Kontuzje 3 napastników Barcelony: Luisa Suareza, Leo Messiego i Ousmane’a Dembele’a na początku ligowego sezonu sprawiły, że Ernesto Valverde został zmuszony pokazać światu piłkarzy głęboko schowanych w zespole rezerwowym czy też młodzieżowym. Jednym z nich, który został wychowany w słynnej „La Masii”, jest zaledwie 16-letni Ansummane Fati.
Magiczny debiut
Gwinejczyk nie potrzebował dużo czasu, aby podbić serca wszystkich kibiców zasiadających na Camp Nou. 25.08.2019 roku to data, którą z pewnością zapamięta do końca życia. Swoją wielką chwilę przeżywał w 78. minucie spotkania, wbiegając na murawę za innego utalentowanego wychowanka – Carlesa Pereza. Podczas ledwie kilkunastominutowego debiutu młodziutki Gwinejczyk co prawda bramki nie zdobył, ale zaprezentował się z bardzo korzystnej strony. I co najważniejsze, został 2. najmłodszym piłkarzem w historii Barcelony, który zagrał w jej barwach, mając na koncie 16 lat i 298 dni! Szybciej zrobił to tylko Vicenç Martínez w październiku 1941 roku w wieku 16 lat i 280 dni.
2 - Anssumane Fati has become the second youngest player to play for @FCBarcelona in LaLiga history (16 years and 298 days), after Vicenç Martínez against Real Madrid in October 1941 (16y 280d). Audacity pic.twitter.com/K83MxWjXsi
— OptaJose (@OptaJose) August 25, 2019
Co ciekawe, premierowy występ Fatiego w pierwszym zespole „Blaugrany” nie byłby wcale możliwy (nie ma na koncie choćby jednego meczu w drużynie rezerw!), gdyby nie specjalnie wydana na tę okoliczność zgoda. Przepisy rozgrywek La Liga mówią jasno, że niepełnoletni gracze nie mogą grać w wieczornych spotkaniach bez przyzwolenia ze strony swoich rodziców.
Podziw dla młodziana z każdej strony
Po tym meczu Fati był wniebowzięty i za pośrednictwem Instagrama opublikował długą wiadomość, w której opisał, to co przeżywał, gdy wbiegał na murawę Camp Nou:
– Nigdy nie zapomnę tego dnia do końca życia. To spełnienie marzeń każdego chłopca z „La Masii": debiut na Camp Nou ... dzielenie szatni z najlepszymi graczami na świecie. Denerwowałem się, ale mogę jedynie wyrazić wdzięczność klubowi, trenerowi i kibicom, którzy bardzo miło mnie przyjęli. Po spotkaniu spojrzałem w kierunku trybun, na rodziców. To oni towarzyszyli mi aż do tej chwili. Nie mogłem w to uwierzyć. Muszę cieszyć się chwilą.
Jego rodzice również nie potrafili ukryć łez wzruszenia, gdy Fati debiutował w Barcelonie.
– Kiedy powiedział nam, że został powołany przez Valverde, zacząłem płakać i moja żona też. A kiedy pojawił się na boisku, byliśmy w siódmym niebie. Teraz mogę umrzeć [szczęśliwy] ... mój syn zadebiutował dla Barçy – powiedział Bori, ojciec młodego piłkarza w rozmowie z „Cadena SER”.
Z kolei Victor Valdes, były bramkarz "Blaugrany", a obecnie trener zespołu młodzieżowego (U-19 – przyp. red.) nie krył wielkiej radości z szansy, którą dostał jego podopieczny w konfrontacji z Betisem. W rozmowie z dziennikiem „Marca” nie był wcale zdziwiony dobrym występem młodzieńca:
– Ansu jest silny, szybki i pewny siebie. Potrzebuje swobody, żeby się rozwijać. Jestem bardzo szczęśliwy z jego powodu. Dziękuję Valverde, że pozwolił mu zagrać. Jego występ wcale mnie nie zaskoczył.
Po zakończeniu meczu z Realem Betis Sevilla sam Leo Messi postanowił pogratulować nastolatkowi obiecującego występu.
