Widziałem w mediach, że on przyjeżdża na mecz dla Roberta Gumnego. Gdzieś tam się pod nosem zaśmiałem. Przed meczem dyrektor sportowy powiedział, że selekcjoner jest na trybunach. Po meczu usłyszałem, że Sousa chce mnie poznać. Poszedłem do tej loży. To było 15 minut. On przedstawił swoje trzy punkty, czym się kieruje. Ja powiedziałem, z czym się zgadzam, a z czym nie zgadzam. Dodałem, że cieszę się, że zawitał do Augsburga. Odpowiedział, że były czasy pandemii, a on nie chciał rozmawiać przez telefon tylko w cztery oczy. Dla mnie argument, że jestem stary, jest zły. On użył takiego argumentu, ma do tego prawo. Było więcej dobrego wychowania i kurtuazji. Mówił mi, jakich bramkarzy szuka, na co zwraca uwagę. Ma swoją hierarchię, że jest Majecki i Grabara. Powiedział, że nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie. Powiedział, żebym robił swoje, żebym nie tracił tej pozytywnej energii. On chce budować kadrę z myślą o tym, co będzie za parę lat. Nie jestem na jego głównym radarze, ale też nie może o mnie zapomnieć. Akceptuję to, co mi powiedział. Ja mam jednak swoje zdanie. To spotkanie nie wpłynęło na mój cel. Dalej robię swoje.