W jednym z meczów Roberto Mancini cały czas miał do mnie pretensje. Powiedziałem mu, żeby przestał i jeśli nie jest ze mnie zadowolony, to niech po prostu zdejmie mnie z boiska. W przerwie byłem gotowy do zejścia. Ściągnąłem buty i powiedziałem Yayi Toure, że jeśli dalej będzie na mnie narzekał, to rzucę w niego butami, bo to brak szacunku. W końcu zwyzywałem Manciniego wszystkimi znanymi mi przekleństwami. Obraziłem nawet jego dzieci, które czasami z nami trenowały. Następnego dnia wyjechałem do Paryża. Dwa dni później siedziałem jednak na ławce rezerwowych w meczu z Manchesterem United. Prezydent klubu powiedział Manciniemu, że jeśli będę zdrowy, to wygramy ten mecz. Pogodził się ze mną i razem ze mną opłacił prywatny samolot, którym wróciłem z Paryża.