Gliwickie pazury Piasta w premierowym występie w Lidze Mistrzów

Skazywany na pożarcie Piast Gliwice pokazał niesamowity charakter w pierwszym meczu 1. rundy eliminacji Ligi Mistrzów z FC Bate Borysów i przywiózł z Białorusi niezwykle wartościowy rezultat 1:1. Czy mistrz Polski powinien się cieszyć z tego wyniku?

1. Podopieczni Waldemara Fornalika przed rozpoczęciem rywalizacji z faworyzowanym rywalem skazywani byli na pożarcie. Białorusini są krajowym hegemonem i od 13 lat nieprzerwanie zdobywają seryjnie mistrzowskie tytuły. Z powodzeniem występują w europejskich pucharach, gdzie aż 3 razy w tym czasie grali w 1/16 finału Ligi Europy oraz 5-krotnie w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Są ekipą niezwykle doświadczoną i zaprawioną w europejskich bojach i na liczniku mają już ponad 150 występów!

Natomiast Gliwiczanie na arenie międzynarodowej są kopciuszkiem i stawiają dopiero pierwsze kroki. Dopiero 3. raz w swojej historii reprezentują nasz kraj na arenie międzynarodowej. Ich dwa poprzednie podejścia miały miejsce w sezonach 2013/14 i 2016/17, kiedy to grali bez powodzenia w rundach kwalifikacyjnych Ligi Europy i w 4 meczach nie wygrali ani razu! 6 lat temu stoczyli wyrównany dwumecz z Karabachem Agdam (2:2 u siebie i 1:2 na wyjeździe), a 36 miesięcy temu dostali lekcję od IFK Göteborg (0:0 na własnym obiekcie i porażka 0:3 w Szwecji).

2. Bate jest w pełni ligowego sezonu i zajmuje 2. miejsce w białoruskiej ekstraklasie po rozegraniu 14 kolejek, gdzie sezon toczy się w trybie wiosna-jesień. Przed konfrontacją z Piastem, który dopiero co zakończył zgrupowanie przed rozpoczęciem zmagań w nowym sezonie Ekstraklasy (początek 19 lipca), rozgrywając ledwie 3 sparingi, mogłoby się wydawać, że przygotowanie motoryczne mistrza Białorusi będzie decydującym czynnikiem w starciu z mistrzem Polski, a dominacja gospodarzy na kameralnym, acz niezwykle urokliwym 13-tysięcznym stadionie w Borysowie nie będzie podlegała żadnych dyskusji.

3. Tymczasem futbol po raz kolejny zrobił psikusa i wszelkie dywagacje przedmeczowe można było wyrzucić do kosza. Na Białorusi mistrzowie Polski podeszli do tego starcia bez debiutanckiej tremy, pokazując gliwickie pazury i niesamowity charakter. Długimi fragmentami spotkania, poza 15-20 minutowym rozprężeniem w 2. połowie, to zespół Waldemara Fornalika prezentował lepszy i dojrzalszy futbol, w którym nie brakowało twardej walki, dobrego przygotowania motorycznego, a także wielu udanych akcji oskrzydlających, w których prym wiódł lewy obrońca Mikkel Kirkeskov.

Nie będzie wcale wielkim nadużyciem stwierdzenie, że „Piastunki” zasłużyły w tym meczu na coś więcej niż tylko remis 1:1. Po tym rezultacie można czuć lekki niedosyt. Piast dominował w każdym aspekcie futbolowego rzemiosła i pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Nie tylko przywiózł z Białorusi wartościowy wynik, ale zaprezentował się bardzo obiecująco przed rewanżem, który zostanie rozegrany 17 lipca w Gliwicach.

4. Pierwsza połowa była taktycznym majstersztykiem „Waldka Kinga” który postawił na sprawdzony schemat w ustawieniu 1-4-5-1. Środek pola Piasta Gliwice funkcjonował na dużych obrotach i kasował większość akcji rywali, praktycznie nie dopuszczając ich w obręb własnego pola karnego (poza jedyną akcją z 33. minuty, kiedy świetna interwencja Czerwińskiego uniemożliwiła rywalom oddanie strzału). Co więcej, warto podkreślić agresywny doskok polskiego zespołu do rywala i nie dawanie mu nawet chwili wytchnienia przy próbie wyprowadzenia kolejnych akcji ofensywnych. Bate nie stanowiło żadnego zagrożenia dla mistrza Polski w ciągu pierwszych 45 minut gry i nie oddało ani jednego celnego uderzenia w światło bramki strzeżonej przez Františka Placha!

Z kolei Piast miał kilka znakomitych szans na objęcie prowadzenia, ale wykorzystał dopiero tę z 36. minuty, kiedy to Valencia na lewym skrzydle podał do Jorge Felixa, którego strzał sparował jeszcze Anton Chichkan, ale wobec skutecznej dobitki Piotra Parzyszka nie miał nic do powiedzenia. Zespół z Górnego Śląska grał w pierwszej odsłonie starca niezwykle mądrze i zasłużenie prowadził. W każdej akcji można było wyczuć ogromną nutkę boiskowego zaangażowania, inicjatywy oraz zdecydowania, a szczególny podziw musiał budzić fakt, iż Gliwiczanie byli znakomicie zorganizowani w formacji defensywnej i trzymali rywala z dala od własnego pola karnego.

