Zatrważające przyczyny klęski kadry Brzęczka w kampanii wrześniowej

Reprezentacja Polski zaprezentowała koszmarną formę i styl w dwóch wrześniowych spotkaniach eliminacji do Euro 2020 ze Słowenią (zdecydowana porażka 0:2) i Austrią (fartowny remis 0:0). Poniżej przedstawiam 7 wniosków, z których większość nie nastraja optymistycznie przed dalszą fazą kwalifikacji i późniejszą, ewentualną grą już w samym turnieju finałowym.

Jeszcze w piątek, 6.09 w mediach można było przeczytać budujące informacje, że ekipa „Biało-Czerwonych” ma szansę zostać pierwszym zespołem w historii, który zapewni sobie najszybszy w historii awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy. Warunkiem było wygranie dwóch wrześniowych spotkań i korzystne wyniki innych meczów w grupie G.

1. Taktyczna kompromitacja

Rzeczywistość okazała się diametralnie inna. Najpierw Słowenia, a następnie Austria, drużyny nie będące przecież żadnymi hegemonami, a należące do średniaków europejskiej piłki, w brutalny sposób obnażyły jakość kadry Brzęczka. Polski zespół wyglądał w tych meczach jak banda niedobitków, piłkarzy, którzy nie stanowią żadnego kolektywu i kompletnie nie potrafią wspólnie stawić czoła solidnym, aczkolwiek przeciętnym rywalom.

W meczu ze Słowenią na skrzydle biegał Piotr Zieliński, który poza kilkoma przebłyskami gry, po raz kolejny nie pokazał nic, co mogłoby kreować go na lidera linii pomocy. Piłkarz Napoli niby się starał, próbując zagrać niekonwencjonalną prostopadłą piłką do napastników, ale szło mu to jak po grudzie. Brzęczek postanowił ustawić go na skrzydle, a przecież jego nominalną pozycją w klubie jest pozycja „10”, czyli ofensywnego pomocnika.

Kolejnym bezsensownym ruchem ze strony selekcjonera było posłanie w bój Bartosza Bereszyńskiego na lewy bok obrony. Piłkarz Sampdorii Genua grał po raz kolejny na swojej nienaturalnej pozycji, zamiast na prawej flance. Gołym okiem było widać, że „Bereś” nie czuje się tam dobrze. Brzęczek swoją decyzją zmarnował jego potencjał i pozbawił reprezentację Polski dodatkowego atutu w postaci oskrzydlających akcji z podłączaniem się Bereszyńskiego do gry podczas ofensywnych natarć.

Z kolei w konfrontacji z Austrią, za bezproduktywnego Krzysztofa Piątka do pierwszej „jedenastki” wskoczył niespodziewanie Dawid Kownacki. 22-latek w przeciwieństwie do napastnika AC Milan nie został jednak ustawiony na szpicy obok Roberta Lewandowskiego, ale na skrzydle, gdzie robił niby wiele szumu, ale każde dośrodkowanie w pole karne było albo za lekkie, albo niedokładne albo lądowało na głowach austriackich obrońców. Biegał na boisku zaledwie 58 minut, kiedy to zmienił go Jakub Błaszczykowski.

Dobitnym podsumowaniem występu „Biało-Czerwonych” i tego, jak wyglądała realizacja planu taktycznego niech będzie poniższe zdjęcie, sarkastycznie zatytułowane „ W ataku tzw. diament”, wstawione przez jednego z użytkowników Twittera.

Wyraźnie na nim widać, że każdy z Polaków (białe koszulki – przyp. red.) przesuwa się po boisku, patrząc… w innym kierunku. W spotkaniu z Austrią nie było żadnej myśli taktycznej, w myśl powiedzenia, że „każdy sobie rzepkę skrobie”. Nasi rywale nas stłamsili i zamknęli na 25. metrze przed bramką Łukasza Fabiańskiego. Polacy zostali totalnie zdominowani przez podopiecznych Franco Fody. Śmiało można postawić tezę, że żaden zespół na PGE Narodowym chyba nigdy nie poczynał sobie tak śmiało jak Austriacy, którzy czuli się jak u siebie w domu. Nasi przeciwnicy zepchnęli nas głęboko do defensywy. Momentami wyglądało to tak, jakby zamknęli nas przed polem karnym, stosując tzw. „hokejowy zamek”. Podopieczni Franco Fody dochodzili do w bardzo łatwy sposób do wielu klarownych sytuacji bramkowych. Bilans statystyk pomeczowych mówi sam za siebie: 21:8 dla Austrii w strzałach, w tym 6:2 w celnych!

2. Osamotniony Robert Lewandowski

Kapitan naszego zespołu przeżywał bardzo ciężkie chwile w obu meczach. Twarda fizyczna walka z obrońcami rywali mocno dała mu się we znaki. Ponadto w parze z Piątkiem atak reprezentacji w ogólnie nie funkcjonował, co było spowodowane bardzo słabą grą statycznej linii pomocy. Większość piłek z drugiej linii wcale nie docierała do duetu naszych napastników. W spotkaniu z Austrią było jeszcze gorzej, ponieważ „Lewy” grał sam na szpicy, nie mając żadnego wsparcia ze strony Kownackiego. Dla Lewandowskiego był to już rekordowy 108. mecz w koszulce z „orzełkiem na piersi”, który miał wyjątkowo gorzki smak.

