Kamil Wilczek – w Polsce jest tylko niechcianym wilczkiem, a w Danii drapieżnym wilkiem

Rzadko kiedy zdarza się, aby polski napastnik chciał grać na północy Europy w Danii, gdzie średnia roczna temperatura powietrza wynosi nieco ponad 8 stopni Celsjusza, a ponura aura i towarzyszące jej intensywne opady deszczu – zwłaszcza w okresie letnim – nie zachęcają do uprawiania futbolu. Tymczasem właśnie taką drogę obrał Kamil Wilczek, który nie zważając na te okoliczności, nie żałuje ani trochę swojej decyzji o przeprowadzce do Brøndby IF Kopenhaga, gdzie znalazł spokój i prezentuje wystrzałową formę.

Od lidera do głębokiego rezerwowego

Po wywalczeniu korony króla strzelców w rozgrywkach Ekstraklasy sezonu 2014/15 wydawało się, że przed wychowankiem WSP Wodzisław Śląski świat stoi otworem. 1 lipca 2015 roku podpisał kontakt z ówczesnym beniaminkiem Serie A, Carpi FC. Na Półwyspie Apenińskim boleśnie odbił się od ściany i praktycznie nie zaistniał we włoskim kopciuszku. Zaledwie 4 mecze, w tym 3 w lidze, to cały dorobek Wilczka. Stracone ponad pół roku we Włoszech skłoniło polskiego napastnika do gruntownych przemyśleń.

Duńska ziemia obiecana

Były piłkarz Piasta Gliwice postanowił w styczniu 2016 roku zmienić otoczenie. Związał się 3,5-letnim kontraktem z Brøndby IF Kopenhaga. Tuz po podpisaniu umowy, ówczesny trener duńskiego zespołu, Thomas Frank bardzo entuzjastycznie wypowiadał się o nim dla oficjalnej strony ekipy „Drengene fra Vestegnen”:

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że pozyskaliśmy nowego napastnika dla drużyny. Wilczek będzie świetnym uzupełnieniem naszej ofensywy. Jego umiejętności gry w polu pozwolą nam grać z większą elastycznością. Nie rozegrał w ostatnim czasie wielu spotkań, więc musimy zrobić wszystko, żeby był w stu procentach gotowy do gry. Chcemy tez, by szybko zintegrował się z drużyną. Niebawem rozpoczynamy obóz treningowy i czeka nasz pięć meczów towarzyskich, więc będziemy mieli dużo okazji, by dokładniej go poznać.

Wilczek w 11-krotnym mistrzu Danii znalazł nowy, bezpieczny i niezwykle komfortowy dom. W ciągu prawie 3 lat gry na zachodnich przedmieściach Kopenhagi, niespełna 31-letni napastnik stał się prawdziwym królem Brøndby IF. Dla skandynawskiego zespołu zdobył aż 61 goli w 118 występach na wszystkich frontach. Do Teemu Pukkiego, najskuteczniejszego gracza w historii klubu brakuje mu zaledwie 11 trafień!

Niebezpieczny fińsko-polski tandem

Fiński snajper jeszcze do niedawna grał z Kamilem razem w ataku, ale w lecie 2018 roku postanowił przenieść się na Wyspy, do ekipy Norwich występującej na zapleczu Premier League. 28-letni napastnik robi furorę w Championship, gdzie w 23 meczach aż 15 razy trafiał do siatki.

Były kolega Wilczka bardzo dobrze go wspomina, kiedy tworzyli w ekipie z Superligaen zabójczy duet i siali postrach w defensywnych szeregach rywali na duńskich boiskach:

– Kamil to super gość i znakomity napastnik. Niby mamy podobne atuty, a współpraca w Brøndby układała się nam rewelacyjne. Strzelaliśmy dużo goli, obaj kreowaliśmy sobie okazje. Nie mam nic przeciwko temu, byśmy znowu się gdzieś spotkali. Championship to dobra liga także dla Polaków – wpominał Pukki w rozmowie z tygodnikiem "Piłka Nożna".

Sezon życia wychowanka WSP Wodzisław Śląski

Wracając do bohatera niniejszego tekstu można zaryzykować stwierdzenie, że ma on zbawienny wpływ na postawę całego zespołu, który co prawda nie ma już szans na zdobycie mistrzostwa, ale zajmuje wysoką 3. pozycję w Superligaen z dorobkiem 30 punktów po 20 rozegranych kolejkach i wciąż liczy się w walce o przyszłoroczną edycję europejskich pucharów.

