Gladiator z Bath skarbem Burnley FC

Dobry start Burnley FC w nowym sezonie Premier League to w głównej mierze zasługa jednej postaci, która swoją posturą zupełnie nie przypomina zawodowego piłkarza. Jest nią Ashley Barnes. Angielski napastnik rozpoczął ligową kampanią 2019/20 w barwach „The Clarets” w imponujący sposób.

Podopieczni Seana Dyche’a po trzech seriach spotkań mają na koncie 4 punkty, co daje im wysoką 6. lokatę w tabeli angielskiej ekstraklasy. Najpierw Burnley FC ograło pewnie Southampton FC 3:0, później minimalnie przegrało 1:2 z Arsenalem na wyjeździe, a następnie wywiozło cenny remis 1:1 z Molineux Stadium z nieobliczalnym zespołem „Wilków”.

Fantastyczny początek sezonu

Bardzo wartościowe rezultaty osiągane na początku nowej kampanii ligowej przez team z Turf Moor to przede wszystkim zasługa Ashley’a Barnesa. 29-latek nigdy nie był uważany za gwiazdę. Od lat pozostawał w cieniu piłkarzy światowego formatu, którzy robili furorę na Wyspach. Snajper Burnley jest znany ze swojej solidności i zaangażowania, ale po cichu z tylnego siedzenia robi swoje. Każdego roku systematyczne poprawia dorobek zdobywanych bramek w Premier League. Trudno nie zgodzić się z argumentem, że Barnes w ekipie Burnley FC znalazł swoje miejsce, w którym czuje się jak ryba w wodzie. Niebywała regularność snajpera na początku tego sezonu sprawiła, że Anglik ma ogromne szanse na pobicie swojego indywidualnego rekordu snajperskiego – 12 goli zdobytych w poprzedniej kampanii. W meczu otwarcia z ekipą Świętych” trafił dwa razy do siatki, później posłał piłkę do bramki Arsenalu, a w ostatni weekend sierpnia pokonał raz bramkarza Wolverhampton. Obecnie po zaledwie 3 meczach ma na koncie aż 4 gole i w walce o koronę króla strzelców ustępuje tylko duetowi Teemu Pukki – Raheem Sterling, obaj z 5 trafieniami na koncie.

Kluczowy puzzel układanki taktycznej Dyche'a

Anglik gra w Burnley od stycznia 2014 roku, kiedy to został sprowadzony z Brighton. Od tego czasu 29-latek zdobył aż 41 goli, licząc tylko Premier League. Po skrzydłami Seana Dyche’a, napastnik ma w zespole „The Clarets” niezwykle silną pozycję, a boiskowy styl gry polegający na długich podaniach i dośrodkowaniach w pole karne wyśmienicie mu odpowiada.

48-letni szkoleniowiec nie ma w kadrze żadnych gwiazd, a za swoją pracę jest niezwykle ceniony. Najczęściej posyła do boju zespół w schemacie taktycznym 1-4-4-2, gdzie Barnes pełni rolę jednego z dwóch napastników. Anglik dobrze się czuje w pojedynkach powietrznych i w znakomity sposób potrafi zrobić użytek z gry głową. To piłkarz niezwykle nieprzyjemny dla rywali, ponieważ nie tylko idealnie się zastawia z piłką przy nodzę, ale imponuje również siłą fizyczną.

– Lubię wkurzać dobrych obrońców i wytrącać ich z równowagi. Na boisku czasami czuje się jak czarnych charakter i szukam sposobu, jak zyskać przewagę i zajść przeciwnikom za skórę. Czasami dają mi się sprowokować – zdradził Ashley Barnes swoją dewizę na grę w Premier League, w rozmowie z dziennikiem „The Telegraph”.

Już wielu bramkarzy przekonało się o sporych możliwościach Anglika. Snajper Burnley w poprzednim sezonie wyspecjalizował się w strzelaniu goli (aż 5 z 12 trafień) drużynom z „TOP 6”. W obecnym zaczął z wysokiego „C” i ładuje bramki każdemu, jak popadnie, robiąc to często w niezwykle efektowny i różnorodny sposób.

Bardziej gladiator lub gracz rugby niż zawodowy piłkarz

Barnes swoją sylwetką nie przypomina ani trochę piłkarza, który mógłby pasować do Premier League, a bliżej mu do... rzymskiego gladiatora albo do zawodnika rugby. Urodził się w miejscowości Bath, w której swoją siedzibę ma przecież jeden z najstarszych klubów rugby na świecie. Znajduje się tam również kompleks rzymskich łaźni, czyli architektonicznej perełki pozostałej po Celtach i Rzymianach sprzed około 2000 lat.

Snajper Burnley FC mógłby grać zarówno dla reprezentacji Anglii, jak i Austrii. Z tego drugiego kraju pochodzi jego babcia, ale bliżej mu chyba do drużyny „Synów Albionu”, gdzie jednak konkurencja jest ogromna i co najważniejsze, Gareth Southgate woli stawiać na młodszych piłkarzy.

Barnes stanowi najlepszy przykład tego, że bez względu na to, co robi na boisku (czyt. strzela gole), to większość futbolowych fanów i tak ma już o nim wyrobione zdanie, które raczej prędko się nie zmieni. Angielski snajper często nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy i łatwo daje się sprowokować.

Z powodu swoich warunków fizycznych nie da jednak sobie w kaszę dmuchać. W kwietniu szerokim echem odbiło się jego zachowanie z Cardiff w ligowym meczu, kiedy to 29-latek został ostro sfaulowany przez Joe Bennetta i natychmiast ruszył w kierunku obrońcy „The Bluebirds”, aby wymierzyć mu sprawiedliwość. Niespodziewanie Barnes postanowił… pocałować rywala w... czoło, za co dostał żółtą kartkę.