Co więcej, dobiegła końca jego wspaniała passa na Stadionie Narodowym. W meczu z Austrią zdarzyło się po raz pierwszy od 13 spotkań, że kapitan reprezentacji Polski nie trafił do siatki na tym obiekcie. Trudno to sobie wyobrazić, ale poprzednim meczem bez gola „Lewego” było starcie z 14 października 2014 roku ze Szkocją (2:2) w el. Euro 2016! Podsumowaniem występu Lewandowskiego z zespołem Franco Fody, była sytuacja z 29. minuty, kiedy napastnik Bayernu Monachium w 100% sytuacji, będąc pozostawionym bez żadnej opieki, zmarnował doskonałe dośrodkowanie Kamila Grosickiego i przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką po strzale głową. Podczas pracy Brzęczka, Robert Lewandowski bardzo zmarniał, co oczywiście nie ejst jego winą, a selekcjinera. To już nie jest ten sam piłkarz, co podczas kadencji Nawałki, kiedy zarażał kolegów olbrzymią pewnością sobie, grał bez żadnych kompleksów i całymi seriami strzałów niczym z kałasznikowa kruszył defensywę niemal każdego zespołu.

3. Wrześniowe męczarnie

Oglądanie „popisów” kadry Brzęczka we wrześniowej kampanii było istną drogą przez mękę. Polska stwarzała zagrożenie pod bramką rywali w zasadzie tylko po stałych fragmentach gry. Często można było odnieść wrażenie, że Polakom po prostu nie chce się grać, a wymownym tego przykładem była sytuacja, kiedy holujący piłkę przy linii bocznej Grzegorz Krychowiak ostentacyjnie zaczął nagle rozkładać ręce, nie mając komu jej podać! Zbyt duże przestoje, mała mobilność, bardzo słaba dynamika, fatalne straty i niedokładne podania są powrotem do „korzeni”, czyli czasów, kiedy Polskę prowadził Franciszek Smuda podczas Euro 2012.

4. Wielki Łukasz Fabiański

Co prawda, w meczu ze Słowenią zrobił poważny błąd przy golu na 2:0 autorstwa Andraža Šporara, kiedy źle się ustawił, a 25-letni napastnik posłał piłkę do siatki między jego nogami z bardzo ostrego kąta, to potem było już tylko lepiej. W wielu sytuacjach ratował kadrę w starciu z podopiecznymi Matjaž Keka. Natomiast w starciu z Austriakami wzniósł się już na wybitny poziom. Gdyby nie jego interwencje, to Polska mogła przegrać 0:3 czy też 0:4. Szczególnie dał się we znaki Marko Arnautoviciowi, który aż 4-5 razy sprawdzał formę „Fabiana”. 34-letni bramkarz spisał się znakomicie, wygrywając pojedynki "sam na sam" z byłym kolegą klubowym z West Hamu United, a obecnie piłkarzem chińskiego Shanghai SIPG. Fabiański był pierwszoplanową postacią meczu z Austrią i sprzyjało mu również szczęście, kiedy to po strzale głową austriackiego napastnika piłka wylądowała na poprzeczce.

5. PGE Narodowy talizmanem "Biało-Czerwonych"

Polska cudem zremisowała z Austrią pomimo fatalnej postawy. Magia obiektu usytuowanego na warszawskiej Pradze po raz kolejny zadziałała. Stał się on twierdzą narodową. To już 15. mecz z rzędu reprezentacji bez porażki i trzeci kolejny bez straty gola! Polska doznała ostatniej przegranej w meczu o punkty na Narodowym 22 marca 2013 roku z Ukrainą 1:3 w el. MŚ. Podsumowując, kadra w 25 spotkaniach w Warszawie odniosła aż 15 zwycięstw, 8 remisów i doznała tylko 2 porażek, w tym ostatniej pięć i pół roku temu (w marcu 2014 roku ze Szkocją 0:1 w towarzyskiej potyczce). W zasadzie to jeden z dwóch pozytywów, na które warto zwrócić uwagę po wrześniowej turze eliminacyjnego dwumeczu do mistrzostw Europy. Drugim z nich jest to, że wciąż jesteśmy liderem grupy G, ale nasza przewaga nad „grupą pościgową” diametralnie się zmniejszyła i wynosi obecnie tylko 2 pkt nad Słowenią i 3 oczka nad Austrią.

6. Zahavi skuteczniejszy niż.. cała kadra Brzęczka! 

Na koniec należy się jeszcze pochylić nad dwoma ważnymi rzeczami. Po pierwsze, cała reprezentacja Polski ma na koniec po 6 meczach eliminacji mniej goli niż... napastnik Izraela, Eran Zahavi, który z 9 bramkami zdecydowanie przewodzi klasyfikacji najlepszych strzelców w całych europejskich kwalifikacjach!