Trwający sezon 2018/19 jest dla Wilczka najlepszym w karierze. Wychowanek WSP Wodzisław Śląski w rozgrywkach ligowych zdobył aż 13 bramek w 19 meczach, bijąc swój dotychczasowy rekord w trakcie jednej rundy sprzed 2 lat o 2 trafienia. Do swojego dorobku dorzucił również 3 gole w el. Ligi Europy i 3 ostatnie podania (2 w krajowych rozgrywkach i 1 w pucharowych). Na duńskim podwórku strzela średnio 1 gola, co 119 minut i zajmuje po rundzie jesiennej 2. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców, tracąc 5 bramek do Roberta Skova z FC Kopenhagi. Co więcej, w całym 2018 roku zdobył imponująca liczbę 33 goli w 43 meczach.

Skreślony przez trenera reprezentacji Polski

Trudno nie odnieść wrażenia, że znakomita forma Wilczka w Brøndby nie jest w ogóle doceniania w Polsce. Selekcjoner „Biało-Czerwonych”, Jerzy Brzęczek, ignoruje wyczyny 30-letniego snajpera i nie przejawia jakichkolwiek chęci, aby powoływać go na zgrupowania reprezentacji narodowej. Od przybytku głowa nie boli, ale prawdopodobnie bogactwo polskiego ataku i spora konkurencja w osobach Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika dały trenerowi podstawy do tego, że kolejny napastnik nie jest mu do niczego potrzebny, ponieważ nie miałby żadnych szans, choćby na symboliczne występy.

Sam zawodnik odniósł się do tej kwestii w rozmowie z serwisem WP SportoweFakty:

– Widzę, co się dzieje. Nie ma sensu powoływać tylu napastników, skoro i tak gra jeden. Poza tym trzeba też podejść do pewnych rzeczy z pokorą. Arek i Krzysiek występują w lepszej lidze, są w gazie. Kibicuję im, nie obrażam się, taka jest kolej rzeczy.

Piłkarz stracił na zmianie trenera „Biało-Czerwonych”, kiedy Adama Nawałkę zastąpił Jerzy Brzęczek. Za czasów poprzedniego selekcjonera był przynajmniej powoływany na zgrupowania, gdzie mógł ćwiczyć razem z Robertem Lewandowskim i doskonalić warsztat swoich umiejętności.

– Same treningi w kadrze dużo mi dały. Podpatrywałem zagrania topowych zawodników, ale też to, jak myślą podczas gry. Sporo nauczyłem się od „Lewego”. To, jak broni piłki, gdy ma ją przy nodze, jak porusza się na boisku w różnych sytuacjach, było wielką szkołą. Zresztą – jak mam okazję, to oglądam mecze Roberta w telewizji. To pożyteczna lekcja.

Wilczek pomimo tego, że obecnie nie cieszy się zaufaniem Brzęczka, to nie porzucił nadziei, że kiedyś dostąpi jeszcze zaszczytu, aby ponownie przywdziać koszulkę z „orłem na piersi”:

– Jestem otwarty, nie wiem, jak druga strona. Nie chcę podporządkowywać wszystkiego, szukać innego klubu, może z lepszej ligi, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę obecnego selekcjonera. W Danii wyrobiłem sobie markę, czuję się doceniony, gram regularnie i strzelam gole. A liga jest mocna.

Oferty z innych klubów dla polskiego snajpera

Pod koniec 2018 roku można było znaleźć informacje, mówiące o tym, że Wilczek odejdzie z Brøndby. Turecki BB Erzurumspor był mocno zainteresowany jego usługami. Media znad Bosforu były wręcz pewne, że 30-latek parafuje umowę z jednym z najsłabszych zespołów Süper Lig.

Stało się jednak inaczej i 3-krotny reprezentant Polski pod koniec 2018 roku przedłużył kontrakt z kopenhaską ekipą do czerwca 2021 roku. Poprzednia umowa obowiązywała tylko do zakończenia sezonu 2108/19 i Wilczek już w styczniu mógł rozmawiać z innymi klubami.

