Byłem kapitanem Arsenalu i zawsze odczuwałem wielką presję. Musiałem poprowadzić klub do wygrania jakiegoś trofeum. Dawałem z siebie wszystko. Czasami po porażkach wracałem do domu i płakałem. Cierpiałem i miałem bezsenne noce. Przegrywasz i cierpisz w autokarze i nagle słyszysz, jak inni piłkarze śmieją się i zastanawiają, gdzie wyjdą wieczorem. Trwało to kilka lat. Graliśmy piękną piłkę i byłem z tego zadowolony, ale wciąż nakładałem na siebie presję i pewnym momencie poczułem się trochę samotny. Szczególnie w ostatnich dwóch-trzech latach. Czułem, że jedynymi piłkarzami na moim poziomie mentalnym i technicznym są Van Persie i Nasri. Nie chcę wyjść na aroganta, ale tak wtedy czułem. Miałem wtedy wiele myśli. Muszę przyznać, że byłem wypalony, wyczerpany fizycznie i psychicznie. Wiedziałem, że daję z siebie wszystko, a klub nie wspiera mnie kilkoma transferami. To oraz zachowanie niektórych piłkarzy sprawiło, że chciałem spróbować czegoś nowego. Gdyby nie to, nie odszedłbym wtedy z Arsenalu.