Wyjątkowy, polski czwartek w Lidze Europy

Wszystkie zespoły reprezentujące nasz kraj na arenie międzynarodowej wygrały w czwartek swoje mecze w eliminacjach 2. rundy Ligi Europy. Warto zapamiętać datę 25.07.2019 r., ponieważ drugi taki dzień w historii polskiej piłki klubowej może się już szybko nie powtórzyć.

Warto zwyciężać z każdym rywalem, o czym przekonuje ranking UEFA, gdzie Polska stoczyła się już na odległą 27. pozycję i musi oglądać plecy takich „potęg” jak: Azerbejdżan czy Kazachstan. Czwartkowy komplet zwycięstw co prawda dał nam trochę punktów do tego zestawienia, które są potrzebne jak tlen, ale i tak niewiele zmienia on naszą sytuację w trwającym sezonie pucharowym 2019/20.

Z grona polskich zespołów rywalizujących w rozgrywkach Ligi Europy należy stanowczo podkreślić, że wszyscy nasi „pucharowicze” grali mecze na własnych stadionach, więc mieli nieco ułatwione zadanie. W porządku chronologicznym najpierw Lechia Gdańsk mierzyła się z Broendby Kopenhaga, następnie Piast Gliwice podejmował Rigę FC, a na końcu Legia Warszawa grała z KuPS-em.

Lechia Gdańsk - gra lepsza niż wynik

O godzinie 19:00 na murawę wyszli podopieczni Piotra Stokowca, którzy trafili na najtrudniejszego rywala. Duński zespół, w którym prym wiedzie Kamil Wilczek ma dużo większe doświadczenie w międzynarodowych bojach na Starym Kontynencie i przyjechał do Gdańska po korzystny rezultat.

Z kolei Lechia z wielkim utęsknieniem, bo aż 36 lat czekała na powrót do europejskich pucharów. Trzeba przyznać, że zrobiła to w naprawdę efektownym i miłym dla oka stylu. Co prawda wygrała tylko 2:1, ale gdyby miała lepiej ustawione celowniki, to Duńczycy wyjeżdżaliby z Trójmiasta z bagażem co najmniej 5 goli!

W ofensywie piłkarz Stokowca zademonstrowali polot, wiele ciekawych akcji i opcji rozegrania, po których ręce same składały się do oklasków. Wysoka agresywność, zaangażowanie, dobra organizacja gry oraz jakość – wszystkie te elementy były znakiem rozpoznawczym lechistów w starciu z Broendby Kopenhaga. Pierwszy gol padł po rzucie karnym, sprokurowanym przez Mensaha, kiedy to wyciął w „szesnastce” Filipa Mladenovicia. „Jedenastkę” pewnie na gola zamienił Flavio Paixao. W międzyczasie gospodarze zmarnowali kilka wyśmienitych okazji na podwyższenie wyniku. Stare jak świat porzekadło, że „niewykorzystane sytuacje się mszczą” sprawdziło się w 59. minucie, kiedy to Hedlund doprowadził do wyrównania. Jednak Lechii to absolutnie nie podłamało i po chwili znowu włączyła wyższy bieg, efektem czego była ładna bramka Patryka Lipskiego, zdobyta po strzale głową i cudownym dośrodkowaniu Karola Fili. Więcej bramek na Stadionie Energa w Gdańsku kibice już nie oglądali i ostatecznie to podopieczni Stokowca mogli cieszyć się z triumfu.

Po końcowym gwizdku pozostał jednak lekki niedosyt, bowiem pomimo przygniatającej przewagi gospodarzy i aż 17 strzałów oddanych na duńską bramkę, zaledwie 4 z nich były celne! 47-letni szkoleniowiec zdobywcy Pucharu i Superpucharu Polski wraz ze swoimi zawodnikami ma o czym myśleć przed rewanżem, aby utrzymać skromną zaliczkę. Nie ulega jednak żadnych wątpliwości, że z taką grą i rozmachem w ofensywie jest niemal pewne, że Lechia na duńskiej ziemi jakąś bramkę wbije. Kluczem do sukcesu jest zatem koncentracja i uważna gra w linii obrony, która w Gdańsku była w miarę czujna i spokojna, ale w kilku sytuacjach zdołała dopuścić do groźnych sytuacji pod bramką Kuciaka.

