Spalletti też chce spać spokojnie

-Luciano, synu! Co to za bałagan tam u Was? Wszyscy chorzy, nie ma kim grać, nie widzę żadnych rezerw. Zanim nałożę ci makaron i nawoskuję głowę (przecież syn musi błyszczeć nie tylko poprzez dobre wyniki i wysoką pozycję w tabeli Serie A), masz mi się wytłumaczyć z braku stoperów, capito? -

Bo mama Luciano Spallettiego naprawdę zna się na futbolu. Przynajmniej tak zrozumieliśmy po niedawnych żalach wylanych przez trenera po zremisowanym meczu z Fiorentiną. Biedak Spalletti nie miał kim grać i szył z czego tylko mógł. Skończyło się na tym, że pozycję środkowego obrońcy zajął nie będący w pełni sił fizycznych, nominalny boczny obrońca Davide Santon. Tłumacząc się potem w pomeczowym wywiadzie, Spalletti przywołał figurę rodzicielki i rzucił: „Nawet moja 80-letnia matka jest świadoma, że brakuje nam stopera!”.

Brawa dla mamy, która chyba z miejsca powinna objąć jakieś wysokie stanowisko w mediolańskim klubie i zadbać o transfery. W zimowym oknie ten temat w niebiesko-czarnej części Mediolanu idzie wyjątkowo opornie. Co prawda nowy stoper, Lisandro Lopez z Benfiki, już się zameldował i zdaniem wielu kibiców ten transfer był pilotowany właśnie przez starszą panią. To jednak za mało. Na kilkanaście dni przed zamknięciem okienka, kibice wciąż nie mogą się doczekać przybycia jednych i wylotu drugich. A Spalletti coraz bardziej marszczy czoło i przygotowuje się do mega ważnego, w obecnym kontekście, meczu z Romą. Hasło rzucone szumnie przez włoską prasę nie pozostawia wątpliwości: kto przegra, ten ugrzęźnie w totalnym kryzysie. Biorąc pod uwagę samą pozycję w tabeli, nie jest jeszcze tak źle. Trzecia lokata to żaden powód do wstydu. Bardziej martwi jednak dynamika z jaką zespół Spallettiego tracił ostatnio dystans do Napoli i Juventusu. Seria porażek i remisów, ewidentne przemęczenie piłkarzy oraz wiążąca się z tym boiskowa pasywność i apatia. Lekarstwem miał być zastrzyk świeżej krwi płynącej w żyłach nowych piłkarzy, ale tych na razie w Mediolanie nie ma. Gdyby Spalletti mógł, to pewnie osobiście pojechałby do Barcelony po Rafinhę, który przechodzi do Interu już od kilku dobrych dni i jakoś przyjść nie może [w momencie pisania tekstu, włoskie media podały informację, że oba kluby doszły do porozumienia w sprawie transferu Rafinhii i brakuje jedynie oficjalnego komunikatu] . Nie dziwi więc widok Luciano, który ostatnimi czasy po każdym spojrzeniu na swoją ławkę rezerwowych, szybko kierował wzrok w stronę nieba. Być może każdy by tak robił, gdyby na ławce oglądał kompletnie bezużytecznego Joao Mario czy ‘epickiego’, ale tylko z nazwy, Marcelo Brozovicia.

Tylko właściwie czemu ma służyć ta analiza męki Spallettiego? Tak naprawdę jeszcze żadna katastrofa się nie wydarzyła, na półmetku sezonu jego Inter wciąż liczy się w walce o udział w Lidze Mistrzów. Tu po prostu żal Luciano, który pewnie ma w domu internet i widzi co się dzieje w innych ligach. Sam dowodzi wielkim klubem, ale może pomarzyć o komforcie lepienia składu według własnego pomysłu i bez większych ograniczeń. Na coraz bardziej pomarszczonej, ale wciąż lśniącej łysinie odbija mu się na przykład obraz angielskiej beztroski. Mourinho nie potrzebuje więcej niż mrugnięcie okiem, aby jego klub postarał się o sprowadzenie nowego gwiazdora. Za chwilę dołączy Alexis, ale gdyby nie udało się z Chilijczykiem, to byłby ktoś inny. Conte szykuje zamach na AS Romę i chce wyciągnąć Emersona w pakiecie z Dzeko. Pochettino wziął na celownik Malcoma z Bordeaux i jeśli będzie trzeba, to wyda na niego około 50 mln euro. Spalletti natomiast powołuje się na swoją matkę i publicznie niemalże błaga przełożonych o jakiekolwiek wzmocnienia poszerzające pole manewru w okrojonej kadrze. Transfer Lopeza co prawda zmienił na chwilę jego samopoczucie („Nigdy nie wątpiłem w siłę i zdolności moich szefów”), ale taka sytuacja musi go frustrować niemiłosiernie. Prawdą jest, że finansowe fair play nałożone przez UEFA skutecznie blokuje transferowe zapędy chińskich właścicieli Interu i na ewentualne wzmocnienia muszą szukać funduszy w pieniądzach pozyskanych ze sprzedaży piłkarzy. Mimo wszystko to raczej żadne pocieszenie dla trenera, który ostatnio słowa ‘ból’ i ‘transfery’ miał permanentnie wymalowane na twarzy…

Niezależnie od rozwoju sytuacji, życzymy Spallettiemu jak najlepiej. To świetny fachowiec i jedna z najbardziej barwnych postaci we włoskim calcio. Udowodnił, że nawet pomimo problemów potrafi wycisnąć z drużyny bardzo dużo i zasługuje na skuteczną pomoc ze strony włodarzy. Piłka jest po ich stronie. Udało im się sprowadzić obrońcę i chwała im za to. Mama trenera śpi już prawdopodobnie dużo lepiej. Prawdziwym wyzwaniem jest jednak teraz zapewnienie spokojnego snu samemu Spallettiemu.

Radek Koc

reklama

Selke strzela gola Borussii Dortmund

Hertha świetnie rozpoczęła drugą połowę meczu z Borussią Dortmund. 1-0!

Rafinha przechodzi do Interu

Rafinha przechodzi do Interu
Barcelona doszła do porozumienia z Interem w sprawie transferu Rafinhii. Klub z Mediolanu wypożyczy piłkarza na pół roku z opcją wykupu za 35 milionów euro plus ewentualne 3 miliony bonusów. Rafinha w weekend wyjedzie do Włoch, by przejść testy medyczne. Jeśli Inter zdecyduje się na wykupienie 24-letniego pomocnika, to zostanie on najdrożej sprzedanym wychowankiem La Masii w historii klubu.
za:en.as.com

Możliwe ustawienia Arsenalu na koniec okienka

Możliwe ustawienia Arsenalu na koniec okienka
reklama

Nowy rok nie służy Chelsea

Nowy rok nie służy Chelsea

Piękna grafika La Liga żegnająca Ronaldinho

Piękna grafika La Liga żegnająca Ronaldinho

Wisła Kraków ustaliła cenę za Carlitosa

Wisła Kraków ustaliła cenę za Carlitosa
Wisła Kraków ustaliła cenę za Carlitosa na poziomie 2,5 miliona euro, informuje "Przegląd Sportowy". Do klubu wpłynęło już kilka ofert za bramkostrzelnego Hiszpana, jednak wszystkie zostały odrzucone. Wisła nie musi sprzedawać piłkarza - w jego kontrakcie znajduje się klauzula automatycznie przedłużająca umowę o 12 miesięcy w przypadku podwyższenia pensji o 20%. Obecny kontrakt Carlitosa z Wisłą wygasa wraz z końcem czerwca tego roku.
za:przegladsportowy.pl
reklama