5. Trudno pozbyć się wrażenia, że wielu białoruskich kibiców przecierało oczy ze zdumienia, patrząc na grę swoich ulubieńców, którzy zupełnie nie przypominali zespołu, który przecież na arenie międzynarodowej potrafił w przeszłości wygrywać już spotkania z takimi tuzami jak: Bayern Monachium, FC Barcelona czy też AS Roma. W drugiej połowie do głosu doszło BATE, które z każdą minutą zaczęło coraz bardziej spychać Piasta do defensywy. Białorusini zaczęli grać szybciej, odważniej, co w końcu przyniosło efekt w 64. minucie, kiedy to Igor Stasiewicz popisał się znakomitą akcją w prawym narożniku pola karnego, obiegł jednego z rywali i posłał idealne dośrodkowanie prosto pod nogi Stanislava Draguna (najlepszy strzelec Bate w ekstraklasie białoruskiej z 5 golami na koncie), który nie miał żadnego problemu z jej wykończeniem.

Remis 1:1 wlał nową nadzieję w serca wszystkich miejscowych kibiców, że można jeszcze ten mecz wygrać. Po wyrównującej bramce zaczęli oni głośniej dopingować swój zespół z duża pomocą... wojska zasiadającego na trybunach, jednak na wiele to się zdało, bowiem do końcowego gwizdka sędziego rezultat spotkania nie uległ już zmianie. Niemoc Piasta trwała w sumie około 20 minut, a później sytuacja została opanowała i zespół Waldemara Fornalika ponownie imponował koncentracją, sporą pewnością siebie i próbował rozstrzygnąć losy rywalizacji na swoją stroną. Dowodem tego była sytuacja z 81. minuty, kiedy świetną akcję przeprowadził Kirkeskov i oddał bombę na bramkę Chichkana, z trudem sparowną przez białoruskiego golkipera. Ostatnim akcentem tej konfrontacji był stały fragment gry Stasiewicza, obroniony w znakomitym stylu przez Placha.

6. Na szczególną uwagę z tej konfrontacji zasługują jeszcze dwa obrazki. Pierwszy dotyczy Patryka Dziczka, który w 61. minucie został zdjęty z boiska przez Waldemara Fornalika, demonstrując postawę absolutnie niegodną zawodowego sportowca. Jego zachowanie zostało ocenione bardzo negatywnie, kiedy tuż po zejściu z murawy pomocnik nie podał ręki swojemu trenerowi i postanowił wyżyć się na bidonie, kopiąc jeden z nich tuż przy linii bocznej. 21-latek wpadł w wielką furię, a przecież powinien okazać nie tylko szacunek, ale i wdzięczność swojemu trenerowi, ponieważ mało brakowało, a chwilę wcześniej wyleciałby z boiska (wcześniej już miał na koncie jedną żółtą kartkę), kiedy popełnił taktyczny faul, naprawiając błąd swojego kolegi ze środka pola – Toma Hateleya. Na całe szczęście arbiter postanowił oszczędzić krewkiego piłkarza Piasta i nie upomniał go po raz drugi.

– Rozmawialiśmy już na ten temat. Patryk przyszedł i wyjaśnił sytuację. Był bardzo zły na siebie. Ten mecz mu nie wyszedł i to była autentycznie złość na samego siebie. Takie słowa padły z jego ust. To wszystko rozumiemy. Ostatnio miał dużą dawkę emocji: Zdobycie mistrzostwa Polski, Mistrzostwa Europy do lat 21, teraz eliminacje do Ligi Mistrzów. To się nawarstwiło. Cóż, takie sytuacje się zdarzają. Najważniejsze, że wszystko wyjaśnione – usprawiedliwiał swojego podopiecznego, Fornalik na konferencji prasowej po zakończeniu spotkania w rozmowie z oficjalną klubową stroną „piast-gliwice.eu”.

Drugim ważnym momentem meczu, który może mieć fundamentalne znaczenie przed spotkaniem rewanżowym, jest czerwona kartka dla lidera białoruskiej ofensywy Stanislava Draguna. Pomocnik Bate w 90. minucie wyleciał z boiska i w rewanżu Białorusini stracą sporą siłę ognia w ataku.

