Brew Ancelottiego wskazuje drogę Neapolowi

Narzekacie na wyniki letnich meczów towarzyskich? Żuję spokojnie gumę i pracuję dalej. Nie ma wielkich transferów wyzwalających radość i powszechny entuzjazm? Podnoszę wysoko brew, patrzę na kadrę pełną utalentowanych piłkarzy i robię swoje. W Neapolu powietrze jest wyjątkowo ciężkie, ale Carlo wkłada jeden ze swoich dobrych garniturów i jedzie do Rzymu wygrać z miejscowym Lazio już na samym starcie. Bo w świecie Ancelottiego najgłośniej śmieją się ci, którzy najwyżej podnoszą brew. A w tej konkurencji mocno doświadczony futbolem Włoch nie ma sobie równych.

Oczywiście wielką zbrodnią byłoby wyciąganie konstruktywnych wniosków już po pierwszej kolejce ligowej. Na razie można sobie pozwolić jedynie na nieśmiałe zwrócenie uwagi, że powracający do Italii z długiej emigracji Ancelotti, naprawdę jest fachowcem jakich mało i w każdej sytuacji należy brać na poważnie sportowe projekty firmowane jego nazwiskiem. Letnie mecze towarzyskie rozczarowały i Carlo był już przez wielu tifosich gotowany na wolnym ogniu w garnku jakiejś neapolitańskiej knajpy. Wystarczył jednak mecz z zawsze groźnym (tym bardziej, że grającym u siebie na Olimpico) Lazio i wszystkim w Neapolu zrobiło się jakby lżej. Okazało się, że mimo wszystko Napoli nie zapomniało jak się wygrywa, a spisywany powoli na straty dinozaur Carlo udowodnił, że wciąż jest w stanie złowieszczo kłapać paszczą.

I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno pod Wezuwiuszem rozczarowanie mieszało się z drwinami. Śmiano się z Ancelottiego, że zamienił się na role z klubową sekretarką i na początku lata po kolei obdzwaniał wszystkich swoich nowych piłkarzy. Jakby spodziewając się ubogiego mercato Napoli, stary lis chciał się przynajmniej zabezpieczyć i przekonać swoje największe skarby do pozostania na pokładzie. Dworowano sobie z niego, kiedy na pytanie dziennikarza o nowego piłkarza w zespole, Kevina Malcuita, nie wiedział w pierwszym momencie o kogo chodzi. W zupełnie bezceremonialny sposób odstawiono Ancelottiego do lamusa i postawiono na nim krzyżyk. Piłkarze jeszcze nie zdążyli dobrze postawić stopy na boisku, a już usychano z tęsknoty za Maurizio Sarrim…

Wszechogarniający pesymizm przybierał na sile. Poczucie, jeśli nie osłabienia, to przynajmniej braku nawiązania walki w corocznym wyścigu zbrojeń z innymi wielkimi rywalami, dobijało i wpędzało środowisko w dziwne o tej porze roku odrętwienie. Oczywiście spodziewano się, że cykl Sarriego być może zamknie się odejściem jego najwierniejszych wykonawców, ale liczono jednocześnie, że magia nazwiska Ancelottiego przyciągnie kilka naprawdę znaczących postaci. W marzeniach niektórych, postaci nawet na miarę Cristiano Ronaldo, którego przecież Ancelotti miał pod swoimi skrzydłami w czasie pięknej przygody w Realu Madryt. Nic takiego się nie stało, bo Napoli nie po raz pierwszy postawiło na pragmatyzm i dyskretną funkcjonalność świeżo sprowadzonych graczy. Przyzwyczajony do najbardziej luksusowych „towarów” Ancelotti przeczekał natomiast spokojnie burzliwy okres i postanowił inteligentnie wykorzystać wypróbowany wcześniej moduł. Być może na to liczył sam właściciel Aurelio De Laurentiis, który narzekał głównie na jeden aspekt pracy poprzedniego trenera – brak trofeów. Ancelotti postanowił sprytnie wziąć na warsztat gotową strukturę i dodać do niej błysk zwycięskiego geniuszu. Nie ma wątpliwości, iż w kolejnych spotkaniach coraz wyraźniej będą wyzierać jego autorskie pomysły i dopiero wtedy będzie można coraz śmielej pisać o ‘Napoli made by Ancelotti’.

Czy to wygląda na ostatnie wielkie klubowe wyzwanie w karierze Carlo? Niewykluczone. Tym bardziej możemy być dumni, że w centralnym miejscu swojego planu pragnie umieścić Arka Milika i już teraz nie boi się porównywać go do jednego ze swoich genialnych podopiecznych z czasów Milanu, Andrija Szewczenki. Zyskanie zaufania ze strony Ancelottiego jest nobilitujące i zachęcające do jeszcze cięższej pracy. To również dodatkowy plus na wstępie do sezonu, który dla polskiego napastnika ma być wreszcie wolny od poważnych kontuzji. Czy przełomowy sezon dla Milika zbiegnie się z przełamaniem Napoli w decydującym momencie, wytrzymaniem presji i realną walką o tytuł? Wysoko podniesiona brew Carletto wyznaczy zespołowi kierunek. W miejscach w których Carlo miał okazję już pracować, zawsze tak było. Kibice Napoli przypominają sobie o tym, zaczynają marzyć i z nadzieją wpatrują się w bezstresowe oblicze trenera.

Radek Koc

reklama

Lewy bez kontraktu

Lewy bez kontraktu

To już 9-ty sezon Lewego

To już 9-ty sezon Lewego

Piłkarz Lecha podsumował Ekstraklasę

Piłkarz Lecha podsumował Ekstraklasę
reklama

Piłkarz Lyonu nie cieszył się ze zdobytej bramki

Piłkarz Lyonu nie cieszył się ze zdobytej bramki

Kobieca reprezentacja Japonii U-20 mistrzem świata

Kobieca reprezentacja Japonii U-20 mistrzem świata

Ribery chciał zostać ekspertem od VAR-u

reklama