Rafał Gikiewicz pokazuje, jak spełniać marzenia

Od wielu dobrych lat w środowisku piłkarskim funkcjonuje określenie "polska szkoła bramkarzy". Jak ulał pasuje ono do naszych rodaków stojących między słupkami w wielu zagranicznych klubach, gdzie odgrywają wiodące role. W sezonie 2018/19 w 2. Bundeslidze furorę zrobił Rafał Gikiewicz, który z wielkim przytupem zakończył rozgrywki w barwach 1. FC Union Berlin.

Historyczna promocja "Eiserne"

Drużyna ze stolicy Niemiec w barażach o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej wyeliminowała faworyzowany VfB Stuttgart po dwóch remisach – 2:2 na wyjeździe i 0:0 na Stadion An der Alten Försterei. Dla ekipy „Żelaznych” istniejącej od zaledwie 53 lat, to największy sukces w historii!

Skreślony w Polsce, odbudowany w Niemczech

Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie byłby on absolutnie możliwy, gdyby nie sezon życia 31-letniego bramkarza. Dotychczas jego kariera często nie układała się po jego myśli, o czym dobitnie świadczą występy w kolejnych klubach. Gikiewicz był niedoceniany w polskiej lidze, gdzie tak naprawdę nigdy w pełni nie dostał prawdziwiej szansy, zarówno w Jagiellonii Białystok, jak i Śląsku Wrocław i wobec tego postanowił poszukać szczęścia za naszą zachodnią granicą.

Dopiero w barwach Eintrachtu Brunszwik pokazał swój kunszt. W ciągu ponad 2 lat rozegrał dla zespołu „BTSV” aż 66 spotkań w 2. Bundeslidze. Wyrobił sobie na tyle solidną markę, że jego usługami zainteresował się SC Freiburg, klub z najwyższego szczebla rozgrywkowego. Niestety w ekipie z Fryburga był przyspawany do ławki rezerwowych i wystąpił w ciągu 2 sezonów w zaledwie 2 meczach, kolejno z Lipskiem (wygrana 2:1 i Dortmundem (remis 2:2). Numerem jeden był tam Alexander Schwolow, który nawet na chwilę nie oddał miejsca między słupkami, a wspomniane powyżej 2 mecze Polak zawdzięczał wyłącznie kontuzji niemieckiego golkipera, który musiał zejść z boiska w 27. minucie spotkania z „Bykami”. Po tym epizodzie sytuacja wróciła do normy i Gikiewicz przed początkiem nowej kampanii podjął decyzję o zmianie klubu, w którym miałby szanse na regularne występy. Jego wybór padł na 1. FC Union Berlin, średniaka z zaplecza Bundesligi, który w edycji 2017/18 zajął 8. miejsce, mając na koniec sezonu zaledwie 8. oczek przewagi nad zdegradowanym byłym klubem Rafała… Eintrachtem Brunszwik.

Dwie najjaśniejsze postacie Unionu

Zmiana trenera z Andre Hofschneidera na Ursa Fischera oraz przede wszystkim pozyskanie w formie bezgotówkowej wychowanka Warmii Olsztyn zdecydowanie odmieniło losy 1. FC Union Berlin i jednocześnie poprawiło sytuację i nastroje w ekipie „Eiserne”. Szwajcarski szkoleniowiec od 31-latka rozpoczynał ustalanie wyjściowego składu i w całym sezonie Gikiewicz rozegrał komplet 34 spotkań ligowych od dechy do dechy oraz dwa decydujące starcia barażowe o miejsce w niemieckiej elicie!

Z perspektywy czasu należy ocenić, że decyzja o zatrudnieniu nowego trenera i postawieniu na Polaka, była strzałem w „10”. Przemawia za tym nie tylko znakomita, równa gra „Żelaznych” w przekroju całej kampanii, zakończona upragnionym awansem do 1. Bundesligi, ale również fantastyczna postawa Gikiewicza. Podczas edycji 2017/18 zespół z berlińskiej dzielnicy Köpenick stracił aż 46 bramek, a w zakończonym sezonie zdecydowanie najmniej ze wszystkich drużyn – tylko 33 bramki w 34 meczach (aż o 9 mniej od drugiego w tym zestawieniu Hamburgera SV – przyp. red.).

Sukces 1. FC Union Berlin ma twarz przede wszystkim Polaka, który na zakończenie sezonu zajął 2. miejsce spośród wszystkich piłkarzy bez podziału na pozycję, w rankingu prestiżowego „Kickera” z fenomenalną średnią not 2,66 (lepszy od niego był tylko Jhon Cordoba, napastnik 1. FC Köln ze wskaźnikiem ocen na poziomie 2,61 – przyp. red.). Co więcej, „Giki” został wybrany na najlepszego bramkarza 2. Bundesligi, a niemieckie media rozpływały się nad jego formą.

