Gra w Lidze Europy udręką dla Arsenalu

Ciężkie jest życie kibica Arsenalu. Niemała grupa takowych zapewne prędzej czy później przerzuci swoje zainteresowanie na inny klub, bo jak długo można żyć nadzieją, że każdy nadchodzący sezon będzie właśnie tym, w którym „Kanonierzy” zdobędą po kilkunastu latach przerwy upragniony 14. tytuł mistrza Anglii lub w Lidze Mistrzów zdołają awansować przynajmniej do ćwierćfinału? Wiosną przyszłego roku na pewno nie zdołają znaleźć się wśród ośmiu najlepszych zespołów najbardziej prestiżowych rozgrywek Europy, ponieważ pierwszy raz w erze Arsène'a Wengera nie biorą w nich udziału. W Lidze Europy natomiast obecnie wygląda to przyzwoicie jedynie pod kątem zdobytych punktów, bo już styl gry „The Gunners” jest słaby, a chwilami wręcz żenujący.

Nie dajmy się zwieść efektownej akcji z wczorajszego meczu ekipy z północnej części Londynu, zwieńczonej celną przewrotką Oliviera Giroud. Brawa dla jej zawodników za godne uczczenie czwartej rocznicy pamiętnej akcji rodem z play stadion w starciu ligowym przeciwko Norwich City, ale końcówka pojedynku z Crveną Zvezdą Belgrad nie może przesłonić ponad 80 minut ją poprzedzających. Te bowiem były usypiające (czyżby powrót do czasów „boring, boring Arsenal”?) i szczęśliwe dla Arsenalu, w bramce którego tyłki kolegów (i trenera, choć akurat jego cztery litery na Emirates są chyba przyspawane do stołka przezeń zajmowanego od ponad dwóch dekad) ratował Petr Cech. Tak, wiem, że brzmi to komicznie, ale golkiper był najjaśniejszą – przynajmniej do momentu zdobycia gola przez Giroud – postacią zespołu, który Serbów powinien zniszczyć, a nie pozwalać się zdominować. I to na własnym stadionie.

Komplet punktów po trzech kolejkach Ligi Europy, w której Arsenal debiutuje, został wywalczony w niemałych bólach. Wenger może usprawiedliwiać się, że w progach mniej zamożnej siostry Champions League eksperymentuje, posyłając do boju młodych piłkarzy, a tych starszych (np. Elneny’ego) przestawiając co rusz na inne pozycje. Może, ale nie powinien. Bo tak uznany i zamożny klub nawet grając mieszanką młokosów i co najwyżej dobrych piłkarzy (ci najlepsi, czyli np. Sanchez zasiedli wczoraj na ławce) powinien bez problemów odprawić belgradczyków z kwitkiem. A już na pewno kibice mogą wymagać od swych pupili większego zaangażowania w walkę w meczach LE, choć pieniądze możliwe do wyjęcia za jej wygranie wydają się niczym w porównaniu z tymi, które można podnieść z boiska za triumf w angielskiej ekstraklasie.

Nieprzekonujące zwycięstwa, pechowe remisy czy druzgocące porażki fani każdego zespołu mogą wybaczyć piłkarzom tylko w jednym przypadku – gdy ci udowodnią, że w danym spotkaniu zależało im na wygranej, potwierdzając to swoim zaangażowaniem podczas gry. U zawodników Arsenalu w żadnym z trzech dotychczasowych spotkań w LE szczególnej pasji w oczach nie było widać. Ślepiów wygłodniałych wilków w meczach z 1.FC Köln, Bate Borysów czy wspomnianą Czerwoną Gwiazdą z Belgradu nie zauważyłem ani u młodych, ani tych starszych „Kanonierów” . Wiem co prawda, że na pojedynki z mniej uznanymi rywalami na pewno trudniej jest się gwiazdom z Londynu zmobilizować, zaś gra w LE – przez lata traktowanej przez wszystkie angielskie kluby po macoszemu – nie jest szczególnie atrakcyjna, ale – do cholery – akurat Wengerowi i jego podopiecznym powinno zależeć jak mało komu na jej wygraniu.

Dlaczego? Ano dlatego, że klub ten, mimo iż będący jednym z najbardziej utytułowanych na krajowym podwórku (m.in. 13 mistrzowskich tytułów i tyle samo triumfów – najwięcej w historii – w FA Cup), pozostaje zarazem lata świetlne w porównaniu z tym, co w Europie zdobyły drużyny np. Manchesteru United czy Liverpoolu. Wygrana AFC w nieistniejącym od lat Pucharze Miast Targowych (1970) znaczy tyle, co nic w porównaniu do ośmiu zdobytych łącznie przez „Czerwone Diabły” i „The Reds” Pucharów Europy. W zeszłym sezonie nawet Jose Mourinho powalczył z ekipą znad rzeki Irwell o zwycięstwo w LE, wiedząc, że dla Anglików jest to najłatwiejsza droga do zapewnienia sobie miejsca w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Wenger i jego Arsenal zaś chyba o tym zapomnieli i grają tak, jakby występy w czwartki, nie zaś we wtorki lub środy, były dla nich hańbą. No, chyba, że w czerwonej części stolicy Imperium wciąż liczą na zdobycie w maju przyszłego roku wymarzonego mistrzostwa. Po tym, co zaprezentowali oni w meczach ze Stoke, Liverpoolem czy Watfordem trudno jednak wróżyć im sukces. Znaczna część kibiców także wątpi w dogonienie Manchesteru City, dlatego zapewne chętnie ujrzeliby oni, jak kapitan Arsenalu wznosi wiosną do góry trofeum dla zwycięzcy Ligi Europy. Bo jak długo można pocieszać się wzięciem udziału w finale Ligi Mistrzów edycji 2005/2006 i fantastyczną w niej grą Thierry'ego Henry'ego? 

