Jeśli ten plebiscyt ma być poważny, to piłka musi trafić na kominek Roberta. W przeciwnym razie obejrzymy jakieś cyrkowe przedstawienie, kabaret. Jeśli piłka znowu wpadnie w łapki Messiego, plebiscyt ten będzie groteską. Nie jestem idiotą, by podważać kunszt Leo, lecz głosujący, chyba z przyzwyczajenia, co rok wpisują Argentyńczyka jako numer jeden. A od pewnego czasu Robert sportowo go dystansuje.