Pompowanie balonika czas zacząć

Poniedziałek, a więc początek roboczego tygodnia. Człowiek włącza Internet w celu dowiedzenia się, co w trawie piszczy, by mieć o czym podyskutować z kolegami w pracy. Przegląda jedną stronę, drugą, trzecią, czwartą i jeszcze kilkanaście/kilkadziesiąt, a tam praktycznie wszędzie to samo. Katastrofa smoleńska, której ósma rocznica już jutro, wygrana partii Orbana w wyborach na Węgrzech i hurraoptymizm związany z – ponoć – fantastycznym w wykonaniu polskich piłkarzy weekendem. I o ile nic dziwnego nie ma w tym, że redaktorzy poszczególnych portali piszą na temat postaci, które zginęły, będąc 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie Tu-154, i wyników głosowania mającego miejsce wczoraj w kraju naszych bratanków, to dziwi (może nawet lekko szokuje) hiperbolizacja osiągnięć niektórych kadrowiczów Adama Nawałki.

„JEEEEEST! Nieprawdopodnie fantastyczny weekend polskich piłkarzy za granicą. Tak trzymać chłopaki, tak trzymać!” – oto tytuł znajdującego się na niemalże samym szczycie serwisu Sport.pl artykułu. Mniejsza z tym, że jego najdłuższe słowo zostało – zapewne z pośpiechu bądź nieuwagi – zapisane niepoprawnie. Istotniejsze jest coś zupełnie innego. Nie od dziś wiadomo, że portal ten specjalizuje się w nadawaniu tekstom swoich dziennikarzy niezwykle krzykliwych nagłówków, by te mogły przyciągnąć do siebie uwagę czytelników. Sam niejednokrotnie dałem się zwieść takiemu działaniu – choćby dzisiaj. Po przeczytaniu dość obszernego nawet, jak na dzisiejsze realia, artykułu stwierdziłem jednak, że pompowanie przedmundialowego balonika i koloryzowanie bardzo smutnej chwilami rzeczywistości, niestety, rozpoczęło się w najlepsze. Bo – wiadomo – mistrzostwa w Rosji już niedługo, a więc trzeba zacząć prężyć muskuły, choć obecnie wśród prawdopodobnych wybrańców selekcjonera więcej znajdzie się pewnie Suchoklatesów niż Schwarzeneggerów.

No, ale wróćmy do wspomnianego artykułu. Rozwinąłem jego treść i czego na jej podstawie się dowiedziałem? Ano tego, że miniony weekend był fantastyczny, bo Robert Lewandowski został mistrzem Niemiec. Szok, prawda? Nastąpiło coś, co musiało nastąpić, bo Bayern Monachium od lat jest najlepszą ekipą w kraju naszych zachodnich sąsiadów i już dawno odjechał reszcie stawki, zostawiając ją daleko w tyle. Nawet znajdujące się na czele peletonu Schalke 04 Gelsenkirchen i Borussię Dortmund. „Lewemu” wypada, oczywiście, pogratulować, ale chyba jego samego kolejne mistrzowskie patery nie cieszą już tak samo, co kiedyś. I w związku z tym chce odejść z Bundesligi, by móc posmakować hiszpańskiego lub wyspiarskiego futbolu. Także, podsumowując, cieszyć się z tytułu wywalczonego przez RL9 jakoś przesadnie nie ma sensu, bo to, jak mawiał jeden z polityków o napoleońskim wzroście, „oczywista oczywistość”.

Co dalej zatem autor artykułu uważa za fantastyczne? Dwa gole autorstwa Jakuba Świerczoka w meczu jego Łudogorca Razgrad z CSKA Sofia. Drużyna Polaka w głównej mierze dzięki niemu zdobyła trzy punkty i bardzo zbliżyła się do tytułu mistrza Bułgarii. Oprócz Kuby gole strzelali także Łukasz Teodorczyk (w Belgii), Kamil Wilczek (w Danii) i Kamil Grosicki (w Anglii). Wszystko więc teoretycznie pięknie, ale zawsze przecież musi być jakieś „ale”. I jest. Bo wspomniani wyżej trzej napastnicy nawet, jeśli pojadą na mundial, to i tak będą musieli się zadowolić w jego trakcie rolą zmiennika „Lewego”. Ewentualnie któryś z nich wystąpi w trzecim meczu grupowym i to jedynie pod warunkiem, że Polacy zdołają we wcześniejszych dwóch zapewnić sobie awans do fazy play-off. Inaczej Robert będzie grał zawsze i do końca.

Gole Świerczoka, Teodorczyka i Wilczka cieszą zatem, lecz tutaj popadanie w przesadnie dobry nastrój też jest mocno sztuczne. Dobrze, że zmiennicy Lewandowskiego trafiają w swoich zespołach, ale akurat jeśli chodzi o napastników, to z nimi większych problemów mieć nie będziemy, bo jest właśnie napastnik Bayernu, a i wracający do pełnej dyspozycji po ciężkiej kontuzji Arek Milik. On też zresztą wczoraj trafił do siatki w meczu Napoli z Chievo Verona, tak samo, jak Mariusz Stępiński – atakujący drużyny z miasta Romea i Julii.