Nowy kontrakt uciął wszelkie spekulacje

Oficjalna strona Brøndby IF potwierdziła, że napastnik dalej będzie występował w Danii:

–  Kamil gra tu trzy lata i zdołał już udowodnić, że jest topowym napastnikiem duńskiej Superligi. Jest pracowity, potrafi szukać sobie okazje do strzelenia bramek, bez względu na to, w jakiej znajdzie się sytuacji. Cieszymy się, że osiągnęliśmy porozumienie –  powiedział dyrektor sportowy klubu, Troels Bech.

Wielkie wyróżnienie dla Wilczka ze strony kibiców

Nie była to jedyna szczęśliwa informacja dla polskiego napastnika, który zbiera w Danii doskonałe recenzje i jest na ustach wszystkich fanów ekipy z „Vilfort Park”, która jest w ten sposób potocznie nazywa przez zagorzałych zwolenników Brøndby IF.

Wilczek został wybrany w głosowaniu kibiców najlepszym piłkarzem 2018 roku w swoim klubie. Nagroda jest niezwykle prestiżowa, bowiem jest przyznawana co roku, dokładnie 1 grudnia. Poniżej laureat z bukietem kwiatów i trofeum.

– Dziękuję Broendby IF, a także wszystkim, którzy pomogli mi zdobyć tę nagrodę. Razem z rodziną czuję się tu jak w domu i codziennie odczuwam wsparcie od kibiców. Jestem dumny z tego wyróżnienia, ta nagroda wiele dla mnie znaczy – podsumował Wilczek.

Sam zawodnik odniósł się również do trenera duńskiego zespołu, Alexandra Zornigera, któremu bardzo wiele zawdzięcza:

– W ostatnim czasie otrzymałem od niego ogromne wsparcie, jestem mu za to bardzo wdzięczny. Gdyby nie on, pewnie nie byłoby mnie tutaj. Stawiał na mnie, pomagał w treningach i motywował do pracy.

Mała rysa na wizerunku Wilczka

W swoim klubie Polak traktowany jest niemal jak król, ale warto również wspomnieć o małych grzeszkach, które Polak ma na sumieniu i powinien się ich wstydzić. Znany jest z ostrej, momentami wręcz bezpardonowej gry. W 19 meczach Superligaen otrzymał aż 5 żółtych kartek, a szerokim echem w duńskich mediach odbił się jego faul, popełniony 9 grudnia 2018 roku w wygranym 2:1 przez wicemistrza Danii wyjazdowym meczu ligowym z Vejle BK. Wilczek w chamski sposób potraktował jednego z rywali, Kerima Memiję, uderzając go łokciem w twarz. Za to zagranie 30-latek został ukarany tylko żółtą kartką. Duńska gazeta „Ekstrabladet” poinformowała, że Bośniak w wyniku tego zdarzenia doznał złamania szczęki oraz wstrząśnienia mózgu i nie był w stanie kontynuować gry.

Peter Kjaersgaard, rozjemca zawodów przyznał się po meczu do błędu.

– Powinienem pokazać Wilczkowi czerwoną kartkę, z całą pewnością. W trakcie gry wydawało mi się, że było to przypadkowe starcie.

Kara nie ominęła jednak polskiego zawodnika. Komisja ligi Superligaen wszczęła postępowanie dyscyplinarne w wyniku którego, został zawieszony w rozgrywkach ligowych do 19 lutego. Wilczek ma spore szczęście, ponieważ został dość łagodnie potraktowany i opuści po przerwie zimowej tylko 2 mecze ligowe ekipy z Kopenhagi, kolejno z: FC Nordsjælland i Esbjerg fB.

Niedoceniany w Polsce i wygłodniały w Danii

Kamil Wilczek jest w tej chwili wyceniany na 1,25 mln euro (przez fachowy niemiecki portal Transfermarkt). W chłodnej Kopenhadze znalazł swoją przystań, gdzie hurtowo zdobywa bramki i zyskuje coraz większą popularność. Robi furorę w ekipie Broendby, mającej siedzibę na wschodnim wybrzeżu wyspy Zelandia i częściowo Amager. Gdy Polak jest wygłodniały to w polu karnym zamienia się w drapieżnego wilka, zwierzę, które po ponad 200 latach pierwszy raz pojawiło w zachodniej części kraju. Dzięki znakomitemu instynktowi w polu karnym poluje na swoje ofiary i dokonuje szybkiej egzekucji w postaci kolejnych trafień. Natomiast w Polsce stale niedoceniany i odrzucony przez selekcjonera reprezentacji, Jerzego Brzęczka, gdzie traktowany jest jako mały, potulny, niewinny wilczek, który cały czas nie może się odnaleźć w tym środowisku i ma stale pod górkę.

