Roma wyprała się z serca

Kevin Strootman kilka dni temu znalazł się na pokładzie samolotu lecącego z Rzymu do Marsylii i mógłbym założyć się o spore pieniądze, że widząc oddalające się zarysy Koloseum czy watykańskich murów, ten twardy gość z okolic Rotterdamu uronił kilka łez. W niedzielę zmierzył się w swoim francuskim debiucie z Monaco i już nie było czasu na szlochy. No chyba, że mamy na myśli kibiców Romy. Oni akurat mieli powodu do płaczu, bo Strootman z miejsca został piłkarzem meczu i tylko tym jednym wyróżnieniem wpędził rzymian w jeszcze większą złość, smutek, zniechęcenie…

Ewidentnie pojawił się mocny element żalu. Po przeczytaniu wielu wpisów kibiców Romy w mediach społecznościowych można wyczuć ten typowy nastrój, który towarzyszy ci, kiedy twój klub staje się zwykłym supermarketem. Roma zamiast rywalizować z Juventusem o mistrzostwo Włoch, włącza się zatem do rozgrywki o najlepszy dyskont na terenie Włoch. Jakby na potwierdzenie tej tezy wykorzystuje nie do końca zamknięte drzwi rynku transferowego i wypycha do Francji jeden z swoich najlepszych, opatrzonych znakiem wysokiej jakości, towarów.

Nie będę szukać winnych tej sytuacji. Taczki z gnojem na razie stoją spokojnie zaparkowane w jakimś rzymskim garażu i w odpowiednim momencie na pewno zostaną wykorzystane. Nie mam zamiaru urządzać też przedwczesnego pogrzebu na starcie nowego sezonu. Tryby wewnątrz mechanizmu nowej ekipy mogą zaskoczyć w każdym momencie i nie chciałbym za kilka miesięcy wycofywać się rakiem z własnych słów.

Bez zagłębiania się w szczegóły: jeśli Roma chciała przeprowadzić małą rewolucję i jednocześnie zachować pewną wypracowaną na przestrzeni lat tożsamość grupy, to Strootman był jednych z tych ludzi, których trzeba było zatrzymać za wszelką cenę. Nie przyjmuję jednocześnie do wiadomości zarzutów, że po przeciągającej się przerwie spowodowanej ciężkimi urazami i kolejnymi operacjami, Holender nie był tym samym zawodnikiem. Nie docierają do mnie argumenty o zasadności oddania człowieka, który jak nikt inny potrafił wywalczyć sobie spory skrawek przestrzeni w sercach fanatycznych tifosich. Strootman stał się dużo bardziej dojrzałym i świadomym siebie gościem, który potrzebował jedynie zaufania. Miał możliwości, aby odpłacić za nie z nawiązką.

Po odejściu Holendra do Olympique Marsylia, grupa kibiców wywiesiła w Rzymie transparent: "Cześć piłkarzowi, który cieszy się szacunkiem wilczycy. Amerykaninie (zwracają się do właściciela klubu, Jamesa Pallotty), nasza koszulka nie jest z rodzaju tych 'użyj i wyrzuć'".

Kalwaria Holendra, jego walka o powrót do gry i ostateczne unicestwienie koszmarów to w ogóle bardzo inspirująca opowieść. Aż się chciało chłopakowi kibicować w tych jego zmaganiach. Jakakolwiek liga na świecie jest odrobinę ciekawszym miejscem, kiedy tacy piłkarze pojawiają się co tydzień na placu gry. W Serie A wszyscy na niego czekali. Obawy oczywiście też istniały. Przeciągający się, trwający bodaj dwa lata koszmar mógł przecież nadwątlić jego wiarę. Strootman jednak zaciskał zęby i walczył do upadłego. Już wtedy przemalował swoje serce na żółto-czerwone barwy. Zakochał się w klubie, który nie spisał go na straty i umożliwił powrót do uprawiania sportu na najwyższym poziomie. Strootman docenił ten gest. W ramach wdzięczności był w stanie całkowicie poświęcić się dla Romy. Chciał być przykładem na boisku i w szatni. Jeszcze pod koniec lipca z lekkim poirytowaniem oddalał kumulujące się plotki na temat jego rychłego odejścia: „ Nigdy nie rozmawiałem z nikim na ten temat. Już powiedziałem, że w zeszłym roku podpisałem nowy, 5-letni kontrakt. Jeśli wy, dziennikarze, chcecie się rozwodzić na ten temat, to już nie mój problem. Czuję się tu dobrze, jestem zadowolony i jeśli nie będą mnie chcieli stąd wyganiać, to zostanę w Romie” Czy w miesiąc po takich słowach, gość łapie za walizki i bez żalu wyjeżdża do innego kraju?