7. Pomimo tego, że Piast przywiózł do Polski bardzo cenny bramkowy remis, to musi się mieć na baczności. Bate w ostatnich latach wiele razy udowadniało, że potrafi w świetny sposób odwracać losy rywalizacji na swoją korzyść po niekorzystnym wyniku pierwszego meczu w Borysowie. Dobitnym tego przykładem są ostatnie spotkania eliminacyjne, zarówno w Lidze Europy, jak i Lidze Mistrzów, rozgrywane od 2011 roku, kolejno ze: Sturmem Graz (1:1 u siebie i wygrana 2:0 na wyjeździe), z Debreczynem VSC (1:1 w Borysowie i zwycięstwo 2:0 na Węgrzech w sezonie 2012/13), z Alaszkertem Erywań (1:1 na własnym obiekcie i triumf 3:1 na wyjeździe) czy też starcie z FK Ołeksandrija (ponownie remis 1:1 u siebie i wygrana na Ukrainie 2:1). Rezultaty te powinny być dla Piasta sygnałem alarmowym, że Bate jest niejako specjalistą od wygrywania rewanżowych meczów na boiskach rywali.

Podsumowując, premierowy występ podopiecznych Fornalika w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów, śmiało można postawić tezę, że zespół z Górnego Śląska nie przyniósł wstydu, a wręcz przeciwnie, zaprezentował wszystkie swoje walory, z których słynął w Ekstraklasie, gdy sięgnął po sensacyjne mistrzostwo Polski. Wszelkie atuty przed rewanżową konfrontacją zdają się  zatem być po stronie Gliwiczan, którzy mają całkiem niezłą zaliczkę. „Waldek King” odkąd objął Piast, cały czas coś w nim ulepsza i kształtuje coraz bardziej na swoją modłę. Straty przed sezonem filara środka defensywy, Aleksandara Sedlara oraz Tomasza Jodłowca nie były wcale odczuwalne w konfrontacji z bardzo doświadczonym białoruskim rywalem. Siłą „Piastunek” jest kolektyw, a i ławka rezerwowych często daje coś ekstra. Praktycznie każdy wchodzący zawodnik nie zawodzi oczekiwań trenera i nie obniża przy tym poziomu jakości gry.

Jednak niech przestrogą dla polskiego zespołu będzie wypowiedź trenera Bate Borysów, Aleksieja Bagi, który po zakończeniu spotkania imponował pewnością siebie i nie robił absolutnie żadnej tragedii z niekorzystnego wyniku 1:1 w pierwszym eliminacyjnym 1. rundy meczu Ligi Mistrzów:

– Na razie nie będziemy rzucać wyroków. To dopiero pierwszy mecz, a jest jeszcze drugi. Wynik mógłby być lepszy, ale jest jeszcze rewanż i awans jest sprawą otwartą. Biorąc pod uwagę, że goście strzelili bramkę w meczu wyjazdowym, to trener Piasta może być zadowolony. Ten remis jednak nic nie znaczy, bo jeszcze drugi mecz. My w przeszłości graliśmy w ważnych meczach wyjazdowych i potrafiliśmy strzelać bramki i wygrywać.

 

Dominik Lenart

reklama

Porywający czy fałszywy śpiew "Canarinhos"?

Trwający od połowy czerwca turniej Copa America ma być prawdziwym świętem dla brazylijskiej piłki. Zespół gospodarzy prowadzony przez Tite rozpoczął kolejną edycję mistrzostw Ameryki Południowej jako jeden z głównych faworytów do złota. Czy „Canarinhos” po wymęczonym awansie do półfinału mają prawo myśleć o tym, aby po 12 długich latach ponownie wdrapać się na sam szczyt?
Czytaj więcej...

Sneijder zatrzymany za zdemolowanie auta

Sneijder zatrzymany za zdemolowanie auta
Holenderskie media informują, że Wesley Sneijder został zatrzymany przez policję w Utrechcie w nocy z czwartku na piątek pod zarzutem zdemolowania auta. Piłkarz został wypuszczony na wolność po wypłaceniu odszkodowania właścicielowi samochodu.
za:telegraaf.nl

XI Argentyny na mecz z Wenezuelą

XI Argentyny na mecz z Wenezuelą
reklama

Dziennikarz BBC uważa, że Pogba zostanie w Man Utd

Dziennikarz BBC uważa, że Pogba zostanie w Man Utd
Przed rozpoczęciem okna transferowego Real Madryt stworzył listę piłkarzy, których chciał kupić. Na jej szczycie byli Eden Hazard, Kylian Mbappe i Christian Eriksen. Paul Pogbę nie znajdował się wśród najbardziej pożądanych zawodników. Uważam, że nie zostanie sprzedany latem. Szanse na odejście Pogby z Manchesteru United oceniam na 10%.
David Ornstein, dziennikarz BBC za:@utdreport

Ceballos chce zostać w Realu Madryt

Ceballos chce zostać w Realu Madryt
Nie chcę odchodzić z Realu, chcę czuć się potrzebny, gdziekolwiek jestem. Żyję futbolem i myślę, że kolejny sezon będzie najlepszym w mojej karierze. Cieszę się grą i chcę pokazywać, ile jestem naprawdę warty.
Dani Ceballos za:Marca

Za to piłkarz Mali został wyrzucony z kadry

Za to piłkarz Mali został wyrzucony z kadry
reklama