Bóg, który nie może zasiąść na piłkarskim Olimpie

Kiedy dokładnie 11 lat temu, w 28. minucie meczu między Barceloną a Getafe (rozgrywanego w ramach półfinału Króla na Camp Nou), Leo Messi wpakował piłkę do bramki przeciwnika, 53 599 kibiców zasiadających na trybunach było pewnych jednego – właśnie narodził się nowy Maradona. Dokładnie tak, jak legendarny Diego podczas spotkania Argentyny z Anglią w finałach MŚ 1986, jego młodszy rodak ruszył z połowy boiska, mijając kilku rywali i kładąc na ziemię bramkarza, by potem dopełnić jedynie formalności. Od tamtego momentu minęła już jednak ponad dekada, a w pokaźnej kolekcji trofeów LM10 dalej brakuje złotego krążka przyznawanego za zwycięstwo w finale najważniejszej imprezy w futbolu reprezentacyjnym. Czy stan ten ulegnie zmianie 15 lipca, kiedy rozegrany zostanie ostatni mecz rosyjskiego mundialu? Prawie na pewno nie.

Dlaczego „prawie”? Ponieważ piłka nożna, jak chyba każdy sport na świecie, ma to do siebie, że potrafią w niej zadziać się czasami rzeczy, które pozornie nastąpić nigdy nie mogły. Zawsze trzeba liczyć się z tym, że Dawid zdoła w jakiś nieprawdopodobny sposób zwalić z nóg Goliata. A zatem w kraju naszych wschodnich sąsiadów na przełomie czerwca i lipca teoretycznie może dojść do czegoś podobnego, choć niekoniecznie w roli biblijnego króla musi wystąpić Messi. Zwłaszcza, że w meczach reprezentacji na wielkich turniejach często nie przypomina w niczym samego z siebie z większości pojedynków, w których uczestniczy z Barceloną. Portugalia jednak też nie była stawiana w roli faworyta do wygrania Euro 2018, a dokonała tego, więc zawsze jakieś nadzieje kibice Argentyny mogą mieć.

Obecni mistrzowie Starego Kontynentu sięgnęli po ten tytuł w głównej mierze dzięki swojemu liderowi i największemu przeciwnikowi Leo od lat – Cristaino Ronaldo. Faktem jest, że w decydującym meczu turnieju z Francją zszedł on z placu gry po zaledwie 25 minutach gry z powodu kontuzji. Później jednak zasiadł na ławce rezerwowych i dyrygował grą kolegów z drużyny, nie bacząc na to, że obok niego stał prawdziwy trener „Selecao”, czyli Fernando Santos. Podskakiwał, machał rękoma, krzyczał. Krótko mówiąc – przeżywał niesamowicie to, co działo się na murawie. Czy ktoś wyobraża sobie Messiego robiącego podobne rzeczy? No właśnie…

Argentyńczyk jest tak samo wybitnym graczem co Ronaldo, ale zupełnie innym pod względem mentalności. Można nawet powiedzieć, że gorszym. Nie jest równie (a więc – chorobliwie) ambitnym zawodnikiem i można to było już niejednokrotnie zaobserwować. Ostatni raz wcale nie tak dawno, bo w zeszłym tygodniu, kiedy „Barca” traciła kolejne bramki w meczu rewanżowym z Romą. Messi stał ze spuszczoną głową i patrzył, jak rzymianie zamykają jego ekipie drogę prowadzącą do półfinału Ligi Mistrzów. Dzień później ten sam los mógł spotkać Real, ale ostatecznie „Los Balncos” uciekli spod topora, gdyż z opresji wybawił kolegów oczywiście Cristiano. Zdobywając gola z rzutu karnego w doliczonym czasie gry, ale – przede wszystkim – nieustannie motywując partnerów do walki z Juventusem.