– Świetna gra, pierwsze trzy punkty. Bardzo się cieszę, że nasi wychowankowie spełniają swoje marzenia o grze w pierwszym zespole Barcelony na Camp Nou – napisał na Instagramie 32-letni gwiazdor „Blaugrany”. Komentarz opatrzył zdjęciem, na którym przytula serdecznie Fatiego. Fotografia ta może być różnie odbierana, ale wielu ekspertów stawia odważną tezę, że w ten sposób Leo namaścił swojego młodszego kolegę na nowego króla Camp Nou, po zawieszeniu butów na kołku przez 5-krotnego zdobywcę „Złotej Piłki”.
Nieprawdopodobny przeskok
Trudno to sobie wyobrazić, ale jeszcze miesiąc temu Fati był członkiem drużyny Juvenilu A (zespół do lat 19) i zdobył 2 gole w zespole prowadzonym przez Victora Valdesa z rezerwami Zenita Sankt Petersburg, a teraz jego życie zmieniło się o 180 stopni. Dobre kilkanaście minut z Betisem Sevilla i kontuzje podstawowych graczy sprawiły, że Ernesto Valverde nie mógł podjąć innej decyzji, jak powołanie 16-latka na kolejny ligowy mecz z Osasuną Pampeluna.
Rekord Fatiego
Beniaminek z Nawary postawił Barcelonie bardzo twarde warunki podczas meczu 3. kolejki La Liga. Na początku drugiej połowy Fati wszedł na boisku przy stanie 0:1. Gwinejczyk potrzebował zaledwie 5 minut, aby ładnym uderzeniem głową wyrównać stan rywalizacji na 1:1. Ostatecznie mecz skończył się remisem 2:2, a debiutancki gol Fatiego sprawił, że został on 3. najmłodszym zdobywcą bramki w historii ligi hiszpańskiej! Tylko Fabrice Olinga (16 lat i 98 dni) oraz Iker Muniain (16 lat i 289 dni) są od niego lepsi w tej klasyfikacji. Co więcej, Fati pobił rekord Barçy, trafiając do siatki w wieku 16 lat i 304 dni!
Osasuna 2-2 Barcelona FT:
— Squawka News (@SquawkaNews) August 31, 2019
⚽️ Roberto Torres
⚽️ Ansu Fati
⚽️ Arthur
⚽️ Roberto Torres (pen)
Barcelona's 16-year-old makes history but the home side spoil the celebrations. pic.twitter.com/4R0pJ30LeW
Pod wielkim wrażeniem wyczynu Gwinejczyka był Bojan Krkić, który dzierżył poprzedni rekord najmłodszego strzelca gola (17 lat i 53 dni) i napisał na Twitterze:
– To jest zawsze świetna zabawa, oglądać chłopców z „La Masii” i spełniających swoje marzenia. Gratulacje z okazji rekordu, Ansu!
Sam Fati nie mógł uwierzyć w to co się stało i od razu po strzeleniu bramki z Osasuną kiwał przecząco głową, a potem dodał:
– Boże, to niemożliwe.
Lawinowy wzrost popularności
Ansu błyskawicznie zyskał nowych fanów po pierwszym występie w koszulce „Blaugrany”. Przed meczem z Betisem na Instagramie mógł się pochwalić 64 tysiącami obserwujących. Natomiast tuż po jego zakończeniu liczba ta skoczyła błyskawicznie do 300 tysięcy! Co ciekawe obecnie (stan na 06.09.2019) ma już 834 tys. fanów!
Mógł grać w Realu Madryt, ale…
Fati mieszka w Hiszpanii od 2010 roku, kiedy to z całą rodziną, tatą Borim, mamą Marią de Lurdes Vieirą i starszym bratem postanowił wyemigrować z Gwinei-Bissau do Andaluzji. Bohater niniejszego tekstu pobierał pierwsze szlify futbolowego rzemiosła w Escuela de Futbol Herrera, a następnie trafił do Sevilli FC. Zanim jednak wybrał grę w Barcelonie, jego osobą mocno zainteresowany był Real Madryt, o czym opowiadał ojciec piłkarza na antenie stacji „Cope” w programie "Tiempo de Juego" :
– Kiedy Ansu występował w Sevilli, to Real Madryt proponował nam lepsze warunki niż Barcelona. Wybraliśmy jednak kataloński zespół. Przedstawiciele „Blaugrany” przyszli do mojego domu z kontraktem dla Ansu i przekonali mnie. Pamiętam, że to był Albert Puig. Powiedział mi, że mój syn musi podpisać kontrakt z Barceloną. Kiedy właściciele Sevilli dowiedzieli się o wszystkim, to się śmiertelnie obrazili. Monchi [dyrektor sportowy – przyp. red.] zapytał mnie o ofertę Barcelony i chciał, aby Ansu związał się z Sevillą. Andaluzyjski klub odstawił jednak Fatu na boczny tor, kiedy ten miał 9 lat. Nie mógł grać przez rok. Dlatego w 2013 roku mój syn trafił do Barçy.
