Beneluksańska katastrofa. Czarny czwartek polskich klubów w Lidze Europy

Ten, kto spędził pucharowy czwartek z polskimi zespołami grającymi w 3. rundzie eliminacji Ligi Europy, z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej podupadał na zdrowiu, aż ostatecznie mogło się to dla niego skończyć natychmiastową wizytą na SOR-ze.

Pierwsi na boisko wyszli piłkarze Jagiellonii. Ekipa z Podlasia zmierzyła się z belgijskim Gentem na stadionie miejskim w Białymstoku. Po wyeliminowaniu Rio Ave większość kibiców zasiadających na obiekcie przy ul. Słonecznej, z optymizmem podchodziła do starcia z 4. drużyną poprzedniego sezonu Pro Jupile League. Oglądając grę podopiecznych Ireneusza Mamrota można było odnieść wrażenie, że priorytetem jest niestracenie bramki. Z kolei w ofensywie po cichu liczyli na to, że uda się powtórzyć numer z meczu z Portugalczykami, kiedy to Mateusz Machaj zapewnił swojej drużynie skromne, acz bardzo cenne, jednobramkowe zwycięstwo po błędzie rywali. "Jaga" mogła upatrywać swoich szans w dość kiepskiej tego dnia formie bramkarza Gentu, Colina Coosemansa. 26-latek kilka razy interweniował bardzo niepewnie, wypuszczając piłkę z rąk, w wydawałoby się, niezwykle prostych sytuacjach.

Lekki ból brzucha

Niestety wicemistrzowie Polski nie potrafili wykorzystać niezdecydowania belgijskiego bramkarza. Jeśli już nadarzyła się jakaś okazja do strzelenia gola, podstawowym problemem okazała się skuteczność. Tak po prawdzie to gracze "Jagi" nie stworzyli sobie zbyt wielu szans, a ich ataki napędzane przez Arvydasa Novikovasa nie zrobiły żadnego wrażenia na zespole z Gandawy. Zawodnicy prowadzeni przez Yves’a Vanderhaeghe'a skutecznie je neutralizowali, a sami skrzętnie realizowali swój plan, który polegał na zdobyciu bramki. W 85. minucie dopięli swego, kiedy zabójczy kontratak, poprzedzony szybką wymianą piłki pomiędzy Jeanem Dompe, a Jonathanem Davidem, sfinalizował ten drugi, pokonując na raty Mariana Kelemena. Belgowie wygrali spotkanie 1:0 i ze znakomitą zaliczką przystąpią do czwartkowego meczu rewanżowego w Gandawie. Po spotkaniu klubu z Białegostoku można było zacząć odczuwać lekki ból brzucha i niedosyt, bowiem bezbramkowy remis, a, przy odrobinie szczęścia, może nawet i skromne zwycięstwo – to były wyniki – jak najbardziej w zasięgu podopiecznych Mamrota.

Wymioty i biegunka

Kolejną piłkarską ucztą miała być rywalizacja Genku, a więc następnego przedstawiciela Beneluksu, z Lechem Poznań. Oglądając popisy "Kolejorza" można było nabawić się niestrawności oraz wszelkich efektów z nią związanych. Zawodnicy Ivana Djurdjevicia pojechali do Belgii jak na ścięcie i pogodzili się z porażką, zanim mecz rozpoczął się na dobre. Polegli bezdyskusyjnie z ekipą dobrze zorganizowaną i przeprowadzającą dynamiczne ataki za pomocą szybkich skrzydłowych. Pozuelo w środku pola świetnie regulował tempo gry, a Ruslan Malinovsky zaprezentował swoje walory poprzez atomową siłę strzału. O jego mocy przekonał się Jasmin Burić. Bośniak tuż przed przerwą po raz pierwszy wyciągał piłkę z siatki, po piekielnie mocnym uderzeniu Ukraińca. W 56. minucie tanzański napastnik, Mbwana Samatta, trafił do bramki po raz drugi i było jasne, że Lech już nie podniesie się z kolan. W szeregach Lechitów bardzo brakowało Pedro Tiby, pauzującego za żółte kartki. Bez portugalskiego pomocnika, który  znakomicie wprowadził się do zespołu w poprzednich spotkaniach, gra ofensywna "Kolejorza" kulała. Osamotniony Gytkjaer nie miał żadnego wsparcia wśród poznańskich pomocników, a Darko Jevtić był cieniem samego siebie. Lech zagrał bardzo słabe zawody i gdyby nie słupek i poprzeczka Dieumerci Ndongali oraz Pozuelo wyjeżdżałby z Belgii z bagażem co najmniej 4 goli!

Karetką na SOR

Na deser zostawiłem sobie konfrontację Legii Warszawa z F91 Dudelange. Ciężko znaleźć słowa, którymi można by opisać, to co wydarzyło się wczoraj na Łazienkowskiej. Mistrz Polski rozegrał jedno z najgorszych spotkań w swojej ponad 100-letniej historii. Porażka "Wojskowych" 1:2 z półamatorami z ligi Luksemburga, w którym żyje około 600 tys. mieszkańców, jest wydarzeniem bez precedensu. Po ubiegłosezonowej pucharowej klęsce i odpadnięciu z Kazachami i Mołdawianami, przyszedł czas na oklep od zespołu plasującego się na... 173 miejscu w klubowym rankingu UEFA. Luksemburczycy na tle mistrzów Polski wyglądali jak drużyna profesjonalistów mierząca się z... amatorami z Warszawy. Należy podkreślić fakt, ze ekipa z Beneluksu dotychczas na wyjazdach potrafiła ograć tylko kluby z San Marino i Andory. Zatem nie ulega żadnej wątpliwości, że zwycięstwo z Legią na Łazienkowskiej jest ich największym pucharowym sukcesem w historii.