Poniżej robiące wielkie wrażenie pełne statystyki "Gikiego" w 1. FC Union Berlin w sezonie 2018/19.

Polski bramkarz jest znany ze wzmożonej aktywności w mediach społecznościowych oraz sporego poczucia humoru. Tuż po transferze do Unionu Berlin na przywitanie z nowym zespołem rzucił:

– Gdy powiedziałem dyrektorowi sportowemu, że przyszedłem do klubu, aby awansować do Bundesligi, tylko zaśmiał się pod nosem. W klubie obawiali się, czy nie przychodzi ogórek, który będzie miał kłopoty ze złapaniem piłki. Byłem pewny, że nie przyniosę wstydu – podkreśla w rozmowie z portalem „laczynaspilkapl”.

Polak jest pewny, że awans nie byłby możliwy bez trenera urodzonego w Zurychu:

– Wcześniej przez dwa lata we Freiburgu zagrałem tylko parę spotkań, ale bardzo ciężko pracowałem na treningach. W poniedziałek mogliśmy zaś świętować z Unionem awans do Bundesligi. Największa jest w tym zasługa trenera Ursa Fischera, który przyszedł do nas ze Szwajcarii. Mega nam to pomogło, szkoleniowiec wszystko poukładał i to on zasługuje na miano najlepszego transferu Unionu w tym sezonie.

Niespodziewany telefon od Jerzego Brzęczka

Po awansie Polaka razem ze swoim zespołem do 1. Bundesligi wydawało się, że już nic większego nie może go spotkać. Tymczasem niecałe 24 godziny później, Gikiewicz został powołany do reprezentacji Polski na mecze eliminacyjne Euro 2020 z Macedonią Północną i Izraelem w miejsce kontuzjowanego Wojciech Szczęsnego, który musiał przejść zabieg atroskopii kolana.

Po nominacji do ekipy „Biało-Czerwonych”, bohater niniejszego tekstu nie krył wzruszenia, a wrażeniami z tej wyjątkowej chwili podzielił się w rozmowie z „Super Expressem”.

– Co czułem? Były łzy i nie wstydzę się tego. Gdy powiedziałem żonie o powołaniu, to rozpłakała się z radości, a gdy płacze najbliższa ci kobieta, to mężczyźnie też zdarza się uronić łzy. Nie jestem z kamienia.

31-latek zdradził również, jak wyglądały jego premierowe chwile z kadrą Brzęczka:

– Na pierwszym treningu miałem lekką tremę, ale w piątek czułem się już zdecydowanie lepiej. Kilku chłopaków znałem wcześniej, ale resztę dopiero poznałem. Z tego zgrupowania chcę wyciągnąć jak najwięcej i nauczyć się od lepszych od siebie zawodników. Znam hierarchię w naszej reprezentacji. Póki co cieszę się z tego powołania, bo liczyłem na nie od pięciu lat. Wreszcie się doczekałem i teraz skupiam się na każdym kolejnym treningu. Gdy jako pierwszego zobaczyłem Łukasza Fabiańskiego to przedstawiłem się: "Cześć, Rafał jestem". Łukasz przywitał się, i powiedział mi, żebym się nie wygłupiał z tym przedstawianiem, bo mnie zna i ogląda moje występy. Byłem w szoku, bo gość który gra w mega klubie w Premier League nie musi oglądać meczów drugoligowego Unionu.

Co więcej, Gikiewicz na początek czerwca miał wykupioną wycieczkę do słonecznej "Hellady", ale nagły telefon od Jerzego Brzęczka spowodował błyskawiczną zmianę planów:

– Teraz wakacje przepadną, miałem jechać do Grecji, a później do jakiegoś egzotycznego kraju. Żona poleci sama, trudno. Muszę poprosić trenera, żeby klub przedłużył mój urlop o kilka dni, bo kiedy koledzy będą wypoczywać, ja potrenuję z kadrą. Poza mną szansę na powołanie ma tylko Sebastian Andersson, reszta poleci na wakacje. A tak w ogóle to nikt z Unionu jeszcze nie zdążył pogratulować mi powołania, bo w Berlinie wszyscy ciągle odsypiają awans, haha – zdradził w dowcipny sposób, w rozmowie z portalem „Sport.pl”.

