Otrzymałem bardzo smutną wiadomość i nie mogłem w nią uwierzyć. Po odniesieniu kontuzji w meczu z Romą od razu zrobiłem rezonans magnetyczny we Włoszech, który wykazał uszkodzenie więzadła pobocznego w kolanie. Muszę przyznać, że ta diagnoza mnie trochę podłamała, ale później powiedziałem sobie, że czekają mnie dwa tygodnie rehabilitacji, będę bardzo ciężko pracował i zdążę akurat na początek przygotowań reprezentacji Polski do mistrzostw Europy. Miałem cel, o który chciałem walczyć. Przesłałem swoje wyniki doktorowi reprezentacji Polski, Jackowi Jaroszewskiemu, a także rozmawiałem z innymi lekarzami. Mieli jedną diagnozę – uszkodzeniu uległa również moja łąkotka i konieczny będzie zabieg operacyjny. Po nim czeka mnie miesiąc przerwy w grze. Za długo… Było to równoznaczne z tym, że nie zdążę wyleczyć się na mistrzostwa Europy. Przecież za miesiąc mamy pierwszy mecz… Tak żyłem już tym turniejem. Chciałem jak najlepiej przygotować się w klubie do tego, że jeśli dostanę powołanie, to będę gotowy, aby pomóc reprezentacji. I nagle wyszła ta kontuzja… Nie było to przyjemne. Ciężko było zrezygnować z marzeń i umówić się na operację. Przejdę ją najprawdopodobniej we wtorek.