Zabójczy atak gwinejsko-japoński
Ansu przeszedł wszystkie możliwe szczeble juniorskie w zespole „Dumy Katalonii”. W ekipie do lat 11 stworzył na murawie wystrzałowy duet z Takefusą Kubo, który niedawno odszedł z Barçy do… Realu Madryt, a następnie został wypożyczony do Mallorki. Wracając do Fatiego, w poprzednim sezonie dostąpił zaszczytu debiutu w rozgrywkach młodzieżowej Ligi Mistrzów. Spisywał się tam wybornie. Zdobył aż 4 gole i zaliczył 3 asysty. Natomiast w trwającym sezonie trafił już pod skrzydła Victora Valdesa, odpowiadającego za szkolenie zespołu Juvenilu A.
Co ciekawe, to właśnie były bramkarz „Dumy Katalonii” swego czasu pomógł Fatiemu:
– Kiedy złapał kontuzję w ekipie juniorów, poprosiłem go wtedy, żeby pokazał mi swoje buty. To była kompletna tragedia, ruina, to one powodowały ból. Nikt nie zorientował się, że trzeba mu kupić nowe buty. W końcu ja to zrobiłem.
Nieoszlifowany diament z „La Masii”
Młody Gwinejczyk jest uważany za jeden z największych młodych talentów wyszkolonych w barcelońskiej szkółce. Ma ważny kontrakt z Barceloną aż do 2022 roku, a klauzula jego odejścia wynosi obecnie 100 mln euro! Nastoletni afrykański diament może występować na boisku jako napastnik, „fałszywa 9” albo na obu skrzydłach. Jego mocną stroną jest drybling, szybkość oraz prawa noga. Nominalną pozycją Gwinejczyka wydaje się być lewa strona, z której często schodzi do środka, aby poszukać zaskakującego uderzenia na bramką rywali. Właśnie w tym sektorze boiska biegał w starciach z Betisem Sevilla i Osasuną.
Po kilku chudych latach, w których brakowało w kadrze Barcelony zdolnych uczniów ze słynnej szkółki, w końcu nastąpił pod tym względem wyraźny progres. Nazwiska Carlesa Pereza czy Ansu Fatiego dobitnie o tym świadczą. Mocne wejście Gwinejczyka do pierwszego zespołu Barçy daje nową nadzieję na to, że klub z Katalonii nie musi się martwić o kolejnych następców dla słynnych wychowanków „La Masii” z lat wcześniejszych: Gerarda Pique, Leo Messiego, Carlesa Puyola, Xaviego, Andresa Iniesty czy też Jordiego Alby.
Sygnał ostrzegawczy dla nastolatka z Afryki
Przestrogą dla młodego afrykańskiego talentu powinna być kariera Bojana Krkicia. Wiele lat temu Hiszpan serbskiego pochodzenia był uważany za „drugiego” Leo Messiego. Ogień reflektorów spływający na niego podczas występów w pierwszym zespole i ogromna presja oczekiwań zdecydowanie go przerosły. Kolejny światowy talent zmarnowany z powodu wielu pochopnych decyzji, przesadzonych porównań do Messiego, zbyt szybkiego wstawiania do seniorskiego składu, a przede wszystkim niecierpliwości ludzi zarządzających katalońskich klubem, może zaszkodzić również młodemu Fatiemu. Zatem Barça powinna zrobić wszystko, aby nie popełnić drugi raz tego samego błędu. Taki ogromny skarb z nieprawdopodobnym potencjałem trafia się przecież raz na kilka lat. Głównym celem dla włodarzy „Blaugrany” powinno być w tej chwili umożliwienie nastoletniemu Gwinejczykowi łagodnego przejścia z Juvenilu A prosto do pierwszego zespołu „Dumy Katalonii”.
Dominik Lenart