Berlińska gwiazda z Polski

Wychowankowi Warmii Olsztyn służy berlińskie powietrze. W Unionie odnalazł swoją przystań i w ogromnym stopniu przyczynił się do awansu zespołu z dzielnicy Köpenick do 1. Bundesligi.

Gikiewicz nie tylko znakomicie spisywał się między słupkami, ale do końcowego sukcesu dołożył także cegiełkę, o którą tudno byłoby go podejrzewać, a wielu bramkarzy mogłoby tylko o niej pomarzyć. Po raz pierwszy w karierze zanotował asystę w zremisowanym 2:2 meczu z MSV Duisburgiem (14.09.2018 r. – przyp. red.) oraz zapisał również na swoje konto historycznego gola w październikowym starciu 2018 roku z 1. FC Heidenheim 1846, kiedy w 94. minucie gry uratował w niesamowitych okolicznościach remis 1:1 w po strzale głową!

Perfekcjonista w każdym calu

Rafała nie tylko dobrze ogląda się na boisku, ale również ciekawie się go słucha. Jest człowiekiem inteligentnym z zarówno z silną osobowością, jak i wrażliwą naturą, który uparcie dąży do wyznaczonego celu. Cechuje go również niesamowita wola walki, która w połączeniu z jego wysokimi ambicjami daje piorunujące efekty. Co więcej, jest też wielką gadułą, która jak już zacznie mówić, to buzia jej się wcale nie zamyka. 31-latek mógłby długimi godzinami opowiadać kolejne piłkarskie historie i potrzeba by nie lada śmiałka, aby mu przerwał kolejną fascynującą anegdotę. Ponadto, wyznacza sobie kolejne zadania, które realizuje z nawiązką. Dowodem na to jest jego słynna lista celów, krążąca po Twitterze.

W styczniu tego rok Gikiewicz stworzył 6 punktów, które chciał zrealizować do końca sezonu 2018/19. Kartka, która wisiała na lodówce, była jego oczkiem w głowie i pod koniec maja Rafał mógł z dumą ogłosić, że wszystkie z nich wykonał!

– Spełniło się właściwe wszystkie sześć napisanych życzeń. Ten 15. mecz z czystym kontem to był właśnie mecz barażowy. Byłem pewny, że 15 meczów na zero da nam trzecie miejsce w lidze. Nie pomyliłem się. Jestem takim człowiekiem, że lubię mieć napisane, co chcę osiągnąć. Żona pisała, ja dyktowałem. Potem codziennie rano na tę lodówkę zerkałem – opowiadał swego czasu w wywiadzie dla serwisu „Sport.pl”.

– Gdy w styczniu wracaliśmy po świętach z rodziną do Berlina, wyliczałem swoje cele, a żona je zapisywała. To były ambitne zadania, dlatego bardzo się cieszę, że udało się je zrealizować. Warto wstawać z rana, mieć marzenia i do nich dążyć. Sezon się już jednak skończył, teraz przyszła nagroda w postaci powołania do reprezentacji Polski, trzeba pojechać na zgrupowanie i wycisnąć z niego jak najwięcej. Potem zasłużony wypoczynek i czekają mnie ciężkie przygotowania do nowego sezonu. Bundesliga nie śpi. Tam będzie już zderzenie z grubym kalibrem, nie ma żartów – to z kolei jego wypowiedź, która jest cytowana przez portal „laczynaspilka.pl”.

Rafał Gikiewicz pokazał, że warto być cierpliwym i czekać na swoją szansę, która może przyjść w najmniej spodziewanym momencie. Często nieszczęście jednego, może być niego uśmiechem losu dla drugiego człowieka. Tak też się stało w przypadku zaskakującej, aczkolwiek jak najbardziej zasłużonej nominacji bramkarza do reprezentacji Polski.

– Gdy rodzina dowiedziała się o powołaniu, to miała łzy w oczach – wiedzą o tym, jak czekałem na spełnienie tego marzenia. Żona, dzieci, rodzice bardzo się cieszą. Z bratem teraz kontaktu nie miałem, bo jest na wakacjach – opowiada podekscytowany „Giki” w rozmowie z „polskatimes.pl”.

Polski bramkarz podkreśla na każdym kroku, że jego świetny sezon zakończony promocją do 1. Bundesligi i wybitna forma nie byłyby możliwe, gdyby nie najbliższa rodzina.

Na Instagramie zamieścił zdjęcie swojej żony z synkiem, który opatrzył wpisem:

– Bez was nie byłoby tego awansu.

