Ronaldinho Gaúcho – dziecko, które nie chciało dorosnąć

Rok 2018 dopiero co się zaczął, a już przyniósł bardzo smutną nowinę. Dziś bowiem odszedł Ronaldinho Gaúcho. Na szczęście nie z tego świata, lecz „jedynie” z futbolu, ale strata to niezwykle bolesna, gdyż Brazylijczyk był zawodnikiem genialnym. Internet od rana zalewa fala artykułów wspomnieniowych poświęconych sylwetce byłego już pomocnika, a także peany na jego cześć. Nic w tym dziwnego, ponieważ wirtuoz rodem z Porto Alegre zachwycał przez lata swoją grą, osiągając liczne sukcesy. Patrząc jednak na skalę talentu, który otrzymał od Boga, trudno wyzbyć się wrażenia, że mógł wygrać jeszcze więcej.

Za osiągnięcia gracza kojarzonego przede wszystkim z czasów gry w Barcelonie uznać należy nie tylko puchary zdobyte z „Dumą Katalonii” czy reprezentacją „Canarinhos”. Triumfy w Lidze Mistrzów, Primera Division, mistrzostwach świata i zdobycie Złotej Piłki w 2005 r. są doskonałym potwierdzeniem kunsztu „Roniego”, lecz nie tylko one. O jego wielkiej klasie świadczą też dziesiątki niezapomnianych meczów z udziałem gwiazdora, kiedy z uśmiechem na ustach, szczerząc swoje wielkie kły niczym Królik Bugs, mijał kolejnych obrońców drużyny przeciwnej, a następnie pokonywał bramkarza. Na wymyślne zwody Brazylijczyka nabierali się najlepsi z najlepszych, recepty na zatrzymanie jego strzałów nie potrafili odnaleźć kolejni golkiperzy. Bywały mecze, po zakończeniu których kibice zespołu rywalizującego z „Barcą” wstawali z miejsc i oklaskiwali popisy jednej z jej największych legend. Nawet fani Realu Madryt, którzy akurat w okresie gry Ronaldinho dla klubu z Katalonii wyjątkowo często musieli uznawać jego wyższość. I to chyba stanowi najlepszy dowód na to, że świeżo upieczony piłkarski emeryt był piłkarzem wyjątkowym.

Patrząc na grę naszego bohatera, widać było niesamowitą radość, jaką wyzwalał w nim futbol. Z łaciatą u nogi zachowywał się jako kilkuletni dzieciak, który właśnie skończył lekcje i wybiegł ze szkoły, by pograć z kumplami na jednej z brazylijskich plaż lub boisk z asfaltu, topionych przez promienie gorącego południowoamerykańskiego słońca. Piłka była dla Ronaldinho nie tylko sposobem zarabiania na życie, ale też doskonałą zabawą. Podobnie zresztą, jak całe jego życie, z którego dalej czerpie pełnymi garściami. Teraz, kiedy ikona Barcelony udała się na zasłużoną emeryturę, będzie mogła poświęcić się już wyłącznie zabawie w nocnych klubach i podrywaniu kolejnych kobiet. Fakt zakończenia kariery przez byłego najlepszego piłkarza globu zapewne nie wywróci jego dotychczasowego życia do góry nogami. Bo w gruncie rzeczy prawdziwa przygoda Ronaldinho z piłką dobiegła końca już prawie 10 lat temu.

W lipcu 2008 r., odchodząc z Camp Nou do Milanu, mógł liczyć na odbudowanie swojej kariery, która mocno wyhamowała pod koniec jego pobytu w Barcelonie. Wówczas wiele mówiło się o niezbyt profesjonalnym podejściu „Roniego” do piłkarskich obowiązków, a coraz częściej rolę największej gwiazdy zespołu przejmował młodziutki Leo Messi. Całe szczęście, że nie zapatrzył się na tyle w swojego idola, by pójść jego śladami, by z czasem zamiast na boisku zacząć brylować w dyskotekach. Kiedyś Argentyńczyk marzył o dorównaniu osiągnięciom starszego kolegi, ale dziś to być może właśnie on żałuje, że nie miał w głowie tyle oleju, co „Atomowa Pchła”. Jej kariera wciąż ma się znakomicie, a i gablota z trofeami Leo jest znacznie szczelniej zapełniona niż ta należąca do Ronaldinho, który ani w Milanie, ani w kolejnych klubach z Brazylii i Meksyku nigdy nie nawiązał do barcelońskiego okresu.

Jako jeden z wielu Brazylijczyków nie potrafił oprzeć się czyhającym nań pokusom i spadł szybko spadł ze szczytu, na który mozolnie wdrapywał się latami. Imprezował zamiast trenować, a jeśli nawet czasami postanawiał spróbować powrócić do wielkiej piłki, szybko odchodził od tego zamiaru. Dziś, kończąc swoją karierę, przypomniał o sobie tym, którzy w ostatnich latach pasjonowali się przede wszystkim pojedynkami Messiego z Cristiano Ronaldo. Starszy od nich o kilka lat Ronaldinho przecierał im szlaki, ale czas pokazał, że to jednak LM10 i CR7 zdecydowanie lepiej potrafili pokierować swoją przyszłością. I to między nimi prawdopodobnie rozgrywa się na naszych oczach już od wielu lat pojedynek o miano najlepszego futbolisty w historii dyscypliny. Brazylijczyk także miał papiery na zostanie nim, umiejętności czysto piłkarskie może nawet większe niż wspomniana dwójka, ale pod względem psychicznym na zawsze pozostał dzieckiem. Mimo to – dzięki za wszystko, Ronaldinho.

Grafika pobrana z www.goal.com. 

 

reklama

Moya wrzucił sobie piłkę

No i w meczu Atletico - Sevilla zrobiło się 1:1. Poszedł centrostrzał, a Moya wrzucił sobie piłkę "za kołnierz".

Diego Costa zapakował gola Sevilli

1:0 dla Atletico Madryt w Pucharze Króla! Rakieta od Diego Costy wylądowała w siatce rywali.

Niesamowity strzał Rubena Sobrino

Valencia gra z Alaves w Pucharze Króla i napastnik gości strzelił TAKIEGO gola. Co za bomba!
reklama

Skład PSG na mecz z Dijon

Skład PSG na mecz z Dijon

[giveaway!] Korki Legendy - Ronaldinho

Z okazji zakończenia kariery Ronaldinho zapraszamy do przyjrzenia się jego limitowanym butkom a przy okazji GIVEAWAY 3 par butów halowych!
źródło:youtube.com

Skład FC Barcelony na mecz z Espanyolem

Skład FC Barcelony na mecz z Espanyolem
reklama