 

Dominik Lenart

 

 

reklama

Popis techniczny Krystiana Bielika

Krystian Bielik, piłeczka i kuchnia... To trzeba zobaczyć!

Wisła Kraków zaczyna spłacać zaległości!

Wisła Kraków zaczyna spłacać zaległości!
Dziennikarz "Sport.pl" Paweł Wilkowicz poinformował, że Wisła Kraków zaczyna spłacać zaległości wobec piłkarzy - z pieniędzy ze zbiórek. Klub ma w tym tygodniu rozdzielić między zawodników i sztab około 200 tysięcy złotych. Pieniądze dla piłkarzy i sztabu (łącznie to 34 osoby) będą pochodzić z darowizny celowej od stowarzyszenia Socios Wisła oraz od m.in. Jarosława Królewskiego, właściciela firmy Synerise. Królewski, znajomy kierującego obecnie Wisłą Rafała Wisłockiego (grali kiedyś razem w Gliniku Gorlice) prowadzi wśród przedsiębiorców akcję „50 tysięcy dla Wisły”, sam również wpłaca darowizny. Pieniądze wpłaca na rachunek prowadzony przez Socios Wisła, ponieważ uznał, że to najwygodniejsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie w obecnej sytuacji finansowej i organizacyjnej Wisły. Stowarzyszenie Socios (powstało jesienią 2018 roku, po tzw. kryzysie stadionowym) zebrało już w tej akcji ponad 160 tysięcy (90 tysięcy od Synerise i jej partnerów, resztę od kibiców). A pieniądze przekazuje Wiśle tylko na konkretnie wskazane cele.
za:sport.pl

Młody Kostorz będzie zawodnikiem Legii

Młody Kostorz będzie zawodnikiem Legii
reklama

Prijović ma się z czego cieszyć

Prijović ma się z czego cieszyć

Biznesmen Jarosław Królewski o udanej zbiórce na pomoc Wiśle i dalszych planach

Biznesmen Jarosław Królewski o udanej zbiórce na pomoc Wiśle i dalszych planach
Myślę, że już jest około 300 tysięcy. Te pieniądze są wpłacane na specjalne konto, które jest chronione, jako że będą bezpośrednio potem z tego konta zasilać potrzeby klubu. Jesteśmy bardzo pozytywnie nastawieni do całej akcji. Oprócz tego, pojawiły się dwie kolejne akcje. Kibice zorganizowali taką samą akcję, przesyłając pieniądze na to samo konto, ale mniejszą składkę, jak również różne kluby wspierają dzisiaj Wisłę. Te pieniążki ze zbiórki pozwalają nam dzisiaj ratować klub i przez te najbliższe dziesięć dni móc na spokojnie decydować, jak te inwestycje mają wyglądać. Klimat wokół Wisły poprawił się w ostatnich dniach. Jesteśmy teraz w decydującym momencie, i nie mówimy tu tylko o pieniądzach tylko na przeżycie, ale moją rolą, w której chcę też wesprzeć Rafała, jest także znalezienie inwestora strategicznego. W czwartek polecę do Londynu, żeby się za takim rozejrzeć.
prezes firmy Synerise Jarosław Królewski za:eurosport.tvn24.pl

Keylor Navas nie zamierza odchodzić z Realu

Keylor Navas nie zamierza odchodzić z Realu
Gdy nie będę wierzył, że mogę być pierwszym bramkarzem Realu to wtedy odejdę. Jako piłkarz mogę tylko ciężko trenować, grać dobrze, gdy dostaję okazję występu i wykorzystywać moje szanse. Piłkarz zawsze musi być cierpliwy i czekać na swoje szanse. Gdy się taka pojawi to muszę być gotowy. Nie ma wątpliwości, że zawsze jestem gotowy i chętny do gry. Widzę siebie w tym klubie przez wiele następnych lat. Zawsze będę walczyć o swoje miejsce w składzie i zawsze dam z siebie wszystko.
Keylor Navas za:football-espana.net
reklama