Został sprzedany. Stał się bodaj najbardziej symboliczną ofiarą szalonego i momentami nieracjonalnego mercato Romy. Jeśli napiszę, że został zdradzony, nie przesadzę. Za jakiś czas pewnie poznamy lepiej odpowiedź na pytanie: kto okazał się w tej historii największym zdrajcą. Sam Strootman został teraz zapytany o kulisy transferu i nie chciał nakreślić żadnego wyjaśnienia. To wciąż zbyt świeży i bolesny temat dla chłopaka, który poprzez swoje walory techniczne i moralne nadawał projektowi znak sensu i spójności. Strootman był jednym z ważnych filarów i Roma zburzyła go na własne życzenie. Wyprała się z serca, którego nie da się tak łatwo kupić na rynku. Ciężko się dziwić kibicom, którzy twierdzą, że ta sprzedaż jest jedną z większych głupot jakie popełnił ich klub w ostatnim czasie.

Radek Koc

reklama

19-latek z Romy nie mógł uwierzyć w powołanie

19-latek z Romy nie mógł uwierzyć w powołanie
Jak dowiedziałem się o powołaniu do reprezentacji Włoch? Oglądałem telewizję i usłyszałem, że wyczytano moje nazwisko. Nie mogłem w to uwierzyć. Zadzwoniłem do taty, a on zaczął płakać.
Nicolo Zaniolo za:@iftvofficial

Arturo Vidal odniósł kontuzję kolana

Arturo Vidal odniósł kontuzję kolana
Arturo Vidal z powodu kontuzji kolana nie dokończył treningu z reprezentacją Chile przed meczem z Japonią. Na razie nie wiadomo, jak poważny jest uraz pomocnika Barcelony.
za:Mundo Deportivo

Adam Deja nowym piłkarzem Arki

Adam Deja nowym piłkarzem Arki
Adam Deja został nowym piłkarzem Arki Gdynia. 25-letni defensywny pomocnik, który ostatnio występował w barwach Cracovii, podpisał z klubem kontrakt do 30 czerwca 2019 roku.
za:arka.gdynia.pl
reklama

Koscielny zastanawiał się nad transferem do Chin

Koscielny zastanawiał się nad transferem do Chin
Zanim w maju nabawił się kontuzji ścięgna Achillesa, Laurent Koscielny rozważał różne opcje transferowe. Pomysł odejścia z klubu pojawił się wraz z decyzją Wengera o opuszczeniu Arsenalu. Byliśmy otwarci na różne opcje, a dwie czy trzy oferty zmusiły nas do mocnego zastanowienia. Była oferta z Chin, a także opcja powrotu do Francji. Laurent nie chciał grać w innym klubie w Anglii. Od czasu oferty z Marsylii w zeszłym roku, intensywnie myślał o powrocie do Ligue 1.
Stephane Courbis, agent Koscielny'ego za:independent.co.uk

Niebo istnieje ;)

Niebo istnieje ;)

Zła atmosfera nie była powodem transferu CR7

Zła atmosfera nie była powodem transferu CR7
Nie wydaje mi się, że Cristiano Ronaldo opuścił Real Madryt z powodu problemów z kolegami czy złej atmosfery w drużynie. Każdy, kto widział jak świetna atmosfera panuje na treningach, wie, że tak jest cały dzień. Ronaldo na pewno miał swoje powody, o których nie wiemy. Może któregoś dnia je ujawni.
Alvaro Morata za:cadena ser
reklama