Dla mnie numerem jeden jest Hazard. W drugim meczu z Chelsea w ubiegłym sezonie przegraliśmy 0:2 i oba gole strzelił właśnie Belg. Miałem wtedy wrażenie, że jeżeli chciałby grać na sto procent przez powiedzmy 60 minut, to spokojnie zdobyłby jeszcze dwie lub trzy bramki. Po jakimś czasie było jednak widać, że zaczął grać nieco luźniej. Gdy 28-latek ma dzień, to jest w stanie zrobić wszystko... Przedryblować dwóch lub trzech przeciwników, przy tym mocno stoi na nogach, potrafi grać zarówno lewą jak i prawą nogą, a do tego zachowuje spokój w każdej sytuacji. Rzadko się zdarza, by ktoś w tak wymagającej lidze wznosił się na takie wyżyny.