Sytuację Glika i Krychowiaka rozumiem. A brakiem Lewandowskiego w składzie na Węgry jestem zaskoczony. Jaki był sens, żeby Robert grał cały mecz w Andorze? Przecież wiadomo, że tam byśmy wygrali i bez niego. Ewentualnie dla pewności, dla spokoju, można było tam zdjąć go przerwie i teraz z Węgrami też dać mu zagrać pół meczu. Wyszłoby na to samo, to też byłoby łącznie 90 minut. Kompletnie bez sensu byłoby umówienie się z góry, że Robert gra z Andorą, a z Węgrami nie. Bez żartów, na 100 procent chodzi o coś innego. Nie wierzę, że "Lewy" nie chciałby zagrać i strzelić kolejnego gola przed polską publiką na Stadionie Narodowym. O czym mowa! Lewandowskiego trzeba by związać i gdzieś zamknąć, żeby nie zagrał, jeśli czułby, że wszystko jest okej. Podejrzewam, że coś jest nie tak, może jest jakaś delikatna kontuzja. Jako były piłkarz czuję, że tak jest. Lewandowski chce grać w każdym meczu i chce nastrzelać jak najwięcej bramek. On musi mieć jakiś problem, skoro mecz z Węgrami ma oglądać z trybun. A oficjalnym wytłumaczeniem jest danie mu odpoczynku, bo wszystkiego mediom się nie mówi. Po co świat ma dyskutować o jakimś urazie "Lewego"?