7. Szokujące wypowiedzi z obozu reprezentacji Polski

Po drugie, niepokoić mogą wypowiedzi zadowolonych: piłkarzy, trenera czy też prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, tuż po zakończeniu spotkania, które nie miały żadnego pokrycia z rzeczywistością i mogły wprawić niejednego kibica w sporą konsternację.

– Było dużo walki i dużo biegania. Jako kolektyw pokazaliśmy dużą jakość i klasę. Zawsze chciałoby się wygrywać, ale tak się nie da. Jeden punkt zdobyty dziś musimy szanować – stwierdził Krystian Bielik po meczu z Austrią, natomiast jego komentarz po słoweńskiej katastrofie miał jeszcze bardziej negatywny wydźwięk:

– Nie otrzymałem żadnych zadań. Trener Brzęczek powiedział: „Krystian próbuj”, to samo powiedział do Kuby Błaszczykowskiego. To był dla mnie sygnał, że wchodzę na boisko i robię to, co potrafię i biegnę do przodu, którego słowa były cytowane przez serwis „SportoweFakty.pl”.

Z kolei Jerzy Brzęczek po remisie z Austrią wydawał się być… usatysfakcjonowany:

– Jeżeli spojrzymy na sytuację w tabeli, musimy być zadowoleni ze zdobytego punktu. Co prawda, Słowenia nas goni, ale mamy przed sobą jeszcze wiele pojedynków. Natomiast nie jesteśmy zadowoleni z tego, że w tych dwóch meczach zdobyliśmy tylko jeden punktów i nie strzeliliśmy żadnej bramki. Myślę, że starcie z Austrią było otwarte i zarówno jeden, jak i drugi zespół mógł odnieść zwycięstwo. To było takie spotkanie do pierwszego gola. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że ten punkt jest dla nas ważny i teraz z dalszą pokorą będziemy pracować nad tym, aby grać zdecydowanie lepiej. Przed tym pojedynkiem wiedzieliśmy, że Austria to silna drużyna, która potrafi dobrze grać w ataku pozycyjnym. Potrafiliśmy im jednak odbierać piłkę i wychodziliśmy dobrze z kontratakami. Zabrakło nam ostatniego dokładnego podania, aby jedną z takich akcji wykończyć.

A na koniec bombę odpalił prezes PZPN, którego wypowiedź po fatalnym meczu z Austrią była wręcz szokująca:

– Na pewno te spotkania z Austrią i Słowenią nie były to dwa nasze najlepsze mecze, ale z tego poniedziałkowego jestem zadowolony. Austria to jest średniej klasy, solidna europejska drużyna. Można powiedzieć, że Austriacy pod względem posiadania piłki, boiskowej inteligencji byli od nas nieco bardziej dojrzali. Więcej sytuacji stworzyliśmy jednak my. Najważniejsze, że jesteśmy liderami grupy. Bierzemy ten punkt i jedziemy dalej.

Podczas 14-miesięcznej kadencji Jerzego Brzęczka jego kadra zamiast zrobić jeden duży krok do przodu zrobiła dwa do tyłu. Nie tylko cofa się w rozwoju, ale co może być bardzo niepokojące i ani trochę budujące, zmierza wyraźnie w coraz większą otchłań, ż której może być bardzo ciężko wrócić. Okrągła liczba – 0 strzelonych goli – w dwóch wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią i tylko 1 zdobyty punkt na 6 możliwych jest sygnałem alarmowym, że jest coraz gorzej, a kibicie z nostalgią wspominają czasy, kiedy to Adam Nawałka niemal zawsze potrafił wychodzić z ciężkich opresji w meczach eliminacyjnych do wielkich turniejów. Brzęczkowi niestety wiele do niego brakuje i wydaje się, że z tym selekcjonerem nie ma już co liczyć na poprawę jakości gry, nie mówiąc już o stylu i przeprowadzaniu efektownych i co najważniejsze efektywnych akcji pod bramką kolejnych rywali.

 

Dominik Lenart

reklama

Bywają różne priorytety

Bywają różne priorytety

Wyjście z ekstraklasy

Wyjście z ekstraklasy

XI Polski U-21 na mecz z Estonią

XI Polski U-21 na mecz z Estonią
reklama

Pressing Polaków w meczu z Austrią

Nagranie pochodzi z konta Marcina Lechowskiego (@MarcinLechowski) na Twitterze.

Co się DZIEJĘ z PIĄTKIEM? *on jeszcze nie dorósł* | Sergio Ramos NAJLEPSZYM HISZPANEM w HISTORII?!

źródło:youtube.com

Pewny zmiennik

Pewny zmiennik
Kuba Błaszczykowski - pewny, wręcz idealny zmiennik. Doświadczenie i umiejętności zawsze pomogą pod koniec meczu.
reklama