Mundialowy Macuda #23: Era PoZlatańska

Wydawało się,że po zakończeniu reprezentacyjnej kariery przez Zlatana Ibrahimovicia reprezentację Szwecji czekają trudne czasy posuchy. Nieoczekiwanie reprezentacja "Trzech Koron" najpierw bardzo dobrze radziła sobie w eliminacyjnej grupie, a następnie po barażach pokonała Włochów i podobnie jak Polska po dwunastu latach wraca na Mistrzostwa Świata. W Rosji zespół Janne Anderssona także chce sprawić nie jedną niespodziankę.

Nastroje w Szwecji po losowaniu eliminacji Mundialu nie były najlepsze. Francja, Holandia, Bułgaria, Białoruś i Luksemburg wydawał się być zestawem bardzo wymagającym. Mimo niedowiarków "Trzy Korony" potrafiły urwać punkty zarówno "Les Blues", jak i "Oranje", a w ostatecznym rozrachunku zająć drugie miejsce w grupie ustępując tylko wicemistrzom Europy. Holendrzy przegrali ze Szwedami bilansem bramek walkę o baraże. Baraże, które także postanowiły nie oszczędzać Skandynawów. Los przydzielił im bowiem Włochów, więc drużynę, bez której trudno wyobrazić sobie Mistrzostwa Świata. A jednak. W pierwszym meczu rozgrywanym w Sztokholmie bramka Jakoba Johanssona dała gospodarzom bezcenną wygraną 1:0 i przewagę, której - mimo starań Italii - w Mediolanie nie udało się roztrwonić. Strzelec gola został poniekąd bohaterem ze łzami w oczach. W rewanżowym starciu doznał bowiem kontuzji wykluczającej go z występu na rosyjskim turnieju.

Sam fakt wyrzucenia za burtę Włochów (ostatni raz Azurrich na Mundialu nie było w 1958 roku!) musi budzić respekt, ale Szwedzi zapowiadają że to dopiero początek. Wygląda na to, że Skandynawowie szybko oswoili się z brakiem Zlatana Ibrahimovicia i ze zbieraniny piłkarzy grających pod "Ibrę" stali się prawdziwym, dobrze skonsolidowanym zespołem, groźnym dla absolutnie każdego. W Sztokholmie, czy Malmoe nieśmiało mówi się nawet o tym, że przy odrobinie szczęścia i odpowiedniej koncentracji Szwedzi mogą być czarnym koniem turnieju. Analizując sytuację "Trzech Koron" można dojść do wniosku, że jest w tym ziarno prawdy. 

Szwedzi przeżywają swój pierwszy turniej o Mistrzostwo Świata od dwunastu lat co sprawia, że nawet będący z natury ludźmi pozbawionymi emocji, o kamiennych twarzach, szwedzcy kibice zdają się zarażać optymizmem. Trudno się dziwić. Szwecja jest wbrew pozorom bardzo piłkarską nacją, bowiem w swojej historii zdobyli aż trzy medale światowego czempionatu. Ostatni jednak w 1994 roku na boiskach USA, kiedy fenomenalni Thomas Brolin i Martin Dahlin doprowadzili zespół do fantastycznego osiągnięcia. Można się zastanawiać, czy dziś drużyna jest tak mocna by powtórzyć wyczyn sprzed dwudziestu czterech lat, ale pewnym jest że w Rosji stawiają sobie ambitne cele.

Selekcjonerem od 2016 roku jest Janne Andersson, który na stanowisku zastąpił Erika Hamrena. O tym, że 56-letni szkoleniowiec potrafi osiągać sukcesy niech świadczy fakt, że w 2015 roku zdobył Mistrzostwo Szwecji z nieznanym szerzej IFK Norrkoping. Andersson po zakończeniu kariery przez Ibrahimovicia zmierzył się z niełatwym wyzwaniem przedefiniowania kadry narodowej. Udało się. Dzięki rozsądnym rządom udało mu się stworzyć zespół, gdzie każdy zna swoje miejsce i posłusznie wykonuje poszczególne założenia. W końcu trudno jest wskazać jedną, największą, niekwestionowaną gwiazdę, jaką przez ponad dekadę był magiczny "Ibra". Andersson opiera drużynę na doskonałe organizacji gry, ciężkiem pracy, a nie finezji poszczególnych piłkarzy. 