Piast Gliwice - katastrofalne pomyłki w obronie

Kolejnym zespołem, który mogliśmy oglądać w czwartkowy wieczór był Piast Gliwice. Mistrzowie Polski podrażnieni opadnięciem z eliminacji Ligi Mistrzów po fatalnych ostatnich 10 minutach rewanżu z Bate Borysów, przystępowali do spotkania z Riga FC w 2. rundzie el. Ligi Europy jako zdecydowany faworyt. Ta rola spętała Gliwiczanom nogi, bowiem już po 22. minutach przegrywali 0:1 przy ul. Okrzei 20 po katastrofalnym błędzie Pietrowskiego, który za lekko podał piłkę do Placha, co wykorzystał Debelko, trafiając do pustej bramki. O pierwszej połowie należałoby jak najszybciej zapomnieć, ponieważ Piast grał w niej ślamazarnie, niezwykle przewidywalnie, a linia pomocy w osobach Toma Hataeley’a i Patryka Dziczka grała na dużo niższym poziomie niż można było się spodziewać. Obaj notowali szokująco dużą liczbę niecelnych podań, a w oczy kibiców zasiadających na stadionie Miejskim szczególnie raziła ich nieporadność oraz brak opanowania i spokoju, które dotychczas były przecież domeną środka pola.

Dużo więcej ciekawych rzeczy i niesamowitej dawki emocji dostarczyła druga część gry. Kluczowym elementem, który odmienił mecz, była decyzja Waldemara Fornalika z 62. minuty, kiedy za bezproduktywnego Gerarda Badię pojawił się na boisku Martin Konczkowski. Pomocnik potrzebował zaledwie 4 minut, aby posłać znakomite dośrodkowanie na głowę Jakuba Czerwińskiego, które przyniosło wyrównanie. Stoper Piasta po raz kolejny udowodnił, że ma do perfekcji opanowaną grę w tym elemencie. Ostatnie 10 minut spotkania było przeznaczone tylko dla ludzi o mocnych nerwach. W odstępie zaledwie 4 minut Jorge Felix dwukrotnie zmusił do kapitulacji Robertsa Ozolsa, bramkarza mistrzów Łotwy. Wydawało się zatem, że gospodarzy nie spotka już żadna krzywda. Tymczasem w 86. minucie ponownie wróciły stare demony na stadion przy ul. Okrzei i to ze zdwojoną siłą. Uros Korun zgrał piłkę głową do Frantiska Placha w wydawałoby się zupełnie niegroźnej sytuacji. Słowak znajdował się w tym momencie w zupełnie innym miejscu boiska i nie zdążył jej sięgnąć! Skromna wygrana 3:2 pozostawiła wielki niesmak. Mistrzowi Polski nie przystoi popełnianie tak kuriozalnych błędów, które rzadko mają miejsce nawet w zespołach trampkarzy!

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Piast Gliwice po raz kolejny praktycznie sam strzelił sobie wszystkie gole. Jakby tego było mało, to smutnym faktem tego stanu rzeczy jest poniższa statystyka, która wiele mówi o grze „Piastunek” w ostatnich 2 pucharowych starciach.

Legia Warszawa - bezbarwność ponad wszystko

Następnym polskim zespołem eksportowym, który miał okazję zaprezentować się w el. Ligi Europy była Legia Warszawa. Wicemistrzowie Polski trafili na 3. zespół fińskiej ekstraklasy, Kuopion Palloseura, który nie wydawał się być zbyt wymagającym przeciwnikiem. Błyskawiczna bramka zdobyta już w 9. minucie po ładnym strzale Mateusza Wieteski głową, po centrze z rożnego Waleriana Gwilii, zdawała się to potwierdzać. Tymczasem wraz z upływem czasu kibice coraz mocniej łapali się za głowy, widząc nieporadność Legii w starciu z ekipą KuPs. Już po kwadransie „Wojskowi” powinni prowadzić 3:0, ale znakomite sytuacje zmarnowali obaj napastnicy Carlitos i Sandro Kulenović. Im dłużej jednak trwał ten mecz, tym było coraz gorzej. Co więcej, w 59. minucie Finowie byli o włos od zdobycia wyrównującego gola, kiedy to tylko przytomna interwencja Kulenovicia i wybicie piłki przez Chorwata z linii bramkowej zapobiegło kompromitacji!

Aleksandar Vuković wymienił aż pięciu zawodników w porównaniu do poprzedniego meczu, przegranego z Pogonią Szczecin 1:2. Jednak na niewiele się te roszady zdały, ponieważ Legia w dalszym ciągu była apatyczna, pozbawiona chęci i wigoru. Akcje były bardzo ubogie, w których brakowało jakiejkolwiek myśli przewodniej, a gra skrzydłowych wołała momentami o pomstę do nieba. Po raz kolejny bardzo słabo zagrał Arvydas Novikovas, który jest cieniem piłkarza brylującego swego czasu w Jagiellonii Białystok. Równie bezbarwny występ zaliczył Dominik Nagy. Węgier już w 61. minucie został zdjęty z boiska i nie zademonstrował ani jednej wartej uwagi akcji.