Natomiast dla mistrza Polski porażka to cios poniżej pasa i upokorzenie, jakiego zespół ze stolicy w swojej 102-letniej historii jeszcze nigdy nie zaznał. W Legii od co najmniej 2 lat dzieje się źle i klub spada coraz niżej w hierarchii UEFA. W gabinecie prezesa Dariusza Mioduskiego panuje obecnie ogromny chaos, a temperatura osiąga już prawie stan wrzenia. Hurtowe zatrudnianie trenerskich żółtodziobów, a następnie ich zwalnianie, jest znakiem firmowym "Wojskowych" na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Dodatkowo ciężko zrozumieć fakt, jak można popsuć formę snajperów wyborowych, a więc Carlitosa i Kante, którzy w poprzednich zespołach byli gwiazdami, błyszcząc w niemal każdym meczu na ligowym podwórku. Po przyjściu do ekipy z Mazowsza zatracili gdzieś swoją dynamikę i przebojowość. Wtopili się do "jedenastki" "Wojskowych", prezentując wspólnie wyjątkową nieporadność i beznadziejny poziom sportowy. Wczorajszy, honorowy gol Hiszpana wynikał wyłącznie z błędów popełnionych przez rywala.

Trudno uniknąć refleksji, ale jak to możliwe, że mając kadrę złożoną na papierze z naprawdę całkiem dobrych zawodników, można ją było całkowicie rozłożyć na łopatki. Dodatkowo zdumiewa fakt, że we wczorajszym spotkaniu Aleksandar Vuković wystawił na lewej obronie nominalnego... pomocnika, Dominika Nagy'a. Węgier miał bardzo duży udział w stracie pierwszej bramki i przez cały mecz był niemiłosiernie ogrywany na skrzydle przez niezwykle gibkich i szybkich Luksemburczyków.

Kolejnym znamiennym faktem, dopełniającym klęskę Legii, jest prędkość i zwrotność środkowych obrońców – Iniaki Astiza (dostał czerwoną kartkę po faulu na Luksemburczyku, wychodzącym sam na sam z Malarzem) i Mateusza Żyry. W pojedynkach szybkościowych z Patrickiem Stumpfem i super-snajperem Davidem Turpelem  (aż 33 bramki w poprzednim sezonie) nie mieli żadnych szans. Polscy stoperzy poruszali się jak słonie w składzie porcelany. Można tak powiedzieć o większości zawodników Legii, których przygotowanie motoryczne, fizyczne i taktyczne jest w opłakanym stanie.

Podsumowując, gdy po spotkaniu "Jagi" można było dostać lekkiego bólu brzucha, to już po Lechu ostrej biegunki i wymiotów, natomiast po obejrzeniu Legii nie mogło się to inaczej skończyć niż zabraniem pacjenta karetką prosto sprzed telewizora na ostry dyżur. Czarny pucharowy czwartek polskich zespołów był dla kibica jednym z największych koszmarów w historii. I chyba byłoby lepiej, gdyby przysłowiowy "Janusz" nie zdecydował się oglądać wczorajszych "popisów" polskich drużyn. Byłby w dobrej kondycji zdrowotnej, bez żadnych problemów żołądkowych i kardiologicznych.

 

Dominik Lenart

reklama

Matthias Sammer ostrzega ''Lewego''

Matthias Sammer ostrzega ''Lewego''
Od dłuższego czasu Lewandowski nie był w stanie skupić się na sobie, przestał być nietykalny i niezniszczalny – tak wewnętrznie jak i na zewnątrz. Z rezultacie zawsze brakował mu tych 2-3 procent. I teraz, jeśli nie zaakceptuje decyzji klubu, jeśli nie skoncentruje się w pełni, to nie wydobędzie znowu tego potencjału, jaki posiada.
Matthias Sammer za:espnfc.com

Łobodziński efektownie wkręcił w ziemię Stolarskiego

Pele stawia na Liverpool

Pele stawia na Liverpool
Dzisiaj startuje nowy sezon Premier League. Jak myślicie kto zdobędzie mistrzostwo? Według mnie to będzie sezon Liverpoolu, Alissona i Firmino.
Pele za:Twitter
reklama

Piękne, techniczne uderzenie Lipskiego

Ale to zmieścił! 2:0 dla Lechii!

UEFA znowu ukarała Legię Warszawa

UEFA znowu ukarała Legię Warszawa
Komisja Dyscyplinarna UEFA ukarała Legię Warszawa za zachowanie kibiców podczas wyjazdowego meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów z FC Spartak Trnava. Na Legię nałożono karę w wysokości 60 tys. euro (ok. 258 tys. zł) oraz zakaz udziału zorganizowanych grup kibiców na jeden mecz wyjazdowy w rozgrywkach europejskich.
za:90minut.pl

Skład Wisły Płock na mecz z Wisłą Kraków

Skład Wisły Płock na mecz z Wisłą Kraków
reklama