Pewne schematy z przeszłości pozostały jednak niezmienne. Szwedzkie myślenie nadal opiera się na strategii: najpierw nie stracić, później martwić się z przodu. Reprezentacja "Trzech Koron" najsolidniej wygląda właśnie w tylnich formacjach. Defensywa kierowana przez kapitana Andreasa Granqvista, wspomaganego przez Viktora Lindelofa potrafiła w eliminacjach skutecznie odbierać napór włoskiej ofensywy, ale i pomarańczowej szarańczy kadry Holandii. Zarówno 33-letni Granqvist, jak i o dziewięć lat młodszy Lindelof nie przebierają w środkach i wyznają zasadę: piłka przejść może, przeciwnik już nie. Szwedzi to drwale. Chłopi na skwał, o czym niech świadczy średnia wzrostu szwedzkich obrońców wynosząca 187 cm wzrostu i tak zaniżana przez bocznych defensorów - Augustinssona (181) i Olssona (177). Dodatkowo w eliminacjach dobrze spisywał się bramkarz "Trzech Koron" Robin Olsen, który w bramce zmienił ikonicznego w Szwecji Andresa Issaksona. Golkiper Kopenhagi, mimo 28 lat na karku, może należeć do największych bramkarskich odkryć turnieju.

Jeżeli jednak szukać największej gwiazdy szwedzkiego futbolu znajdziemy ją na lewym skrzydle. Emil Forsberg od dwóch lat występuje w RB Lipsk, gdzie jest absolutnie kluczową postacią zespołu spod znaku byka. Od formy 27-latka na Mundialu sporo będzie zależało, tym bardziej, że na Mundial nie jedzie wspominany już Jakob Johansson. Mówi się zresztą, że dobry Mundial może otworzyć Forsbergowi drzwi do wymarzonej Premier League, bowiem usługami skrzydłowego zainteresowany był Arsenal. Środek pola tworzą dwaj doświadczeni zawodnicy - 28-letni Albin Ekdal i 33-letni Sebastian Larsson, którzy z niejednego piłkarskiego pieca chleb jedli.

Nieco gorzej sytuacja wygląda w ataku. Wiekowi napastnicy Ola Toivonen i Marcus Berg (obaj po 32 lata) nie są snajperami, którzy zapewniają dużą ilość bramek. Ten drugi co prawda w eliminacjach zdobył aż osiem goli, ale trudno uważać, by po średnim sezonie w...Al-Ain był gwiazdą Mundialu. Dodatkowo owe bramki Berg zdobywał w starciach ze słabymi rywalami. Toivonen również ma za sobą trudny sezon w Tuluzie, gdzie był głównie rezerwowym. Cała nadzieja w Johnie Guidettim powoli stającym się niespełnionym talentem szwedzkiego futbolu.

Paradoksalnie zliczając plusy i minusy przy reprezentacji Szwecji dostrzec można więcej tych pierwszych. Grupa, którą wylosowali 1 grudnia na Kremlu, jest w ich zasięgu. Mundial rozpoczną 18 czerwca starciem z Koreą Południową i to właśnie starcie z Azjatami będzie kluczowym dla trenera Anderssona. Meksykanie również nie są drużyną przed którą Skandynawowie mówiąc kolokwialnie pękną. 
Atutem Szwedów jest to, że tak naprawdę nic nie muszą. W przedmundialowych prognozach znacznie więcej miejsca poświęca się innym reprezentacjom, Szwecję traktując nieco z przymrużeniem oka. Może być to znakomita okazja do zaatakowania z drugiego szeregu i stania się może nie czarnym koniem, ale zespołem, który jeżeli ktoś zlekceważy, zostanie srogo ukarany. Trudno liczyć, że nagle Forsberg i spółka dojdą do półfinału i podbiją serca kibiców na całym świecie, ale wyjście z grupy nie będzie niespodzianką. Później może się zdarzyć wszystko...

Filip Macuda

reklama

Piękny gol Zidane'a w meczu legend

Legendarny skład Francji z MŚ 98 prowadzi z drużyną FIFA 98 2-1 dzięki przepięknej bramce Zinedine Zidane'a z rzutu wolnego! Wcześniej gole zdobywali Fernando Morientes i Thierry Henry.

Wiadomość Krychowiaka do Marcina Kamińskiego

Wiadomość Krychowiaka do Marcina Kamińskiego
Cieszy powrot Kamila Glika bo jest kluczowym graczem tej kadry, ale nie ukrywam ze jest mi tak poprostu szkoda. Zaslugiwałeś na ten wyjazd jak 23 zawodników którzy jadą do Rosji. Chciałbym Ci podziękować za profesjonalne podejście w delikatnej dla Ciebie sytuacji. Trzymaj się Kamyk!
Grzegorz Krychowiak za:instagram.com/grzegorz.krychowiak

Reprezentanci Polski pożegnani przed meczem z Litwą

Reprezentanci Polski pożegnani przed meczem z Litwą
Przed meczem z Litwą odbyła się mała ceremonia, podczas której Zbigniew Boniek pożegnał byłych reprezentantów Polski - Sebastiana Milę, Pawła Brożka, Rafała Murawskiego i Arkadiusza Głowackiego!
reklama

Dwóch napastników przychodzi do Korony Kielce

Dwóch napastników przychodzi do Korony Kielce

Fryzura prawdziwego kibice Leo Messiego

Fryzura prawdziwego kibice Leo Messiego

Lewandowski wyrównał kolejny rekord

Lewandowski wyrównał kolejny rekord
reklama