"Wisienki" pod wodzą Eddiego Howe'a wspaniałą dekoracją tortu Premier League

Na pierwszych pięciu miejscach Premier League w trwającym sezonie 2018/19 próżno szukać niespodzianek. Czołowe lokaty okupują zespoły, które co roku aspirują do bicia się o mistrzostwo Anglii. Jednak spoglądając na pozycję nr 6 wszyscy mogą już przecierać oczy ze zdumienia. Znajduje się na niej Bournemouth AFC, stabilny nadmorski klub pozbawiony gwiazd, którego największą siłą jest bez wątpienia osoba trenera, Eddiego Howe’a.

Doskonałe wyniki i menadżer miesiąca

Fenomenalna gra „Wisienek” w październiku – 10 punktów w 4 meczach  –  wywindowały drużynę z Vitality Stadium w górne rejony tabeli ligi angielskiej. To najlepszy start „The Cherries” od momentu awansu do elity w 2015 roku.

– Jestem bardzo dumny. Wiemy, jak jest ciężko być na tym poziomie, aby uzyskiwać dobre wyniki. Wyzwanie, z jakim się mierzysz z innymi zespołami jest bardzo silne. To był bardzo dobry miesiąc dla nas. Gracze doskonale potrafili podejść do kolejnych spotkań. To było bardzo profesjonalne. – podkreśla Eddie Howe, szkoleniowiec związany z Bournemouth niemal od 10 lat, z małym epizodem na ławce Burnley (od stycznia 2001 do października 2012).

Ostatnia porażka w ubiegły weekend z Manchesterem United 1:2 była pierwszą poniesioną przez „Wisienki” od 6 spotkań, licząc wszystkie rozgrywki. W poprzednim miesiącu podopieczni Howe’a zdobyli aż 9 goli i stracili zaledwie jedną bramkę w czterech kolejnych ligowych meczach!

Dzięki tak wyśmienitej postawie klub Artura Boruca plasuje się na wysokiej 6. pozycji w tabeli Premier League, a niespełna 41-letni menadżer „The Cherries” w nagrodę został wybrany najlepszym trenerem października, dystansując Pepa Guardiolę, Maurizio Sarriego i Chrisa Hughtona. To trzecie tego typu wyróżnienie dla Howe’a (poprzednie otrzymywał w marcu 2017 i styczniu 2018 roku).

Dobra prasa Howe'a

Angielski trener jest ceniony na Wyspach za swoją pracę już od dobrych kilku lat. Co roku w mediach na Wyspach pojawiają się spekulacje, że skromna ekipa z hrabstwa Dorset robi się dla niego za ciasna i najwyższy czas, aby zmienił otoczenie i spróbował swoich sił w znacznie mocniejszym angielskim zespole. Tymczasem Howe cały czas pozostaje szkoleniowcem AFC Bournemouth i nie bez przyczyny uznawany jest on za największą gwiazdę klubu o niezwykle sromnych możliwościach i zasobach pieniężnych, jak na standardy Premier League.

Jego kult pracy, skromność, doskonała praca z młodzieżą, wytwarzanie pozytywnej atmosfery i wydobywanie z przeciętnych zawodników nieodkrytych dotąd pokładów energii świadczą o tym, że jest to trener przez duże „T”, który długo już chyba nie zagrzeje miejsca w ekipie z hrabstwa Dorset, gdzie oprócz „Wisienek” największą popularnością cieszy się nadmorski kurort.

– Mam takie szczęście, że jest to zaangażowana grupa ludzi, którzy ciężko pracują, aby upewnić się, że są w najlepszej formie. Więc jest to nagroda dla całego klubu i jestem bardzo dumny z każdego. To jest jedność i to nie tylko z piłkarzami, ale z całym sztabem i kibicami. Myślę, że dzięki temu związek z zespołem jest silniejszy niż kiedykolwiek. Teraz musimy zadbać o to, abyśmy urośli i jest to coś, z czego jesteśmy dumni, relacje między ludźmi, rodzinna atmosfera klubu. Musimy się upewnić, że będziemy to chronić za wszelką cenę. – powiedział Howe, którego słowa są cytowane przez oficjalną stronę rozgrywek, PremierLeague.com.