reklama

Kilka lat temu w Milanie...

Kilka lat temu w Milanie...

Marsylia broni się przed kibicami PSG

Marsylia broni się przed kibicami PSG
Marsylska policja podjęła decyzję, aby zakazać fanom PSG wstępu na stadion Velodrome przy okazji najbliższego meczu Olympique Marsylia - PSG. Mecz, który jest uważany za francuski klasyk, często był pretekstem do ostrych strać między dwoma wrogimi obozami kibicowskimi i nie inaczej miało być tym razem. Wobec tak dużego ryzyka, zabroniono kibicom PSG wejścia na trybuny stadionowe oraz przebywanie w okolicach obiektu.
za:mediotiempo.com

Heynckes najstarszy w Lidze Mistrzów

Tomasz Urban
@tom_ur
23:30 • 20 Oct 2017
Umknęło mi w tyg. Heynckes został najstarszym trenerem w historii LM (72 lata i 162 dni). Zluzował Raymonda Goethalsa (71 lat i 231 dni)
źródło:twitter.com
reklama

Każdy wariuje w takiej sytuacji

Każdy wariuje w takiej sytuacji

Tabela Ekstraklasy po piątkowych meczach

Tabela Ekstraklasy po piątkowych meczach

Taką Ekstraklasę lubimy

Taką Ekstraklasę lubimy

Bruno Fernandes piłkarzem września w lidze portugalskiej

Bruno Fernandes piłkarzem września w lidze portugalskiej

Kane: Złota Piłka jest w moim zasięgu

Kane: Złota Piłka jest w moim zasięgu
Myślę, że wciąż jest trochę do zrobienia, aby móc walczyć o zwycięstwo w plebiscycie Złotej Piłki, ale nie jestem wcale tak daleko od wygrania tej nagrody. Miałem fantastyczny rok i teraz chodzi o to, żeby poprawiać wyniki i być coraz lepszym. Miejmy nadzieję, że potem to wszystko przyjdzie samo. Oczywiście Złota Piłka byłaby spełnieniem marzeniem.
Harry Kane za:squawka.com

Boniek skomentował przebieg meczu Górnik-Korona

Boniek skomentował przebieg meczu Górnik-Korona

Valverde liczy na 200 goli Messiego w Europie

Valverde liczy na 200 goli Messiego w Europie
Messi właśnie zdobył swojego setnego gola w europejskich pucharach? No to niech strzela dalej i zobaczymy, czy jeszcze w tym sezonie dobije do 200 goli. Będzie to trochę trudne (uśmiech). W każdym razie jest oczywiste, że Leo łamie wszelkie bariery.
Ernesto Valverde za:sport.es

Syn Thiago Silvy w koszulce Lewandowskiego

Syn Thiago Silvy w koszulce Lewandowskiego
"Docieram do domu i co widzę?", tak skomentował ten widok Thiago Silva :D

Matysek szczerze o swoim nałogu

Matysek szczerze o swoim nałogu
Gdy grałem, trenerzy przymykali na to oko. Taka była moda. Na dwudziestu kilku zawodników, piętnastu paliło. Gdy szliśmy po meczu pod prysznic, unosiła się nad nim jedna wielka chmura. Dymu, nie pary. Wtedy papieros był tak normalny w piłce, że trudno było robić inaczej. U prezesa, dyrektora czy w szatni otwieraliśmy okna. Na Zachodzie działo się dokładnie tak samo. Zacząłem palić jako 21-latek. Kilka razy próbowałem rzucić. Udało mi się tylko na dwa-trzy tygodnie.
Adam Matysek, były bramkarz reprezentacji Polski za:Przegląd Sportowy

Wysyp bramek w polskiej lidze

Wysyp bramek w polskiej lidze

Korona Kielce odrabia straty

Z dwubramkowego prowadzenia Górnika Zabrze nie zostało już nic! Gola na 3-3 strzelił Jacek Kiełb.

Mocne rozpoczęcie nowej kolejki Ekstraklasy

Mocne rozpoczęcie nowej kolejki Ekstraklasy

Ładne uderzenie i gol Cvijanovicia

Piłkarz Korony świetnie przełożył piłkę i technicznie uderzył na bramkę Loski. Wpadło! Górnik-Korona 3-2!
reklama