Ktoś powie, że klaskanie i krzyczenie na pozostałych piłkarzy „Królewskich” było jedynie zagraniem pod publiczkę. Może rzeczywiście, ale to potrafi pomóc. Jeśli ktoś widzi, że lider zespołu, choć może wewnątrz czuje się bezradny, dalej zachęca do gry, to na pewno łatwiej wtedy uwierzyć w końcowy sukces. Gdy jednak zobaczą u niego taką bezradność i niechęć, jak u Messiego w stolicy Włoch, będzie im niezwykle trudno odwrócić losy spotkania.

Na wstępie napisałem, że prawie na pewno Argentyna nie zostanie nowym mistrzem globu. Tak, ponieważ jest ona zbyt uzależniona od Messiego, który już teraz, co było widać doskonale w dwumeczu z Romą, jest bardzo mocno wyeksploatowany fizycznie, a do tego, jak już było wspomniane, często nie potrafi (szczególnie grając w drużynie narodowej) zachować się tak, jak na prawdziwego lidera przystało. Co prawda to on właśnie zapewnił Argentynie awans do najbliższych mistrzostw świata, pokonując praktycznie w pojedynkę Ekwador, ale w Rosji będzie musiał radzić sobie z lepszymi zespołami. Może jeszcze nie w grupie, ale już na pewno w fazie play-off. Jak to wyglądało na poprzednich kilku mundialach z udziałem Leo – wszyscy doskonale wiemy. Albo był kompletnie bezradny, albo błyszczał jedynie w spotkaniach ze słabeuszami.

Z tego powodu najprawdopodobniej Messi na zawsze pozostanie genialnym piłkarzem, który nigdy nie zdołał zdobyć złotego medalu w najważniejszej imprezie futbolowego czterolecia. Ronaldo zapewne też, choć wydaje się, że akurat Portugalia ma większe szanse na sprawienie niespodzianki, a poza tym „Cris” wygrał mistrzostwa Europy, podczas gdy as Barcelony ani razu nie triumfował w Copa América. Szkoda, bo 18 kwietnia 2007 r. naprawdę wydawało się, że „nowy Maradona” powtórzy osiągnięcie tego prawdziwego i na piłkarskim Olimpie zasiądzie nowy Bóg.

Grafika pobrana z www.foxsportsasia.com

reklama

Zdjęcie, które rozwaliło system

Zdjęcie, które rozwaliło system

Kecbaia nowym trenerem Legii?

Kecbaia nowym trenerem Legii?
Według informacji radia "Zapinamy pasy" Legia złożyła już propozycję pracy gruzińskiemu trenerowi Temurowi Kecbaii. Kecbaia miał wyrazić chęć poprowadzenia warszawskiej drużyny i jest poważnym kandydatem do zastąpienia Deana Klafurica. Jak wygląda kariera trenerska Gruzina? Na początku przez pięć lat prowadził cypryjski Anorthosis Famagusta, a następnie został szkoleniowcem Olympiakosu Pireus. W latach 2009-20014 pracował jako trener reprezentacji Gruzji. Następnie był szkoleniowcem Apoelu FC (2015-2016), AEK Ateny (2016), a ostatnio prowadził FK Orenburg.
za:zapinamypasy.pl

Bielik nie zapomniał o swoim pierwszym klubie

Bielik nie zapomniał o swoim pierwszym klubie
Wychowanek Górnika Konin, a obecnie piłkarz Arsenalu - Krystian Bielik ufundował drużynom juniorskim klubu z Konina część sprzętu sportowego.
za:gornikkonin.pl
reklama

Toaleta na nowym stadionie w Wołgogradzie

Toaleta na nowym stadionie w Wołgogradzie

Polonia sprzedaje koszulki w stylu retro

Polonia sprzedaje koszulki w stylu retro

Andre Gomes znokautował rywala

Jedna z akcji z wczorajszego meczu Celty z Barceloną. Co za precyzja Andre Gomesa! ;)
reklama