Pod skrzydłami 40-letniego trenera znakomicie rozwijają się kariery wielu dotychczas anonimowych zawodników. W zespole Bournemouth największą siłą jest kolektyw, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jednym z czołowych zawodników całych rozgrywek powoli staje się filigranowy skrzydłowy Ryan Fraser (już 3 gole i 5 asyst). Ponadto za rewelację uchodzi zaledwie 21-letni ofensywny pomocnik, David Brooks (dotychczas 3 bramki), sprowadzony w lipcu z drugoligowego Sheffield United. Natomiast w ataku bryluje Callum Wilson (6 trafień i aż 4 asysty!), który doskonałymi występami na Wyspach zwrócił swoją uwagę selekcjonera reprezentacji Anglii, Garetha Southgate’a i otrzymał debiutanckie powołanie na najbliższe mecze „Synów Albionu” z USA i Chorwacją. Co więcej, 26-letni napastnik znalazł się w orbicie zainteresowań Chelsea, które oferuje za niego aż 35 mln funtów.

Howe zwraca szczególną uwagę na to, że nominacja snajpera Bournemuth do kadry jest w pełni uzasadniona:

– Jestem zachwycony Callumem i jego rodziną. Zasługuje na to w pełni i cieszę się, że został spłacony za siłę psychiczną, którą pokazał. Stawił czoła tym chwilom, kiedy był na uboczu, dzięki odwadze. Nigdy nie wiedziałem go zdołowanego, co czasami jest bardzo trudne. Wilson jest bardzo pozytywną osobą, lubianą przez swoich kolegów i jestem pewien, że wszyscy są nim zachwyceni.

Coroczny pewniak do relegacji 

Ekipa Bournemouth co roku stawiana jest przed rozpoczęciem ligowej kampanii na przegranej pozycji. Wiele serwisów czy też angielskich ekspertów typuje „Wisienki” do spadku. Tymczasem wyniki uzyskiwane przez zespół Eddiego Howe’a przechodzą najśmielsze oczekiwania. Drużyna z Vitality Stadium jest groźnym rywalem dla każdego, nawet zespołów silniejszych personalnie, a także dysponujących znacznie większym kapitałem pieniężnym. Wystarczy wspomnieć chociażby o Manchesterach: United i City, Liverpoolu czy też Chelsea.

Bournemouth wzoruje się na europejskich gigantach

„The Cherries” pod wodzą Howe’a prezentują futbol niezwykle widowiskowy. Większość akcji jest przeprowadzana przez skrzydłowych, świetnie radzących sobie w dryblingach „1 na 1”, którzy za pomocą szybkich kontrataków w schemacie 1-4-4-2 są w stanie złamać niejedną linie obrony. Taktyka „Wisienek” przypomina nieco tę uprawianą przez Barcelonę czy też Bayern Monachium, gdzie dominuje posiadanie piłki. Mocną stroną zespołu Bournemouth są stałe fragmenty gry i możliwość wykorzystania w walce powietrznej silnych fizycznie obrońców: Steve Cooka, Nathana Ake czy też Adama Smitha. Każdy z nich zdobył już po 1 golu w trwającej kampanii. Ponadto, dodatkową opcją ataku jest gra przez środek pomocy, w której coraz lepiej wyglądają: Jefferson Lerma, Dan Gosling i Lewis Cook.

Angielska drużyna musi ciężko pracować, aby odzyskać piłkę, naciskając wysoko na rywali, zaczynając od obrony przeciwnika. Styl futbolu prezentowany przez podopiecznych Howe’a jest bardzo agresywny w celu stworzenia jak największej liczby szans i wywarciu błędu na rywalu. 40-latek opiera swoje pomysły na tym, aby nie odkrywać wszystkiego co najlepsze, tylko stworzyć wśród zespołu silną, nierozerwalną więź i być zaangażowanym przez cały mecz, tworząc w nim prawdziwego ducha walki, w taki sposób, aby wyciągnąć z zawodników cały potencjał na boisku. Najważniejszą cechą ekipy Bournemouth jest cierpliwe budowanie akcji, rozpoczynając akcje od linii obrony, przez pomoc, a kończąc na formacji ataku.

