie pasował do ekipy z San Siro, o czym mówił ówczesny kapitan ACM Paolo Maldini:

„Gourcuff nie pasował do tamtego Milanu. Jego największym problemem było zachowanie. Trafił do wielkiego klubu i myślał, że osiągnął już wszystko. Nie nauczył się języka, co sprawiło, że trudno było mu znaleźć z nami wspólną więź na boisku. Kiedy grał, to pod siebie. On nie był mentalnie gotowy na to, by zakładać koszulkę Milanu”

W sezonie 2008/09 Gourcuff trafił na wypożyczenie do Bordeaux, co okazało się znakomitym ruchem - zdobył 12 goli w Ligue 1 i walnie przyczynił się do tytułu mistrzowskiego, który wywalczyła drużyna "Żyrondystów". Wydawało się, że w wieku 23 lat w końcu wszedł na odpowiedni poziom mentalny i wkrótce będzie dyrygował także zespołem narodowym. Bordeaux nie żałowało pieniędzy na kreatywnego pomocnika i tuż po zakończonym okresie wypożyczenia wyłożyło zań aż 18 mln €. Fakt faktem, że Yoann nigdy później nie powtórzył już tak znakomitego sezonu. Kolejne lata w karierze Gourcuffa naznaczały przede wszystkim kontuzje. Mnogość urazów sprawiła, że dziś w wieku 31 lat gra w… Stade Rennais. Ktoś powie, że wygrał Ligę Mistrzów z Milanem, w reprezentacji Francji rozegrał 32 mecze, był w składzie na Mistrzostwa Świata w RPA, ale afrykańskiego mundialu ze względu na aferę nie wspomina jednak dobrze. Nie jest tajemnicą, że w konflikt wewnątrz drużyny "Trójkolorowych" podczas MŚ w Południowej Afryce zamieszany był w głównej mierze właśnie playmaker Bordeaux. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że Gourcuffa stać było na coś więcej niż jeden dobry sezon podczas całej kariery. Niedosyt pozostaje, tym bardziej, że mówimy przecież o zawodniku, który miał być potencjalnie nowym reżyserem gry w kadrze "Les Blues".

Tweet o Gourcouffie

Na tym samym EURO, na którym grał Yoann Gourcuff, Europa przecierała oczy ze zdumienia z powodu fantastycznej postawy reprezentacji Serbii i Czarnogóry. Waleczni piłkarze z byłej Jugosławii odpadli z turnieju dopiero w półfinale, nie dając rady rewelacyjnym Ukraińcom. Wiele ciepłych słów zbierał wówczas rosły, mierzący 190 cm wzrostu stoper Trabzonsporu Milan Stepanov. W 2007 roku, zatem rok po znakomitym w jego wykonaniu młodzieżowym czempionacie, po usługi defensora zgłosiło się słynne FC Porto. "Smoki" wydały na transfer urodzonego w Kišac defensora 3,5 mln € i wielu ekspertów spekulowało, ile milionów wpłynie do kasy na Estádio do Dragão, kiedy Serb będzie opuszczał Portugalię w poszukiwaniu jeszcze lepszego klubu. Oczekiwania były ogromne, bowiem Stepanov został sprowadzony do klubu z myślą sprzedanego do Realu Madryt za dziesięciokrotnie wyższą sumę Pepe.

 

Mimo początkowych problemów z grą w pierwszym składzie, Milan zyskał zaufanie ówczesnego menedżera Porto Jesualdo Ferreiry i wskoczył do podstawowej jedenastki "Dragões". Z czasem Stepanov zaczął jednak popełniać mnóstwo prostych błędów, a szczególnie słabo prezentował się w spotkaniach Ligi Mistrzów. Nierówna forma Serba zaowocowała tym, że stracił miejsce w podstawowym składzie na rzecz weterana Pedro Emmanuela. W 2009 roku klub wypożyczył go do hiszpańskiej Málagi, ale LaLiga także nie okazała się odpowiednim miejscem do odbudowy formy. Po rocznym wypożyczeniu właściciele mistrza Portugalii bez żalu zdecydowali się oddać Stepanova do tureckiego Bursasporu. Zamiast grubych milionów i zysków, do klubowej kasy wpłynęło 800 tys. € i morze rozczarowania. Obecnie 34-letni stoper jest wolnym zawodnikiem po tym, jak bośniacka Vojvodina nie przedłużyła z nim kontraktu. Milan nie tylko nie wykorzystał potencjału do podboju Europy, ale przede wszystkim nie zawojował dorosłej reprezentacji Serbii, w której rozegrał zaledwie osiem meczów.

Autor: Filip Macuda (Nasz Futbol)

reklama

Kriwiec na testach w Arce

Kriwiec na testach w Arce

Skład Arki na mecz z Sandecją

Skład Arki na mecz z Sandecją

To koniec Chukwu w Legii?

To koniec Chukwu w Legii?
Daniel Chukwu nie został zgłoszony do III rundy el. Ligi Mistrzów UEFA. Potrzebujemy zawodników gotowych do gry od 1. do 90. minuty na wysokiej intensywności. On miał „cerowane” przygotowanie. Raz trenował, raz nie, złapał uraz. Po badaniach widzimy, że nie jest teraz w pełni gotowy. Pojechał do Lublina, aby zagrać w rezerwach. Dalej pracuje i czekamy, aż wróci do nas. Czy nas przekona? To zależy od niego samego.
Jacek Magiera za:legia.com
reklama

Numer Robertsona w Liverpoolu

Numer Robertsona w Liverpoolu

Andy Robertson w Liverpoolu

Andy Robertson w Liverpoolu
Liverpool oficjalnie poinformował o pozyskaniu Andy'ego Robertsona z Hull City. Reprezentant Szkocji podpisał z "The Reds" długoterminowy kontrakt. Na sprzedaży 23-letniego obrońcy "Tygrysy" mają zarobić 10 milionów funtów.
za:liverpoolfc.com oraz Squawka News

Barca vs PSG w tym okienku transferowym

Właśnie tak to wygląda. ;)
reklama