Nie tylko wyborowy snajper, ale i dusza towarzystwa

Barnes to nie tylko najlepszy strzelec „The Clarets”, ale pełni również bardzo ważną funkcję w szatni zespołu Dyche’a. Każdy z kolegów niezwykle go ceni. Niesienie pomocy i uczestniczenie w codziennym życiu klubu jest dla niego czymś normalnym. Anglik wspólnie z Ashleyem Westwoodem ma doskonały kontakt ze wszystkimi, bawiąc się w… szofera. Dla podtrzymania jeszcze lepszej atmosfery, dobrego poznania sie i zacieśnienia więzi koleżeńskich wymyslił, że będzie rozwozić minivanem na treningi innych piłkarzy Burnley.

– Uznaliśmy, że jest to lepszy pomysł, niż kiedy się jeździ samemu. Ponadto to buduje team spirit – wytłumaczył Barnes.

Huśtawka "The Clarets"

Dyche pracuje w klubie mającym jeden z najmniejszych budżetów w Premier League. Anglik potrafił zebrać odpowiednią grupę ludzi i wyciągnąć z nich wszystko to, co najlepsze. Efekty tego mogliśmy podziwiać 2 sezony temu, kiedy to Burnley FC było rewelacją ligi i zajęło na mecie rozgrywek 2017/18 doskonałe 7. miejsce, oznaczające kwalifikacje do el. Ligi Europy. Poprzednia ligowa kampania była powrotem do rzeczywistości i ekipa z Turf Moor z trudem uniknęła degradacji, plasując się ostatecznie na 15. pozycji.

Doskonały ruch włodarzy Burnley FC

48-letni szkoleniowiec doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że sprowadzenie Barnesa w styczniu 2014 roku za zaledwie 450 tys. £ było jedną z najlepszych decyzji w najnowszej historii klubu z północno-zachodniej Anglii, mającym siedzibę w hrabstwie Lancashire.

– On jest niezwykle skutecznym graczem i podoba mi się to. Uwielbiam efektywnych zawodników. Szukałem takiego typu napastnika i dostałem go. Widziałem, jak się rozwijał, odkąd tu jesteśmy i nadal ciężko pracuje, aby cały czas to robić. Czy za każdym razem, gdy poprzeczka jest podnoszona do góry, możesz przekroczyć tę barierę? Jego przykład pokazuje, że robił to na każdym poziomie rozgrywek. Cały czas posuwał się naprzód. Pamiętam, jak występował swego czasu w Paulton Rovers, gdy był  młodym mężczyzną. Przeszedł przez to wszystko i zastanawiał się nad tym. Nadal korzysta z tych umiejętności, które wtedy nabył, to jest bardzo ważne. Niższe poziomy rozgrywkowe w Anglii są często niedoceniane, a to właśnie tam można się wiele nauczyć i zdobyć doświadczenie – ocenił Sean Dyche w rozmowie z portalem „Burnleyexpress.net” drogę, jaką musiał przejść Barnes, aby znaleźć się w zespole z Turf Moor na najwyższym szczeblu rozgrywkowym na Wyspach.

Komplementy od byłych graczy

Pod wielkim wrażeniem formy fizycznej Barnesa są również były napastnik Crystal Palace, Clinton Morrison i Micah Richards, w przeszłości defensor Man City, którzy na antenie „BBC Radio 5”  w rozmowie ze Stevem Crossmanem chwalili angielskiego snajpera, zwracając szczególną uwagę na jego aspekty fizyczne.

Sam Barnes po swoim 4. trafieniu w sezonie w meczu z „Wolves” w niezwykle skromny sposób odniósł się do opinii dwóch powyższych ekspertów:

– To niesamowite, gdy otrzymujesz pochwały od byłych graczy, ale przede wszystkim chcę skoncentrować się na drużynie i na zbieraniu punktów, właśnie to chcemy osiągnąć. Chcę tylko strzelać gole i spisywać się jeszcze lepiej niż w ostatnim sezonie. Mam nadzieję, że dam radę.

Znak firmowy Barnesa

Napastnik Burnley FC jest skarbem w układance taktycznej Dyche’a i biegając na na boisku potrafi stworzyć coś z niczego. Czy gole Anglika dadzą ekipie „The Clarets” znacznie więcej niż tylko walka o utrzymanie? Można pokusić się o stwierdzenie, że prawdopodobnie nie wystarczą na nic ponadto, ale warto przyglądać się jego występom, bo przecież nigdy nie wiadomo, w jaki sposób zdobędzie bramkę, a jeśli już to zrobi, to jego nieszablonowość przy magicznym wykończeniu akcji pozostanie na długo w pamięci wszystkich kibiców.

 

Dominik Lenart

 

 

reklama

28 sierpnia 2010 roku

28 sierpnia 2010 roku

Nowe barwy Alexisa Sancheza

Nowe barwy Alexisa Sancheza

Arkadiusz Reca w SPAL

Arkadiusz Reca w SPAL
SPAL oficjalnie poinformowało, że wypożyczyło Arkadiusza Recę z Atalanty. Umowa będzie obowiązywać przez cały sezon 2019/2020. SPAL zagwarantowało sobie opcję transferu definitywnego reprezentanta Polski.
za:spalferrara.it oraz 90minut.pl
reklama

Lettieri chce kolejnych piłkarzy

Lettieri chce kolejnych piłkarzy

Liczby Zlatana w Manchesterze United

Liczby Zlatana w Manchesterze United

Tak przez lata zmieniał się Neymar

Tak przez lata zmieniał się Neymar
reklama