Ubogi i mały wcale nie znaczy, że słaby

Jak widać, najmniejszy stadion oraz jeden z najskromniejszych budżetów w Premier League, absolutnie nie są żadną przeszkodą w osiąganiu dobrych wyników przez zespół z hrabstwa Dorset. Trudno uniknąć refleksji że to zasługa Eddiego Howe’a, niezwykle utalentowanego trenera młodego pokolenia, który pisze z Bournemouth niezwykle romantyczną historię, nieprzerwanie już od ponad 6 lat. Jego ambicje wykraczają dużo dalej niż tylko walka o utrzymanie, a obiecujący początek rozgrywek daje podstawy do tego, że być może uda mu się pobić swoje dotychczasowe najlepsze osiągnięcie, kiedy w sezonie 2016/17 zajął z „Wisienkami” wysokie 9. miejsce na mecie ligi angielskiej. Warto wspomnieć również o tym, że Howe to wychowanek nadmorskiego klubu, gdzie grał na pozycji obrońcy, ale kontuzja przekreśliła szybko jego karierę jako piłkarza. Zostanie najpierw tymczasowym szkoleniowcem Bournemouth, a następnie pierwszym trenerem było czymś najpiękniejszym, co mogło spotkać jego zespół. 40-letni trener wspólnie ze swoją drużyną napisał najpiękniejszy rozdział w historii, przebywając z nim długą i bardzo ciężką drogę pełną wyrzeczeń, począwszy od… 4. poziomu rozgrywkowego aż do elity!

Czołówka ligi zweryfikuje formę "Wisienek"

Warto przy tym odnotować, że właścicielem Bournemouth jest Maxim Denim, który nie szasta pieniędzmi na prawo i lewo, tylko buduje angielską ekipę niezwykle rozsądnie. Co ciekawe, rosyjski miliarder to niezwykle zagadkowa postać – całkowite przeciwieństwo Howe’a – nie tylko unika rozgłosu i wywiadów, ale również trudno go dostrzec na meczach zespołu, ponieważ praktycznie wcale się nie pojawia na Vitality Stadium.

Bournemouth jest postrachem całej Premier League, ale należy podkreślić, że dotychczas mierzyło się raczej z ekipami z drugiej połowy tabeli.  Prawdziwe sprawdziany czekają nadmorski zespół dopiero w najbliższych tygodniach, kiedy zagrają z całą czołówką rozgrywek. Mecze z Arsenalem, Manchesterem City, Liverpoolem, Chelsea, Tottenhamem i Manchesterem United odpowiedzą na pytanie, czy „Wisienki” będą dalej stanowić wspaniałą dekorację tortu Premier League czy też może zostaną bez żalu zjedzone, wracając tym samym do szarej rzeczywistości związanej zaledwie z walką o ligowy byt.

 

Dominik Lenart

reklama

Luis Suarez piłkarzem października w La Liga

Luis Suarez piłkarzem października w La Liga

XI Pogoni na mecz z Legią

XI Pogoni na mecz z Legią

XI Legii na mecz z Pogonią

XI Legii na mecz z Pogonią
reklama

Nowy kontrakt Sterlinga z City

Nowy kontrakt Sterlinga z City
Raheem Sterling podpisał trzyletni kontrakt z Manchesterem City. Anglik jest teraz związany ze swoim klubem do 2023 roku. Na mocy nowej umowy ma zarabiać nawet 300 000 funtów tygodniowo.
za:Manchester City

Piątek musi zachować pewność siebie

Piątek musi zachować pewność siebie
Piątek jest sprawny i powrócił do pełni zdrowia. W ostatnich kilku meczach miał szansę na zdobycie gola i spokojnie pracuje. Wie, że są chwile, kiedy piłka nie wchodzi, ale musi zachować pewność siebie. Genua wykazała się dużą odwagą w San Siro.
Ivan Jurić za:football-italia.net

Jimenez wykorzystuje okazję i Górnik wychodzi na prowadzenie

reklama