Zatargi z przeszłości

Kilka lat temu odchodził z polskiej ligi z łatką bramkarza konfliktowego, który w Śląsku Wrocław nie mógł pogodzić się z rolą zmiennika Mariana Kelemena. W mistrzowskim sezonie dla ekipy z Dolnego Śląska zagrał tylko 6 razy. Po słynnej aferze alkoholowej jego relację z resztą drużyny uległy nagle pogorszeniu. Oliwy do ognia dodała również sytuacja z jednego z treningów, kiedy to brat Rafała, Łukasz krzyknął „z pijakami nie gram!". Słowa te skierowane były do ówczesnego obrońcy Śląska, Patrika Mraza, będącego w trakcie ćwiczeń pod wpływem alkoholu. Cały zespół postanowił wstawić się za Słowakiem, a Rafał postanowił wziąć stronę bliźniaka. Po tym incydencie czas Gikiewicza w zespole Śląska dobiegł końca.

– Niezbyt to rozumiałem – w Polsce krytykowało się dwóch profesjonalnych piłkarzy, wstawiając się za gościem, który tym profesjonalizmem zbytnio się nie wykazywał. Cieszę się, że w tamtym momencie wyjechałem z kraju i dołączyłem do Eintrachtu Brunszwik. Jak życie pokazuje, sytuacja jest już za mną i cieszę się tym, co jest teraz – opowiada Rafał z perspektywy czasu w wywiadzie z portalem ”polskatimes.pl” i absolutnie nie żałuje, że tak się to skończyło.

Obecnie Gikiewicz jest już na zupełnie innym etapie kariery sportowej. Ustabilizował swoje życie prywatne i w sierpniu 2016 roku ożenił się. Jego starszy syn, Piotr, ma już 8 lat, a w 2018 roku przyszedł na świat jego drugi potomek. Rafał na boisku jest prawdziwym profesjonalistą, który w sposób przemyślany buduje swoją karierę, a miniony sezon życia w barwach Unionu Berlin jest tego najlepszym świadectwem.

Czas na kolejne wyzwania

Polski bramkarz na pytanie, czy zostanie w Berlinie i jakie ma plany i cele na przyszłość, odpowiada:

– Bardzo bym chciał. Jeszcze przynajmniej dwa sezony, czyli dopóki syn nie skończy czwartej klasy. Chciałbym więc mieć okazję zadomowić się w Berlinie na dłużej. I w Bundeslidze też.

– Rozmawiałem z Mateuszem Klichem, pytał, jakie mam plany na Bundesligę. Na razie najważniejsza jest kadra, a po niej trzeba szybko wrócić do klubu. Nowej listy jeszcze nie sporządziłem, ale po zasłużonym urlopie na pewno taka powstanie.

 

Dominik Lenart

reklama

Sarri obraził się na Zielińskiego

Sarri obraził się na Zielińskiego
Sarri ma mój numer telefonu, ale nie wiem, czy odbiorę, jak zadzwoni. Kiedy był jeszcze trenerem Napoli, to obraził się na mnie, bo nie odbierałem od niego telefonów i pisał do mnie sms-y. Gdyby objął Juventus, to najbardziej chciałbym wygrać z jego zespołem.
Piotr Zieliński za:sport.onet.pl

Już niedługo w Realu w 70. minucie każdego spotkania

Już niedługo w Realu w 70. minucie każdego spotkania

Chorwacki pomocnik na testach w Lechu Poznań

Chorwacki pomocnik na testach w Lechu Poznań
23-letni Karlo Muhar przebywa w Lechu Poznań na testach medycznych i jeśli przebiegną pomyślnie, piłkarz podpisze kontrakt z "Kolejorzem". Chorwat gra na pozycji defensywnego pomocnika i w ubiegłym sezonie reprezentował barwy Interu Zapresic, w którym pełnił również funkcję kapitana.
za:lechpoznan.pl
reklama

Bramkarze powołani do reprezentacji Brazylii

Bramkarze powołani do reprezentacji Brazylii

Leo Messi z najlepszym golem LM 2018/19

Leo Messi z najlepszym golem LM 2018/19

Bayern Monachium podjął decyzje w sprawie Jamesa Rodrigueza

Bayern Monachium podjął decyzje w sprawie Jamesa Rodrigueza
Bayern Monachium oficjalnie poinformował, że nie zamierza skorzystać z opcji transferu definitywnego za 42 mln € i w lipcu James Rodriguez wróci z dwuletniego wypożyczenia do Realu Madryt. Kolumbijczyk rozegrał 67 spotkań w drużynie "Bawarczyków", zdobywając w tym czasie 15 goli i notując 20 asyst.
za:bild.de
reklama