Na pocieszenie dla Legii warto wskazać 2 pozytywne aspekty płynące ze skromnego zwycięstwa z fińskim zespołem. Po pierwsze, silną bronią „Wojskowych” są niezmiennie stałe fragmenty gry. W ciągu 4 dni „Wojskowi” po raz drugi zdobyli gola głową po precyzyjnym dośrodkowaniu Waleriana Gwilii. W niedzielę uczynił to Kulenović, a w czwartek Wieteska. Wyraźnie widać, że jest to element, który Legioniści mają dobrze wyćwiczony. Po drugie, rzuca się w oczy również kolejna zmiana w linii defensywy. Vuković w meczu z KuPS po raz kolejny przemeblował obronę. Na środek przesunął Artura Jędrzejczyka, który zdecydowanie najlepiej się tam czuje, a w duecie z Wieteską stanowił solidną zaporę, trudną do sforsowania dla rywali. Ponadto odsuniętego od składu został Williama Remy'ego (fatalny w meczu z Pogonią) zastąpił Luis Rocha, który z kolei powędrował na lewą flankę. Z kolei najbardziej martwić może fakt, że Legia pomimo posiadania w kadrze wielu kreatywnych piłkarzy i wzmocnienia kadry w letnim oknie transferowym, nie potrafi praktycznie strzelać goli z gry, pomijając mecz z amatorami z Gibraltaru!

Po meczu na Twitterze wylała się na legionistów ogromna fala krytyki, która była jak najbardziej słuszna, a najbardziej dosadny, wręcz złośliwy, napisał jeden z jego użytkowników Twittera o ksywce „Wincenty Enigma”.

Skromne zwycięstwo 1:0 jest bardzo słabym rezultatem przed wyprawą do Finlandii, gdzie „Wojskowi” będą musieli po raz kolejny rywalizować na sztucznej murawie, zdecydowanie niebędącej ich sprzymierzeńcem, co pokazał już kompromitujący, bezbramkowy remis na Gibraltarze z Europą College.

Rewanże polskich drużyn w 2. rundzie eliminacji Ligi Europy zapowiadają się fascynująco, ponieważ tak naprawdę żadna z nich nie może być pewna awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Czy za niespełna tydzień będziemy zatem przeżywać kolejny „polski czwartek” w Lidze Europy czy tym razem czeka nas może klubowa stypa?

 

Dominik Lenart

reklama

Guardiola jest pod wrażeniem talentu Fodena

Guardiola jest pod wrażeniem talentu Fodena
Phil Foden jest najbardziej utalentowanym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek widziałem. Jego problemem jest to, że czasem nie mogę znaleźć dla niego miejsca w podstawowej jedenastce. Zasługuje, żeby rozgrywać całe mecze, ale z takimi rywalami o miejsce w składzie nie jest to łatwe. Pracuje niesamowicie i wie, że jestem tutaj, żeby mu pomagać.
Pep Guardiola za:@mancity

De Ligt: "To nie CR7 przekonał mnie do transferu"

De Ligt:
Cristiano Ronaldo nie był głównym powodem, dla którego wybrałem Juventus. Było wiele czynników, które doprowadziły do tego, że wybrałem akurat Juve. Jasne, że słowa Ronaldo, w których zachęcał mnie do transferu były miłe, ale nie były decydujące.
Matthijs de Ligt za:calciomercato.com

Hiszpańska federacja wygrała w sądzie z La Ligą

Hiszpańska federacja wygrała w sądzie z La Ligą
reklama

Seguera przestał być dyrektorem generalnym Barcelony

Seguera przestał być dyrektorem generalnym Barcelony
Barcelona poinformowała, że Pep Seguera nie jest już dyrektorem generalnym klubu i jego kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Działacz pracował na stanowisku od lipca 2017 roku. W czwartek kontrakt z Barceloną podpisał Patrick Kluivert, który będzie odpowiedzialny za zarządzenia akademią, co do tej pory było obowiązkiem Seguery.
za:fcbarcelona.com

Jak zmylić bramkarza?

Stuprocentowa skuteczność! :D

Milan zaprezentował wyjazdowe stroje na nowy sezon

Milan zaprezentował wyjazdowe stroje na nowy sezon
reklama