Bez Cudowania: Mugolscy "The Potters"

J.K.Rowling tworząc kultowy cykl książek o Harry'm Potterze wymyśliła termin "mugole". W książkach, czy też filmach opowiadających o najsłynniejszym czarodzieju w XXI wieku, termin ten oznacza człowieka pozamagicznego, według czarodziejów - kogoś zwyczajnego. Kogoś, kogo umiejętności są znikome, bądź też praktycznie zerowe. Czyli kogoś takiego, jak zespół Stoke City w sezonie 2017/18 Premier League.

Dlaczego o tym piszę? Bowiem zespół z Britannia Stadium - nazywany potocznie Garncarzami (ang. "The Potters" - i tutaj pojawia się konotacja ze słynną sagą o HP) przez zmierzające do końca rozgrywki prezentował się żenująco słabo. Nikt jednak nie spodziewał się, że w końcu sezon 17/18 spełni życzenie wszystkich i jako jeden z najbardziej znienawidzonych klubów na wyspach opuści szeregi elity.

Dlaczego znienawidzony? Kibice pozostałych drużyn angielskiej ekstraklasy pamiętają ostatnią dekadę Stoke w Premier League. Po awansie w 2008 roku ekipa prowadzona wówczas przez Tony'ego Pulisa stała się symbolem siermiężnego, typowo brytyjskiego futbolu. Cała stawka zespołów najchętniej unikałaby wówczas starć z drużyną, której główną bronią były...mocne wyrzuty z autu w wykonaniu byłego oszczepnika Rory'ego Delapa. Archaiczny futbol proponowany przez lata przez Garncarzy deprymował oponentów. Legendy o zimnych, deszczowych, popołudniach w Stoke zaczęły krążyć nie tylko w Anglii, ale i w całej Europie. 

Niezbyt skomplikowany sposób budowania zespołu przez Pulisa zdawał egzamin i przez kolejne lata zajmował on bezpieczne lokaty w środku tabeli. Jednak w 2013 roku zarząd klubu uznał za warunek konieczny wskoczenie o półkę wyżej. Zatrudniono Marka Hughesa, który przez trzy lata plasował klub na dziewiątym miejscu i wówczas w ubiegłym sezonie po zdobyciu zaledwie 13. pozycji w ligowej tabeli coś pękło.

Lawinę nieszczęść związaną ze Stoke City rozpoczęło odejście Marko Arnautovicia. Austriak, postać absolutnie fundamentalna, zdecydował się na ucieczkę do West Hamu, będąc świadomym, że tłuste lata na Britannia Stadium to już raczej przeszłość. Drużyna, które przecież przez chwilę miała w swoich szeregach aż czterech byłych zdobywców Ligi Mistrzów (Bojan Krkić, Xherdan Shaqiri, Marko Arnautović, Ibrahim Afellay) popadała w co raz to większy marazm. Tworzenie na siłę ekipy zdolnej do walki o top 7 zakończyło się fiaskiem. 

Dekada, którą domknie kończący się sezon, a którą spędzili w Premier League "The Potters" to okres trudny, dziwny, różny. Na samym jej początku Stoke City głównie starało się przeszkadzać rywalom, co ostatecznie przynosiło pożądany efekt. Krótko mówiąc - na Britannia Stadium była sobie drużyna, nie najgorsza, która po swojemu utrzymywała się w lidze, nie raz robiąc psikusa możniejszym ligi. 

Właścicielom klubu zachciało się jednak "czarować" i szybko okazało się, że to nie ta para kaloszy. Tak jak mugole z Harry'ego Pottera, tak Garncarze- nomen omen - "The Potters" nie potrafili przeskoczyć pewnego poziomu ostatecznie stając się symbolem beznadziei. 

Zmiana trenera w tym sezonie nie pomogła. Paul Lambert nie stał się czarodziejem i nie nauczył nagle wygrywać swoich podopiecznych. Podopiecznych, których będzie brakowało w Premier League tylko...postronnym kibicom. Symbol nijakości, symbol przeciętności i symbol wietrznych, deszczowych wieczorów na Britannia Stadium. Jednych z takich, o których mówi się: " ale by siadło takie Stoke z West Bromem". 

No to siądzie. W Championship. Postara się o to także West Brom, któremu w utrzymaniu też nie pomoże żadne "Hokus pokus".

Filip Macuda

reklama

Michał Pazdan wpadł na wesele

Michał Pazdan wpadł na wesele

Michy Batshuayi też modli się za Sir Alexa

Michy Batshuayi
@mbatshuayi
21:23 • 05 May 2018
Sir Alex 😢🙏🏾 wishing him well @ManUtd
źródło:twitter.com

Tragiczna statystyka Situma w meczu z Wisłą Płock

Tragiczna statystyka Situma w meczu z Wisłą Płock
reklama

Valverde nie przejmuje się brakiem szpaleru

Valverde nie przejmuje się brakiem szpaleru
Szpaler? Dużo o tym rozmawialiśmy, ale już nie przywiązujemy do tego zbyt dużej uwagi. Nie uważam, że brak szpaleru to brak szacunku. Za dużo hałasu jest na ten temat. Zrobiło się głośno o czymś, co pod koniec dnia i tak nie będzie ważne.
Ernesto Valverde za:espn.co.uk

Główka Gaspara w meczu z Valencią

1:0 dla Villarreal w meczu z Valencią.

Douglas Costa do Dybali i 3:1 dla Juve

Juventus długo męczył się z Bologną, ale jak już padła pierwsza bramka to po chwili zaczęły wpadać następne. 3:1!
reklama