Gorzej sytuacja wygląda za to ze skrzydłowym Kamilem Grosickim. Jeszcze nie tak dawno miał grać w Premier League, a dziś nie zachwyca w bijącym się o utrzymanie w Championship Hull City. Gol „Grosika” był pierwszym od… czterech miesięcy, więc trudno wymagać od kibiców, by ci szaleli z radości, skoro mistrzostwa już za pasem. Bo jeśli Kamil ma trafiać raz na ponad sto dni, to wychodzi na to, że w Rosji nie ma co na niego liczyć. Wiadomo, że od skrzydłowego wymaga się przede wszystkim asyst, ale też miło byłoby, gdyby potrafił wspomóc napastnika. Czy w przypadku Grosickiego nastąpi to podczas mundialu? Wypada mieć taką nadzieję, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc i z orzekaniem o renesansie formy strzeleckiej pomocnika Hull wypada na razie się wstrzymać.

W opisywanym artykule dziennikarz Sport.pl wspomina jeszcze o niezłym występie Wojtka Szczęsnego, asyście Łukasza Piszczka i kontuzji jego ewentualnego zmiennika w kadrze – Bartosza Bereszyńskiego. Jaki to więc „fantastyczny weekend”, skoro „Bereś” doznał urazu? Obrona jest tą formacją, której członkowie chyba w największym stopniu spędzają sen z powiek Adama Nawałki. Poza wspomnianym Piszczkiem i Kamilem Glikiem reszta może zagrać mecz życia lub jednym głupim błędem zaprzepaścić szanse „Biało-Czerwonych” na wyjście z grupy. Jędrzejczyk i Pazdan, jak cała Legia, delikatnie mówiąc, nie zachwycają. Kuba Błaszczykowski, mogący grać na boku defensywy, samodzielnie przygotowuje się do mundialu i nie wiadomo, jak mu to wyjdzie. Są jeszcze co prawda Thiago Cionek (trafił po raz pierwszy w Serie A), Marcin Kamiński i Marcin Kędziora, ale oni pewnego poziomu raczej nie przeskoczą, choć chciałbym się mylić. Może ewentualnym błędom w obronie zdołałby zapobiec Grzegorz Krychowiak w formie, ale ta omija go ostatnio szerokim łukiem. O problemach ze skrzydłowymi nie ma nawet sensu wspominać, gdyż one są wszystkim doskonale znane. Powoływanie na mecze kadry Sławomira Peszki mówi przecież samo za siebie…

Na szczęście jest Sport.pl, który potrafi podnieść kibiców na duchu, doszukując się radości, gdzie tylko można. Ciekawe tylko, czy ten sam portal będzie równie łaskaw w dawaniu komplementów Polakom, jeśli ich udział w MŚ 2018 okaże się klapą, jak wszystkie poprzednie w ich wykonaniu, jeśli chodzi o XXI wiek…

Grafika pobrana z www.gol24.pl

 

reklama

Włosi zachwyceni występem Milika

Włosi zachwyceni występem Milika

Wielki sezon Mohameda Salaha

Wielki sezon Mohameda Salaha

Grzegorz Lato i Włodzimierz Lubański w 1981 roku w Lokeren

Grzegorz Lato i Włodzimierz Lubański w 1981 roku w Lokeren
reklama

Kolejny fantastyczny tydzień z futbolem

Kolejny fantastyczny tydzień z futbolem

Fabio Capello zakończył trenerską karierę

Fabio Capello zakończył trenerską karierę
Trenowanie w Chinach było ciekawym doświadczeniem. To zupełnie inny futbol, ale głównym wyzwaniem jest dobra komunikacja ze wszystkimi zawodnikami. Zawsze korzystałem z usług tłumacza, ponieważ oni nie znają zbyt wielu obcych języków. Nie zamierzam teraz ubiegać się o posadę selekcjonera reprezentacji Włoch. Przygoda w Jiangsu Suning była moją ostatnią pracą w roli trenera. Teraz zamierzam spróbować sił w roli eksperta. To coś, co zawsze mi się podobało, a ponadto w tym zawodzie nigdy nie doświadczasz porażki.
Fabio Capello za:calciomercato.com

Jerzy Dudek wierzy w obecny Liverpool

Jerzy Dudek wierzy w obecny Liverpool
Mam wrażenie, że Liverpool jeszcze przed spotkaniem znalazł się w położeniu, w którym czuje się najlepiej. Nie jest faworytem. Każdy kolejny wygrany mecz jest i niespodzianką, i powodem do dumy. Od Barcelony, Realu czy Bayernu w każdym sezonie wymaga się gry w półfinale Ligi Mistrzów. W The Reds tego nie ma. Wszyscy wiedzą, że to drużyna w budowie. Przypomina mi ona naszą z 2005 roku. Wówczas też prawie zawsze graliśmy w roli – jak to mówią Anglicy – underdoga, tego słabszego. Nasz sukces może zainspirować obecny zespół. Gdyby udało się go powtórzyć, byłoby to coś wyjątkowego.
Jerzy Dudek za:Przegląd Sportowy
reklama